Sobota, 15 Grudnia, 2018     ostatnia aktualizacja 13-12-2018
 
Wielkopolskie wspomnienia
 
2011-01-03

Na płaskorzeźbach zdobiących słynne drzwi gnieźnieńskie oglądamy pracę w winnicy, winobranie i tłoczenie winnych gron. Realistycznie przedstawione latorośle, detale narzędzi i fachowy gest winogrodnika przycinającego łozę każą przypuszczać, że dwunastowieczny artysta był dobrze obeznany z uprawą winorośli. Inaczej być nie mogło, gdyż obok Krakowa, to właśnie Gniezno i Poznań szczycą się najstarszymi tradycjami winiarskimi w Polsce.

Przed kilku laty pojechaliśmy z Romanem Myśliwcem do pięknego Gołuchowa, zaproszeni przez gospodarzy zamkowego parku dla przyjrzenia się kondycji tamtejszych wiekowych winorośli. Zastaliśmy je w długim szpalerze przy ogrodowym murze pod szklanym zadaszeniem, rozrośnięte niczym jabłonie. Imponujące 120-letnie krzewy, w tym bardzo rzadkich już dzisiaj odmian tworzą unikalną w naszej części Europy kolekcję – i wciąż owocują! Kiedyś były one tylko uzupełnieniem rozległej winnicy, od dawna całkiem wyciętej. Odwiedzając malowniczą siedzibę Działyńskich warto odejść na dwieście kroków od bramy zamku by zobaczyć najstarsze winorośle w Polsce.


Romantycy i winiarze
Założona w 1878 roku winnica w Gołuchowie była raczej wielkopańską fanaberią, a może wyrazem nostalgii dziedziczki Izabeli Działyńskiej za krajobrazami z dzieciństwa. Wychowana we Francji krewniaczka Burbonów starała się całą gołuchowską rezydencję upodobnić do châteaux znad Loary. Gdy jednak dla przebudowy zamkowych gmachów sprowadzono pod Kalisz francuskich budowniczych, założenie winnic powierzono miejscowym specjalistom, bo ich w ówczesnej Wielkopolsce nie brakowało.
Z pewnością zaliczał się do nich zatrudniony przez Działyńskich ogrodnik Adam Kubaszewski. W 1902 roku wydał on obszerny podręcznik „Ogród jako źródło dochodu...”, który zawiera także bardzo kompetentne, szczegółowe i wciąż aktualne instrukcje uprawy winorośli. W tym samym czasie w niedalekim Pleszewie nauczyciel gimnazjalny Urbański tworzył kolekcję szczepów, zajmował się ich selekcją i prowadził szkółkę winorośli. Wyhodowana przez niego odmiana tryumf wciąż popularne jest we wschodnich Niemczech. Osiedli w Winnej Górze koło Środy Wielkopolskiej potomkowie generała Henryka Dąbrowskiego wciąż utrzymywali tam rozległe winnice założone jeszcze w średniowieczu, nie wiadomo, czy dla własnej korzyści, czy dla zachowania dawnej pamiątki.
Jednak w XIX wieku z wina słynęły przede wszystkim okolice Babimostu i Wolsztyna, gdzie w pozornie nieprzychylnym dla winorośli krajobrazie piaszczystych równin i rozlewisk Obry skupiła się lwia część winnic ówczesnej regencji poznańskiej. W 1864 roku liczono je na 216 hektarów. Około 1880 roku winnice babimojskie dawały rocznie 1300 hektolitrów wina, a w niedalekiej Kopanicy produkcja dochodziła w dobrych latach do 1700 hektolitrów. Także w Kargowej (na zdj. poniżej pałac w Kargowej) i okolicznych wsiach uprawa winorośli zaliczana była do najczęstszych zajęć ludności. Najwięcej winnic znajdowało się w Chwalimiu, gdzie w XVII wieku osiedli protestanccy winiarze z Łużyc. Na tych absolutnych kresach winiarskiego świata produkowano przeważnie wina czerwone i różowe.

