Środa, 27 Maja, 2020     ostatnia aktualizacja 26-05-2020
 
Bułgarskie impresje
 
2012-06-18

W
iniarnie Bułgarii to bardzo często potężne przedsięwzięcia - zagraniczne, ultramodernistyczne inwestycje albo sprywatyzowane i przekształcone posowieckie spółdzielnie winiarskie. Produkuje i eksportuje się dużo. Trudno jednak dokładnie zdefiniować współczesny image winiarskiej Bułgarii... Oto kolaż rozmaitych - nie tylko enologicznych - wrażeń przywiezionych z Bułgarii.

Vinaria

Jedną z dróg promocji i uaktywniania rynku jest organizowanie konkursów winiarskich i targów. Najważniejszą imprezą w Bułgarii jest Vinaria organizowana w Płowdiw. W tym roku odbyła się ona w dniach 15-18 marca. To była rocznicowa, 20. edycja tych targów. Z tej okazji reaktywowano konkurs dla win, rakiji i brandy. Pierwsze profesjonalne konkursy organizowano w Sofii w 1962 roku, miały one później edycje w różnych miastach, odbywały się pod egidą i wg standardów O.I.V. (International Organization of Vine and Wine). W tym roku konkurs odbył się w dniach 20-26 lutego. W tym kameralnym konkursie oprócz lokalnych ekspertów i winiarzy, pojawili się również dziennikarze i sommelierzy ze Szwajcarii, Niemiec czy Włoch. Impreza była zorganizowana kompetentnie – cztery komisje oceniały wina wedle profesjonalnych formularzy i na elektronicznym sprzęcie, co bardzo ułatwiło ocenę i zliczanie punktów.


Nowoczesne podejście - szablon degustacyjny i palmtop używany podczas konkursu `Vinaria`

Oprócz win bułgarskich (które zdecydowanie dominowały w ilości) ocenialiśmy też wina, m. in. z Francji, Słowacji, Rumunii czy Mołdawii. W sumie analizie poddano 253 próbki win, 54 rakiji i 8 brandy. Wiele win na konkursie było bardzo młodych, jeszcze trochę "surowych", ale bez problemu dało się zauważyć dobry potencjał rocznika 2011.
Sam kompleks targowy (na terenie którego odbywał się konkurs) wzbudza uznanie - zarówno wielkością jak i dobrze zorganizowaną infrastrukturą przygotowaną na organizację naprawdę dużych targów i imprez wszelkiej maści. Samo Płowdiw, w którym odbywa się Vinaria zachwyca (zwłaszcza jego stara część) kameralnością, zabytkami, architekturą, klimatem, dużą ilością muzeów i galerii.

Kraina (nie tylko) wina
Choć w naszych oczach Bułgaria postrzegana jest jako typowy kraj winiarski, to powinniśmy jednak przyjąć tu pewną poprawkę. Otóż oprócz wina pija się tam w sporej ilości rakiję i konsumpcja tego trunku wpisana jest mocno w kulinarne i biesiadne zwyczaje tego kraju. Jeszcze kilka lat temu statystyki mówiły, że co roku Bułgarzy wypijają prawie 90 milionów butelek rakiji. Podczas gdy wina około 28 milionów…
Tradycja konsumpcji rakiji jest na tyle mocna, że kolacje i przyjęcia, na których były prezentowane wina rozpoczynały się od wypicia lampki mocnej, lokalnej rakiji... Kordialność spotkania dodatkowo podkreślała zupełna swoboda jeśli chodzi o palenie papierosów – nie było tu żadnych ograniczeń. Póki co, Bułgarzy nic sobie nie robią z unijnych obostrzeń w tej materii. Znajomi opowiadali, że jeszcze dwa-trzy lata temu zdarzało się, że podczas lokalnych konkursów winiarskich, nikt nie zawracał sobie głowy takimi szczegółami jak papierosowy dym – jurorzy beztrosko kurzyli przy stołach podczas degustacji. Tak czy inaczej, degustacje i biesiadowanie z Bułgarami to prawdziwa przyjemność, to gościnni, serdeczni i przemili ludzie.


