Poniedziałek, 16 Września, 2019     ostatnia aktualizacja 13-09-2019
 
Szklane serce
 
2011-02-02

Te specjalne wzory szkła i kieliszków zadziwiły świat. Dla wielu, którzy po raz pierwszy próbowali wina z tych kieliszków, degustacja już nigdy więcej miała nie być taka sama. Oto historia legendarnego szkła a przede wszystkim fascynująca historia rodziny...

Prześledzenie wielopokoleniowych losów familii Riedlów pokazuje niezwykły rozwój pomysłów i innowacji, jaki za jej pośrednictwem dokonał się w branży szklarskiej, a jeśli dodać jeszcze do tego sploty historycznych wydarzeń, które miały wpływ na te dzieje – otrzymujemy naprawdę fascynującą rodzinną sagę.

Dynastia
Jedenaście pokoleń. Kupcy, inżynierowie, rzemieślnicy, przedsiębiorcy, technologowie i chemicy – wszyscy zaangażowani w szkło.
Johanna Christopha Riedela (1678-1744) uznać trzeba za protoplastę, ojca-założyciela dynastii. Szukając nowych miejsc zbytu dla szkła odbywał wiele długich i niebezpiecznych podróży, udało mu się wtedy dotrzeć ze swoimi towarami aż do Hiszpanii i Portugalii, robiąc przy tym bardzo przyzwoity interes. Jego syn Johann Carl Riedel (1701-1781) skoncentrował się bardziej na rozwoju własnego warsztatu produkującego wyroby szklane. Ten pieczołowicie budowany potencjał technicznego zaplecza mógł wykorzystać z kolei jego syn - Johann Leopold Riedel (1726-1800), który trafił na doskonałą koniunkturę, jaką wytworzyła Wojna Siedmioletnia, w którą uwikłały się Austria i Prusy. Odbudowywanie powojennych zniszczeń i ogromne zapotrzebowanie na szkło, pozwoliły Johannowi otworzyć pierwszą poważną fabrykę, stało się to prawdopodobnie w maju 1756 roku. Sukces zapewniło mu także wprowadzenie własnego prostego patentu zastępowania okna witrażowego szybą okienną. Nastaje dobry czas dla następcy Joanna, wielkiego przedsiębiorcy - Antona Leopolda Riedela (1761-1821). Zmienia on radykalnie pomysły ojca, przestawiając produkcję z okiennych szyb na ulepszone jakościowo, luksusowe części szklane, na przykład żyrandole i ozdobne dodatki. Jego sukcesor, Franz Xaver Riedel (1786-1844) w młodości sławny rytownik, z czasem, odpowiadając na europejskie zapotrzebowanie na szklane produkty, stał się poważnym i rzutkim przedsiębiorcą. Jego wielkim sukcesem było wprowadzenie nieznanej do tej pory kolorystyki szkła - umiejętnie stosując związki uranu produkował szkło z fluoroscencyjnymi żółciami i zieleniami.
W ogóle wiele wskazuje na to, że rodzina Riedel’ów ma genetyczne skłonności do innowacji i ulepszeń. Franz Xaver Riedel pewnego dnia zdecydował się przyjąć jako swego współpracownika 14-letniego bratanka - Josefa Riedela (1816-1894). Okazał się on nadzwyczaj utalentowaną osobą, znakomitym pomocnikiem, który koniec końców odziedziczył po swym wuju firmę.
Urodzony w czasie rewolucji przemysłowej Josef, był jej godnym dzieckiem, potrafił umiejętnie wykorzystać swoje rozliczne talenty handlowe i modernizacyjne, zarzucił między innymi prymitywne metody wytapiania szkła w piecach opalanych drewnem. Postanowił osiedlić się w miejscowości Polan. Tutaj łatwiej było mu sprowadzać potrzebny do pieców węgiel, a poza tym w 1877 dotarła w te okolice linia kolejowa, jego towary mogły więc o wiele szybciej i bezpieczniej docierać do klientów. W tym czasie Josef zatrudniał 1200 osób. Zarabiał na dużej produkcji kolorowych paciorków a także wprowadzał nowe rozwiązania technologiczne - wytwarzał niedokończone formy szklane, które potem były szlifowane i polerowane w małych, rodzinnych warsztatach. Towary Riedla docierały wtedy już do Indii i Ameryki Południowej. Josefa nazywano „Czeskim królem szkła”.
Kolejny godny spadkobierca tego majątku - Josef Riedel, Jr. (1862-1924) okazał się wybitnym chemikiem, inżynierem i innowatorem, twórcą niezwykłego portfolio firmy, na które składało się 600 rozmaitych kolorów szkła – zasięg wtedy trudno osiągalny dla konkurencji. Wspaniale rozwijał przedsięwzięcia. Był jednym z największych austro-węgierskich biznesmenów XIX wieku. Miał pięć fabryk szkła, dwie rafinerie, odlewnie brązu i przędzalnie, produkował biżuterię i tekstylne dodatki. Wprowadził wiele istotnych zmian w procesach wytwarzania szkła. Kiedy umierał, pozostawiał fabryki w których zatrudnionych było ponad 3200 robotników.
Jego syn Walter Riedel, (1895-1974) doświadczył dwu wojen, które znacząco miały odcisnąć się na dalszych losach familii. Tak jak ojciec, opanowany był industrialnym duchem zmian. II Wojna Światowa wymusiła jednak zamianę produkcji luksusowych towarów szklanych na produkty ważniejsze, bardziej strategiczne. Walter Riedel z częścią swoich robotników włączony został wtedy do prac nad specjalnym ekranem do radarów kontrolujących przestrzeń powietrzną. Co ciekawe i na tym polu dokonał dobrych osiągnięć, ulepszając wyjściowe projekty. Dość wspomnieć, że kiedy Rosjanie zdobyli Berlin i znaleźli konstrukcję radaru, koniecznie chcieli „poznać” uczonego, który ją wymyślił. Riedel musiał podpisać z nimi 5-letni „kontrakt” na pracę, faktycznie jednak został sowieckim jeńcem na 10 lat. Najpierw pomagał zakładać fabryki szkła, resztę czasu spędził w Gułagu. W tym czasie jego cały majątek został skonfiskowany i upaństwowiony. Wielki innowator, Walter Riedel stracił wszystko.