Nabożne początki
Wielkopolska miała swoje winnice już we wczesnym średniowieczu. Według archeologów na przełomie X i XI wieku uprawiano winorośl w Poznaniu i Gnieźnie, co zapewne związane było z istniejącymi tam najstarszymi siedzibami biskupimi. Także w następnych stuleciach wielkopolscy purpuraci posiadali własne winogrady dające wina zarówno dla celebry, jak i dla stołu.
W połowie XIV wieku arcybiskup gnieźnieński Jarosław Bogoria założył rozległe winnice w Uniejowie na Wartą i zobowiązał wszystkich swoich następców, aby dawali stamtąd corocznie dwie beczki wina do użytku kapituły gnieźnieńskiej. Winnice te zostały znacznie rozszerzone za rządów arcybiskupa Wincentego Kota, a dokument z 1441 roku gwarantuje kościołowi gnieźnieńskiemu po wieczne czasy dalsze cztery beczki z każdego winobrania. W tym nadwarciańskim miasteczku uprawy winorośli utrzymały się do XIX wieku. Pewnie nie były one już tak rozległe jak dawniej, gdyż proboszcz uniejowski posyłał wówczas do Gniezna zaledwie jeden antałek wina rocznie.
Biskupi poznańscy mieli swoje winnice we wspomnianej już Winnej Górze. Tą pierwotnie książęca osadę wraz z winnicami i ludźmi nabył w roku 1250 biskup Boguchwał. Odnotowane przy tej okazji imiona winiarzy (np. Sulis, Novosedl, Swantek, Woyk) świadczą, że do uprawy winnic i wyrobu wina nie trzeba już było, jak za pierwszych Piastów sprowadzać zagranicznych specjalistów. Winna Góra przez stulecia słynęła z upraw winorośli, utrzymywanych tu także po sekularyzacji dóbr biskupich w 1796 roku i przejściu majątku w ręce prywatne.
W średniowieczu winorośl uprawiano także powszechnie w posiadłościach klasztornych. Duże winnice koło Gniezna posiadały tamtejsze klaryski, uprawiali winorośl także benedyktyni lubińscy. W XIII i XIV wieku wzmiankowane są winogrady u cystersów łekieńskich i lądzkich i w majątku cysterek w Owińskach. W końcu XV wieku opat Piotr założył winnice przy klasztorze cystersów w Obrze.

W cieniu ratusza
Do znacznego rozkwitu doszło winiarstwo na terenie Poznania. Już przy lokacji na prawie niemieckim w 1253 roku miasto otrzymało pobliską wsią Winiary (gdzie później stanęła pruska cytadela) wraz z winnicami i uprawiającymi je winiarzami. Produkcja miejskich winnic musiała być dość znaczna, skoro w 1280 roku książę Przemysław II zezwala władzom miasta na budowę osobnych piwnic na wino (vini cellaria). Ratusz poznański posiadał własne plantacje winnej łozy jeszcze w końcu XVI wieku.
Mieszczanie mieli swoje winnice w najbliższym sąsiedztwie murów miejskich – przy Bramie Wrocławskiej i Wrońskiej, na piaszczystych pagórkach koło kościołów św. Wojciecha i św. Grzegorza oraz we wspomnianych Winiarach. Szczególnie w XIV i XV wieku winiarstwo stało się na tyle dochodowe, ze inwestowano w Poznaniu spore sumy w zakładanie dużych, towarowych winnic. Plantacje te były uprawiane przez najemną służbę, zwykle pod nadzorem wykwalifikowanych specjalistów, a cały ich plon winogron i wina przeznaczano na sprzedaż. Co ciekawe, swoje kapitały lokowali tu nawet ludzie z zewnątrz, na przykład w roku 1492 zakupił jakieś poznańskie winnice mieszczanin krakowski Jan Karniowski. Ludne i bogate miasto, gdzie wino na równi z piwem i miodem było codziennym napojem mieszczan, stanowiło chłonny rynek zbytu. Wina poznańskie wywożono również na Śląsk.