Świetne rakije z winiarni Eduardo Miroglio

Atrakcyjna konkurencyjność
Zakrojona na masową skalę bułgarska produkcja wina pozwala uzyskać stosunkowo niską cenę, która i dziś pozostaje konkurencyjna. Jednak trudno mówić o utrzymaniu stylu - niejednokrotnie zawartość butelek wydaje się przypadkowa i pozostawia wiele do życzenia.
Dla Bułgarów ciągle pozostajemy jednym z najważniejszych eksportowych rynków. W 2011 roku kupiliśmy około 11 mln litrów bułgarskiego wina. W ogóle zdecydowana większość tamtejszej produkcji idzie na eksport – najważniejsze rynki to Rosja, Polska, Niemcy, Anglia, Japonia, Skandynawia.
Sytuacja winiarska Bułgarii przypomina trochę Mołdawię. Jest potencjał, spora produkcja, ale widać jeszcze gdzieniegdzie pozostałości mentalne czasu komunizmu i swoistą bezradność jeśli chodzi o kierunek zmian. Mimo tego osobliwego zacofania, konsumenci wina w Polsce z ciekawością spoglądają w tamtą stronę. Czasem powodowani nostalgią do win, które, „kiedyś się piło”, win „od których się zaczynało”, czy win "które zna się z wakacji". Wielu winomaniaków nie do końca zdaje sobie sprawę z obecnych zmian i możliwości, jakie mają tamtejsze winiarnie. Jeśli chodzi o bułgarskie wina, to można rzec, że w naszym kraju długo panował (i panuje) półsłodki i półwytrawny constans... W ostatniej dekadzie pojawiały się pierwsze wina świadczące o zmianach. Pierwsze poważniejsze „drgnięcie” w tym względzie jakie pamiętam, to były niedrogie a przyzwoicie skrojone wina „Blueridge” z Domain Boyar – proste, ale nowoczesne i bardzo owocowe, z dość sensownie użytymi chipsami dębowymi i beczką.


Ozdobny motyw na glinianej kadzi

Faktem jest, że dużo się zmieniło w Bułgarii i ciągle zmienia. Są poważne inwestycje, pieniądze idące w sprzęt, technologie i umiejących z nich korzystać zagranicznych specjalistów. Sięga się po najlepszych – dość wspomnieć winiarnię Telish, w której doradza osławiony Michel Rolland.

(Nie)wykorzystane możliwości
A przecież Bułgaria mogła w swoim czasie zaproponować styl, który dziś kojarzymy z Nowym Światem – przystępnych stylistycznie i cenowo win, w "jednoszczepowych" wydaniach, z międzynarodowych i lokalnych odmian. Gdyby taka strategię przyjąć nieco ponad dekadę temu, może dałoby się powalczyć o ten segment win, na którym tak mocno oparł się właśnie Nowy Świat? Bułgaria ma ku temu możliwości.
Sprzyjało temu też fakt, że zaczęto porządkować kwestie formalne. W 2001 roku wprowadzono pierwsze regulacje dotyczące oznaczeń geograficznych i jakościowych (tzw. kontroliran). Po wstąpieniu Bułgarii do Unii Europejskiej EU zaakceptowała tylko dwa regiony: północną Równinę Dunajską i południową Nizinę Tracką. Później wyszczególniono 44. apelacje szczegółowe dla win jakościowych. Apelacje te dopiero budują swoją pozycję, obecnie porządkują sprawy bardziej geograficznie niż jakościowo.


Dojrzewający cabernet sauvignon

Dużo zmienia młode pokolenie winiarzy i enologów – są bardziej elastyczni, otwarci, chętnie zbierają doświadczenia z różnych części świata i potrafią je zaszczepiać na swoim gruncie. Wiedzą, że trzeba mocno pracować w winnicy, zadbać o zdrowie, dobrą kondycję i dojrzałość gron. Widzą, jak istotna jest ścisła współpraca między winogrodnikiem a enologiem. Dawniej starano się jak najszybciej zebrać owoce i zainkasować należność i uchronić się przed ewentualną zmianą pogody i stratą plonów. Taka zaszczepiona mentalność dużych kombinatów winiarskich, spółdzielni i mało finezyjnej wytwórczości jeszcze tu i ówdzie panuje.
Po komunizmie część "masowych" winiarni upadła lub przeszła w prywatną własność. Główny nurt winiarski do dziś wyznaczają wielosethektarowe przedsięwzięcia, gdzie winiarnie mają zakontraktowanych setki winogrodników, od których skupują owoce. Nie można się oprzeć wrażeniu, że przedsięwzięcia te podjęto w okresie przekształceń ustrojowych, taniej ziemi i szybkich transakcji na zasadzie "spróbujmy teraz szybko zainwestować i jeszcze szybciej zarobić na produkcji taniego wina". Nic dziwnego, że np. zdarzają się duże nowe nasadzenia winnic niekoniecznie trafione pod względem mikroklimatu, ziemi, położenia geograficznego, etc. Wtedy wszystko było proste - wiadomo było, że na topie jest chardonnay i merlot – to się je po prostu na zakupionej ziemi sadziło. Inwestycjom takim dodatkowo sprzyjały subsydia i wsparcie płynące z UE po akcesie Bułgarii w 2007 roku.   