Gest wdzięczności
Był to moment, kiedy wspaniała wielopokoleniowa tradycja mogła zupełnie zaniknąć. Los chciał jednak inaczej. Syn Waltera, Claus Riedel urodził się w 1925 roku w Polaun w Czechach. Podczas II Wojny Światowej został odkomenderowany do niemieckiej armii. Walczył między innymi w Ligurii i Toskanii, gdzie został wzięty do niewoli przez amerykańskich żołnierzy i przetrzymywany w jenieckim obozie w San Vincenzo. Jeńcem wojennym był przez 10 miesięcy. W 1946 zostaje załadowany w pociąg dla „repatriantów” skierowany do Bad Aibling w Niemczech. Kiedy pociąg zwalnia przed tunelem w okolicy Insbrucka, 20 mil na północ od włoskiej granicy, Claus wyskakuje z wagonu. Jest w Austrii. Szczęśliwy los prowadzi go w okolice Wattens, gdzie działa Daniel Swarovski – twórca i stylista szkła. Człowiek ten pracował kiedyś jeszcze dla dziadka Clausa – Josefa Riedla, który sfinansował Swarovskiemu studia chemiczne na Uniwersytecie w Insbrucku. Teraz nadarzyła się dobra okazja, by odwdzięczyć się potomkowi dobrodzieja. Skwarowvski bierze Clausa w opiekę.
W 1947 roku młody Riedel jedzie do Włoch. Kiedy walczył w Ligurii poznał tam Adię Rosę Parodi, teraz wraca, by ją poślubić – będzie to pierwsza z jego czterech żon, zostanie matką Georga, dyrektora dzisiejszej fabryki. Claus zaczyna wtedy również pracować. Jako inżynier - współpracuje z niemieckimi i włoskimi fabrykami szkła - cały czas podnosi swoje kwalifikacje glassmakera. W 1955 roku ojciec Clausa, Walter Riedel zostaje po długich 10 latach wypuszczony przez Sowietów z obozu. Wtedy Swarovski pomaga po raz drugi - przy jego wsparciu ojciec i syn mogą odkupić zbankrutowaną fabrykę szkła Tiroler Glashütte w Kufstein w Austrii. Zaczyna się nowy rozdział tej niezwykłej historii.

Profesor szkła
W 1957 roku Claus Riedel rozpoczął działania, które miały przynieść firmie splendor – pierwsze eksperymenty z różnymi kształtami kieliszków. Podczas wstępnych badań odkrył, że aromat tego co się w nich znajduje – w szczególności wina -  mógłby być pogłębiony i wzmocniony, gdyby odpowiednio modyfikować kształty czaszy. Poza tym, dokładnym badaniom zostały poddane zmysły - Riedel chciał odkryć subtelna fizykę działania aromatów na podniebienie i nos. Okazało się, że rzeczywiście aromaty mają własną „logikę działania”. Teraz trzeba było tylko poeksperymentować z różnymi rodzajami szkła i rodzajami wina. W zależności od rozmiarów czaszy i jej kształtów, grubości, średnicy wylotu kieliszka dawały one różną organoleptyczną informację, oddając wyraźniej charakter wina, zgodność aromatów, ich równowagę i złożoność. Z umiejętnego łączenia tych konfiguracji narodziły się prototypy kieliszków. Efekt końcowy był zaskakujący – wino pite z dwu różnych kieliszków: ze „zwykłego” i od Riedla smakowało zupełnie inaczej. Od Riedla – lepiej, ciekawiej, głębiej. Wyczuwane aromaty czyniły wino poważniejszym, bardziej złożonym i szczodrym w odkrywaniu swych wdzięków. Ich twórca podkreślał, że to nie zwykła wygoda, ale estetyka i doskonałość są głównymi kryteriami jakimi się kieruje.
W 1958 roku Riedel zaprezentował Sommeliers Burgundy Grand Cru, ogromny, ważący około kilograma kieliszek (cięższy niż zwykła butelka na wino), który żartobliwie porównywano do „akwarium dla złotej rybki”. Kieliszek ten stał się jednak klasyką, przeszedł do historii – pod koniec lat 60-tych wszedł do stałej ekspozycji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku, tak jak później jeszcze 127 innych modeli szkła Riedla. Z kolei w 1959 roku “bordoskie” modele kieliszków Riedla otrzymały wyróżnienie Najpiękniejszego Szkła Na Świecie. Przyznało je Muzeum Szkła w Corning w stanie Nowy Jork.

Przełomowy rok 1973
Claus nie osiadał na laurach, ciągle pracował nad ulepszaniem swoich pomysłów. W 1973 roku w Orivieto zaprezentował dziennikarzom i ludziom z branży winiarskiej nowe kieliszki „skonstruowane” przy współpracy z Stowarzyszeniem Somelierów Włoskich. Były to początki riedlowskiej, ręcznie wykonywanej kolekcji Sommelier, która miała pojawić się na rynku w marcu 1973 roku i składała się z dziesięciu modeli kieliszków o różnych kształtach. Były to pierwsze „wyspecjalizowane” szkła: do win białych, a także pochodzących z cabernet sauvignon (Bordeaux) i pinot noir (Burgundia). Początkowo potraktowano to jako marketingowy wybryk, ekscentryczne dziwactwo, ale stopniowo opinie zmieniały się. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Akceptacja na rynku i wśród koneserów rosła tak, jak i kolekcja Riedla, która z czasem rozszerzyła się do 31. różnych stylów szkła, np. do win słodkich, białych solidniej zbudowanych (chardonnay), typu porto, itd. Stylistyka zawężała się do coraz bardziej konkretnych typów wina. Już nie wystarczało, że kieliszek jest do cabernet sauvignon – teraz już chodziło o to, czy to cabernet z Francji czy z Australii.
Riedel – kieliszki z głową, zaczęto powtarzać hasło. W ich kształty włożono rzeczywiście sporo pomysłowości i serca. Zamienił kolorowane, grube, rżnięte kryształy w proste, niedekorowane zgrabne modele o dynamicznych kształtach – opisywał kieliszki wnuk Clausa - Maximilian Riedel. W zeszłym roku firma obchodziła trzydziestolecie wypuszczenia serii Sommelier. Było co świętować - bez wątpienia udało się ujarzmić w szkle chaos wrażeń i wspomóc ludzkie zmysły. Clausowi Riedelowi udało się radykalnie zmienić kierunek i sposób degustacji a więc poniekąd i myślenie o winie.