Dragomir i inni
Spójrzmy na kilku przykładowych producentów. Dragomir to małe, typowo rodzinne przedsięwzięcie funkcjonujące na rynku od 5 lat. Prowadzi je dwoje wykształconych enologów - Natalia Gadjeva i Constantin Stoev. Bardzo starają się zniwelować różnice między światowymi trendami a bułgarskim winiarstwem. W zakontraktowanych uprawach (nie mają własnych winnic) oprócz klasycznych odmian typu merlot, cabernet, mają rubin czy tempranillo. Standardowo używają francuskich beczek. Wina są świeże, modernistyczne, czyste. To małe, ale sprawnie i profesjonalnie prowadzone przedsiębiorstwo.


Małą winiarnię Dragomir prężnie prowadzą Natalia Gadjeva i Constantin Stoev

Constantin jeszcze niedawno pracował dla uznanej i prężnej winiarni Katarzyna Estate, ale niedawno zupełnie przeszedł na swoje. Natalia przewodziła kiedyś stowarzyszeniem enologów bułgarskich, wie co w branży piszczy. Ich winiarnia ulokowana jest w  granicach Płowdiw. Produkują około 60 tysięcy butelek rocznie. Mają dobre pomysły i sprawny marketing – co w Bułgarii nie jest takie oczywiste. Ci ludzie to pokolenie, które już potrafi dbać o image i właściwą promocję win. Wśród win uwagę zwraca solidny oparty na merlocie i cabernecie Pitos 2008 żywy (kwaśna wiśnia) trochę piwniczny i dymny, w nowoczesnym stylu. Ciekawy i smaczny Rubin 2010 - intensywny tabakowy, skoncentrowany kawowo-jagodowy. Przyzwoicie wykonane są wina bazowe z serii Karizma. A swoistą ciekawostką i ekstrawagancją jest Mavrud late harvest 2009, o mocy 18% alkoholu, zbierany 20 listopada. Jest tu sporo cukru, ale i sporo kwasowości, wino gęste, likierowo-konfiturowe, posępne, bardzo nietypowe.
Na innym biegunie jest winiarnia Todoroff. Wizyta w niej wywołała dyskusję. Zdania co do stylu były podzielone. Przyznam, że byłem w bardziej sceptycznie nastawionej grupie. Wina zdały mi się mocno chłopskie, surowe, ze sporą ilością tanin, goryczki, nieokrzesania. Winiarnia Todoroff znajduje się w wiosce Brestovitza. Właściciel jest uznanym muzykiem.
Bazują tu na czystych wydaniach trzech odmian - merlot, cabernet sauvignon i mavrud. Podstawowa linia „Boutique”, to wina z wysokim alkoholem, korzenne, taniczne, lekko palące, piwniczne. Linią środka jest „Gallery” (dojrzewanie przez 4-6 miesięcy w beczce) - tu wina wypadają trochę czyściej, ale znowu razi wysoki alkohol, rustykalne klimaty, surowa ziemistość. Z trójki przekonał mnie najbardziej mavrud.



Najwyższą linią wyselekcjonowanych win Todoroff jest „Teres” - piłem specialne reservy merlota i cabernet sauvignon, obydwa z 2007 roku – wina o gorącym owocu, lekko utlenione, obydwa z ponad 14% alkoholu. Bardziej interesujący był cabernet - intensywny, zachęcający ciepłem i słodyczą owocu, to miękkie i ewoluowane wino, w sumie najczystsze, ale też bardzo ogniste i alkoholowe. Na miejscu trzeba zapłacić za nie 32 euro.

Z ziemi włoskiej
Zupełnie inne wrażenie robi winiarnia Edoardo Miroglio usytuowana w okolicach Sliven. To nowoczesna inwestycja, modernistyczna wyspa pośród morza winnic. Właściciel – włoski przedsiębiorca – posiada również winnicę w Piemoncie (Tenuta Carretta). Wina są tu konsekwentne i równe - bardzo smaczne, orzeźwiające wina musujące, przyjemne białe i charakterne czerwone. Degustację zacząłem opartym na chardonnay Blanc de blanc 2008 – ładnym, czystym, kremowym, chlebowo-owocowym i z rzutką owocowością. Smaczne wino za 10 euro.


Nowoczesna winiarnia Eduardo Miroglio

Później było odświeżające Sauvignon  blanc 2011, żwawe, kwiatowe, ananasowo-jabłkowe, solidne wykonane. W ustach wyraziste lekko ziołowe, zgrabne, z akcentami korzennymi. Odświeżające i czyste. Podobnie Chardonnay Elenovo 2010 (Elenovo to linia specjalnych reserv) - śmietankowe, gruszkowe, wykonane z umiarem, choć  czuć lekką słodycz, to pozostaje świeże i smaczne. Udane wino. Warto spróbować Bouquet 2011 (mavrud x pinot noir). Wino intensywne, nasycone i jędrne. Dominują tu nuty tytoniu, wiśni, śliwek. Proste, owocowe, lekko dymne. Cena 5 euro. Z kolei Mavrud Eleonovo 2009, to śliwkowa ekspresja, a także korzenie, pieprz, leśne owoce i jałowiec. Wino czyste i z nerwem. Ma kwasowość, fajną taninę, korzenność, czekoladowość i apteczne podbicie (8 euro). Cabernet Franc 2009 jest ładny, czysty, elegancko wyważony, pikantny. Wyraziste, korzenne klimaty,  leśne i grafitowe. Pokazuje bardzo ładny styl, owocowość i charakter. Wyważone i zbalansowane podobnie jak mavrud – wyraziste, ale bez agresji. Cena: 8 euro.


Winnice w Dolinie Trackiej

Około 50 kilometrów od Miroglio w Starej Zagorze znajduje się mocno doinwestowane Angelus Estate. Właściciele, potentaci w „przemyśle” drobiarskim, zainwestowali w bardzo nowoczesna winiarnię (zamówili właśnie ponad tysiąc nowych beczek). Na razie powstają tu tylko dwa wina (winifikowane zresztą w położonej stosunkowo blisko winiarni Miroglio) podstawowe Stallion Classic i pozycjonowane wyżej - Stallion Reserva. Wina są mięsiste owocowe, beczkowe – można spierać się o ich styl, ale jakość wykonania i techniczne podejście są nienaganne. Piłem obydwa wina z rocznika 2010, zrobione są z tych samych odmian: merlot, cabernet franc i cabernet sauvignon. Stallion Classic (15 euro) dojrzewa rok w starej beczce. Jest kwasowy, ziołowy, nowoczesny, jagodowo-leśny. Stallion reserva (rok w nowej beczce) ma dużo tanin, beczki, jest bombą konfiturowo- owocową (wiśnia, jeżyny, morwa). To wino gęste, soczyste i czyste, ale nie ma finezji, wszystkiego tu za dużo, jest trochę za bardzo męczące.



Powrót
Zmiany zachodzą. Choć są liczne i momentami intrygujące, to trudno mi zdefiniować dzisiejszą winiarską Bułgarię. Jest "niezdecydowana", mało skuteczna w promocji, trochę bez pomysłu na to, co i jak chce pokazać światu. Rozpięta między starym, masowym stylem a bardzo nowoczesnymi (drogimi) winami, jakich na świecie znajdziemy wiele. Wierzę jednak, że kraj ten znajdzie na siebie pomysł. Wierzę w nowoczesny i pomysłowy powrót winiarskiej Bułgarii na polski rynek.

Tekst i zdjęcia: Mariusz Kapczyński

O winiarskiej sytuacji w Bułgarii możesz przeczytać tutaj

Tekst ukazał się wcześniej w Rynkach Alkoholowych