Selekcja
Seria kieliszków Sommelier, złożona z 60 pozycji, jest numerem popisowym. To okręt flagowy firmy Riedel. Wykwalifikowani rzemieślnicy wykonują je ręcznie w fabrykach w Kufstein i Schneegattern w Austrii. Doświadczony pracownik z pomocnikami jest w stanie wyprodukować dziennie około 2,5 tysiąca kieliszków, rocznie około 900 tysięcy. Są też dobre serie kieliszków z drugiej linii: Vinum Extreme,  Restaurant czy Ouverture, wykonywane są one maszynowo, z bezołowiowego szkła (do produkcji wykorzystuje się węglanu potasu).
W głównej fabryce działa ponad stu pracowników, pracujących w czteroosobowych zespołach. Panuje drobiazgowa, obsesyjna wręcz dbałość o klasę. Na każdym etapie panuje zawiły system kontroli jakości – łącznie z ostatnim stanowiskiem, gdzie specjaliści własnoręcznie dokładnie oglądają szkło, wyszukując wprawnie każdą wadę. Jeśli ma nawet minimalną – idzie na stłuczkę albo jako tańszy kieliszek drugiej klasy. Kontrola i oznakowanie towaru jest tak zorganizowane, że w razie spływającej ze świata skargi na usterki, Riedel jest w stanie stwierdzić, który zespół był odpowiedzialny za daną sztukę. W firmie podkreśla się często, że doskonałość urosła tu do rangi standardu. Ale ma to niestety odbicie w cenie: jeden kieliszek z serii Sommelier może kosztować ponad 100 euro.
Riedel przypomina, że zawsze przed wypuszczeniem konkretnego modelu konsultowano się z winiarzami, degustatorami i specjalistami od wina w danych regionach. Tak jest do dziś – bardzo poważnie pod uwagę bierze się ich sugestie i uwagi. Organizowane są wstępne degustacje, gdzie drogą eliminacji wybiera się najlepsze z zaprojektowanych wyjściowych modeli, zwykle jest od kilku do kilkunastu „rozbiegowych” prototypów, które poddane są ostrej selekcji przez degustatorów.

Atak klonów
Jak każda dobra marka Riedel doczekał się wielu naśladowców oraz bardziej lub mniej twórczych epigonów. Pojawili się producenci, którzy zaproponowali interesujące modele kieliszków - o wiele tańsze a także uproszczone (żeby klient nie musiał gromadzić zbyt dużej kolekcji „wyspecjalizowanego” szkła, standardowo proponuje się na przykład duże modele kieliszków zaprojektowane pod szyldem Jeden-do-Wszystkiego). Najbardziej znani mocni konkurenci to: Rogasca, Spiegelau i Schott-Zwiesel.
Jak to często w takich przypadkach na rynku produkcji bywa, nie obyło się bez kontrowersji.
Zarzucano, że wiele fasonów kieliszków jest po prostu bezwstydnymi kopiami Riedla. Uszczypliwi twierdzili, że głównym kryterium produkcji „kopii” jest możliwie jak najbliżej dojść do kształtów i proporcji wymyślonych przez Ridla - podejść blisko, na tyle jednak bezpiecznie, by nie zostać uznanym za plagiatora i nie znaleźć się w sądzie.
Z drugiej strony jednak podkreśla się tu dobrą jakość, przystępną cenę i zdroworozsądkowe podejście w kształtowaniu designu, oraz większą trwałość od delikatnych i kruchych „riedlów” (w galerii przedstawiamy fotograficzny przewodnik jak myc i czyścić te kieliszki by ich nie uszkodzić).  
Austriacka firma jednak ciągle się broni. Seria Sommelier w wielu sondażach wskazywana jest przez profesjonalistów jako najczęściej przez nich używana. Mimo ataku klonów zawodowcy wolą Riedla – zatytułowała artykuł jedna z branżowych gazet.

Czas Georga
W 1994 roku Claus oddał firmę w ręce syna Georga. Urodzony w 1949 roku Georg (na zdj. poniżej) zaangażował się szybko w działania firmy i aktywnie uczestniczył w poczynaniach ojca. Jako specjalista od marketingu rozwijał firmę i dbał o bardzo korzystny wizerunek firmy. Działaniom tym sprzyjała coraz większa i złożona ilość dobrej klasy win oraz otwieranie się zupełnie nowych rynków. Georg wiedział jak odnaleźć się w tych dynamicznych zmianach.
Niezła pozycja firmy zachwiała się jednak w latach 80-tych, podskoczyły wtedy znacznie ceny paliw, koszt użytkowania pieców znacznie wzrósł. W 1986 roku Georg wprowadził więc serię kieliszków Vinum. Było to znakomite posunięcie, w dobrym czasie zaproponowano tańszą alternatywę dla serii Sommelier. Wszystko wskazywało, że firma przechodzi we właściwe ręce. Georg był bowiem konsekwentnym, upartym i odważnym menedżerem. O ile jego ojciec Claus był znakomitym wynalazcą, to nie miał dobrej głowy do prowadzenia firmy. To Claus wymyślił serię Sommelier i jest fantastycznym człowiekiem, jeśli chodzi o tworzenie nowych rzeczy, ale jest niezdolny do prowadzenia interesów - mówił dziennikarzom Georg. Rzeczywiście, pod nieco ekscentrycznym przywództwem Clausa firma zaczęła odnotowywać spadek formy. Potrzebny był jakiś ruch. Syn jednak narzekał na ciągły nadzór i kontrolę ojca, dawały też o sobie znać pokoleniowe różnice - w pewnym momencie pomysły na prowadzenie firmy zaczęły się ścierać na poważnie. Działo się tak do 1994 roku, kiedy to Claus zdecydował się oddać ster firmy w ręce syna. Nie można jednak powiedzieć, że była to gładka zmiana warty. Ojcu zależało jeszcze na wpływach, zachował więc część udziałów w firmie. A poza tym wszystkim, mimo podeszłego wieku, zachowywał kawalerską fantazję i nawet kiedy skończył 70 lat, był ciągle głodnym życia i wrażeń „młodzieńcem”. Potrafił jeszcze na przykład odbywać kilkusetkilometrowe przejażdżki na swoim motorze.

Wariat w natarciu
Georg konsekwentnie rozwijał serię Sommelier. W 1991 roku jego wyroby pochwalił sam Robert Parker: Zarówno do technicznych jak i hedonistycznych celów najdoskonalszymi kieliszkami są te wykonane przez Riedla. Ich wpływ na wino jest niezwykle głęboki. Nie jestem nawet w stanie wyrazić jak bardzo innym je czynią...
Nowe modele przygotowano specjalnie do: szampana, czerwonego i białego Burgunda, młodego i dojrzałego Bordeaux, Syrah, Tempranillo, Rieslinga, Sauternesa a także do Beaujolais Nouveau i win różowych. Z kolei kilka ładnych lat temu firma wypuściła nowy, niezwykły model: robiony ręcznie kieliszek do degustacji w ciemno (na zdj.), wykonany z bardzo ciemnego szkła, zupełnie matowego, nie pozwalającego określić koloru wina. Interesujące narzędzie degustatorskie. Cena - ponad 50 dolarów za sztukę. Powstały też kieliszki do kalifornijskiego Zinfandela, ale na winie się nie kończyło – „skonstruowano” kieliszki od Tequili i do Malt Whisky.
A propos Kalifornii – historia spotkania Georgia Riedla z pewnym legendarnym kalifornijskim winiarzem znakomicie obrazuje sposób działania i oddziaływania austriackiego menedżera i jego produktów. Znacie? To posłuchajcie.
Georg do dziś często przywołuje wspomnienie spotkania z Robertem Mondavim. W październiku 1989 roku w jakiejś restauracji hotelowej Riedel próbował wytłumaczyć najbardziej wpływowemu winiarzowi w Ameryce niezwykłe możliwości, jakie daje degustacja w jego kieliszkach (Riedel nie był wtedy jeszcze w Stanach znany). Mondavi, który z początku słuchał go grzecznie, pod koniec opowieści przerwał: Młody człowieku, w życiu nie słyszałem podobnych nonsensów! Wobec tak stanowczo wyrażonej deklaracji rozmowa na temat kieliszków dalej raczej nie mogła się kleić.
Riedel jednak nie ustepował. Pamiętam, że był bardzo uparty – wspominał Michael Mondavi, syn Roberta,do którego skierował kroki nie zniechęcony pierwszymi niepowodzeniami Georg. „Namawiał mnie bym wraz z bratem i ojcem zgodzili się na przeprowadzenie degustacji naszych win w jego różnych kieliszkach. Mówił, że pokaże nam, jak zmienia się siła aromatów i smaków. Byłem wtedy przekonany, że to wariat – wspominał Michael. Jest co prawda różnica między kieliszkiem do wody i kieliszkiem do wina, ale bez przesady…
Rodzina Mondavich uległa w końcu namowom Riedla i zgodziła się na degustację. Atmosfera na początku spotkania była nieco napięta, rodzina była nastawiona bardzo podejrzliwie. W próbie uczestniczył również Angelo Gaja, dzięki którego namowom Mondavi zgodzili się na wypróbowanie wyrobów Austriaka.
Przy stole zasiadł Robert z żoną Margrit Biever, Michael i jego brat Tim – główny winemaker firmy Mondavi. Rozpoczęła się degustacyjna próba. Zaczęto od Sauvignon Blanc, przez Chardonnay, Pinot Noir i Cabernet Sauvignon. W czasie jej trwania Riedel raczej się nie odzywał, zmieniał tylko zestawy kieliszków. I wtedy coś dziwnego stało się przy stole. Angelo Gaja uważnie obserwował degustatorów, wspominał: Patrzyłem na ich wrażenia. To było niesamowite. W oczach Roberta i jego synów widziałem zaskoczenie. A nawet szok. Wtedy chyba dla każdego w pokoju stało się jasne, że szkło Riedla swoją klasą po prostu miażdży kieliszki używane przez Mondaviego. Odpowiedź kalifornijskiego winiarza była natychmiastowa. Nigdy nie zapomnę jak szybko się zdecydował – wspominał Gaja – szybko wezwał asystenta i powiedział mu, że chce wyeliminować wszystkie używane dotychczas w winiarni kieliszki. >>Zrób z nimi co chcesz – powiedział Mondavi – nawet wszystkie wytłucz jeśli jest taka potrzeba, ale natychmiast zastąp je kieliszkami Riedla, jak tylko dojadą<<. Następnie Mondavi powiedział, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla winiarni, która używa kieliszków dających efekt mniejszy niż ten, który potencjalnie może dać wino – mówił Gaja.
Dla sceptycznego Michaela kieliszki Riedla były objawieniem. Od tego czasu rodzina Mondavich używa „riedlów” podczas degustacji, prezentacji, seminariów i praktycznie każdej istotnej dla firmy okazji. Ten droga przekonywania powaliła niejednego sceptyka. „Po prostu sprawdź” - to klasyczna droga Riedla do pozyskiwania nowych miłośników jego wyrobów.

Następne pokolenia
Georg Riedel uczynił swoje nazwisko rozpoznawalnym w całym winiarskim świecie, firma wspaniale rozwinęła się, samych kieliszków do wina produkuje się obecnie dobrze ponad 5,1 miliona rocznie. Ma już w swych działaniach – a jakże! – solidne, rodzinne wsparcie, 11. pokolenie glassmakerów otwiera bowiem Maximilian Riedel (urodzony w 1977 roku, na zdj. z ojcem). Max czynnie uczestniczy w interesach, ma w opiece tak istotny dla firmy rynek jakim jest Ameryka Północna.
Eksperymenty i małe rewolucje w firmie Riedel nie ustają. Jednym z nich było wprowadzenie linii „O” - kieliszków pozbawionych głównego podparcia, bez stopek. Właściwie były to szklanki oparte na kształtach czasz kieliszków z serii Vinum. Pomysł na „beznogą” serię przypisuje się właśnie Maximilianowi. Osłupienie na rynku było spore. Riedel ścina z nóg. Dosłownie – pisali wtedy zaskoczeni recenzenci.
Producent zachwalał nowy pomysł jako znakomite rozwiązanie na kieliszki, które mogą być używane w samolotach, limuzynach, na łodziach, pikniku, itd. Wprowadzono tu sześć kształtów między innymi do Caberneta, Shiraza i Chardonnay. Natychmiast pojawiły się zarzuty, że budowa taka zmusza pijącego do trzymania czaszy w dłoni i niepożądanego podgrzewania wina. Ale kto poważny trzyma wino długo w kieliszku? – pytał retorycznie Georg Riedel odpierając zarzuty.

W 2004 roku, w Genui, na atak serca zmarł "czarodziej szkła" - Claus Riedel. Miał 79 lat. Pozostawił liczną rodzinę: syna Georga, wnuka Maxymiliana, córkę Barbarę Orehounig, czwartą żonę Ute i ich syna Wenzela; oraz wnuczki - Julię Orehounig i, urodzoną w 1974 roku, Laetizę Riedel, która niebawem stanie się radcą prawnym rodzinnego interesu.

Można powiedzieć, że tak kończy się ta historia. Ale czy kończy się rzeczywiście?
Wszystko przecież wskazuje na to, że szklane serce fabryki Riedla bić jeszcze będzie mocno i długo.


© Tekst: Mariusz Kapczyński

© Zdjęcia: Riedel Glass Company

Zapraszamy do galerii poniżej - można zobaczyć tam kolejne etapy powastawania kieliszka oraz krótki instruktaż jak właściwie obchodzić się z kruchymi kieliszkami Riedla.

Zobacz też produkcję słynnych kieliszków na filmie:


Galeria
 
 
 
 
 
Komentarze

irwin - 2011-09-08 13:24:38
 
Anya S - 2013-10-31 23:33:43