Częste były też niewielkie winniczki utrzymywane przez mniej zamożnych mieszczan dla własnego pożytku i dodatkowego dochodu ze sprzedaży wina, uprawiane zwykle przez rodzinę i domowników. Mieszczanie dzierżawili także uprawy kościelne, na przykład w roku 1373 niejaki Marcin Przeczko przejmuje winnicę kościoła św. Ducha w zamian za czynsz oraz sześć garncy wina dla katedry poznańskiej. Kilka lat później mieszczanin Frycek Sarwochter dzierżawi winnicę od kanonika Tyczki z Mogilnic. Do XVII wieku winnice mieszczańskie często występują w dokumentach. Były przedmiotem transakcji handlowych, zostawiano je w spadku i dawano w posagu, zwyczajowo też zapisywano na nich dotacje dla kościołów, przytułków i szpitali w formie dziesięciny w winie.
Winogrady poznańskie nie przeżyły zabójczych dla całego polskiego winiarstwa wojen XVII i początków XVIII stulecia. W tych burzliwych latach Poznań był kilkakrotnie oblegany a okolice miasta co jakiś czas pustoszyli Szwedzi, Brandenburczycy, miejscowi stronnicy Sasa i Lasa, jak też zbrojne kupy nie trzymające niczyjej strony. Przed „potopem” Poznań miał 20 tysięcy mieszkańców, po wojnach doliczono się ich ledwie ośmiu tysięcy, do tego znacznie uboższych niż kiedyś. Skończył się popyt na mieszczańskie wino, nie odbudowano też zniszczonych Poznańskich winnic.

Z zapisków hrabiego
Znany pamiętnikarz i dziejopis Edward Raczyński (na zdj. poniżej), w swoim obszernym opisaniu rodzinnej Wielkopolski kreśli także krzepiący serca obraz tamtejszego winiarstwa przed połową XIX stulecia. Fundator poznańskiej Biblioteki Raczyńskich zanotował między innymi: „Zwiedziliśmy przed kilku laty w czasie winobrania winnice położone pod Wolsztynem. Zebrane grona nie tylko że w jedzeniu smak mają przyjemny, ale nawet wydają wino które pokup znajduje. Obyczaje winiarzy naszych nic poetyckiego w sobie nie mają. Na próżno byś tu szukał hożych bachantek z wieńcami na głowach w lekkich strojach wesoło pląsających. Winiarze nasi i winiarki szukają w kosmatych kożuchach zabezpieczenia od ostrego wiatru, który w czasie winobrania często śniegowe od północy pędzi chmury. Winobranie w Wolsztynie nie tyle więc jest powabnym jak we Włoszech lub południowej Francji”.
Patriota i społecznik zauważa dalej: „Niemniej przecież winnice nasze na uwagę zasługują, powiększają albowiem kapitał krajowy, tworzą nowa gałąź przemysłu i zatrudniają liczną wyrobników klasę. Z pomnożenia fabrykacji win krajowych zmniejszy się koniecznie konsumpcja wódki, a co za tym idzie opilstwo klasy niższej mieszkańców. Już dzisiaj w okolicach miasta Kargowej wieśniacy po wsiach wino krajowe piją. Kiedy grona winne z powodu dżdżystego lub chłodnego lata nie dosyć dojrzeją, winiarze wolsztyńscy dodają do moszczu syropu cukrowego i podlewają go wódką francuską. Sposób takowy ulepszania wina nie tylko u nas, lecz w wielu krajach w powszechnym jest używaniu.”
I dodaje: „Uprawa wina coraz się więcej upowszechnia w okolicach Wolsztyna, Kargowej Babimostu, Kargowej i Chobienic. Jeden z tamtejszych obywateli przyuczony do wszystkich wygód życia i z gościnności swojej słynący sam innego wina nie pija, jak to które w winnicy swojej wyrabia. Nam się wina zagraniczne lepszymi być zdają zapewne. Przyznamy przecież, że wino krajowe kiedy jest starannie robione zdatne jest do napoju, a kiedy na lagrze węgierskim niejaki czas postoi, istotnie bardzo dobrym się staje.”

Trudne stulecie

W drugiej połowie XIX wieku wielkopolskie winnice miały się nie najgorzej i przed pierwszą wojną światową wciąż liczyły prawie dwieście hektarów. Wojnę przetrwała ledwie czwarta ich część, i to w większości w zachodnich powiatach, pozostałych po 1918 roku w granicach Niemiec. Ale i tam jedynym większym ośrodkiem winiarskim był serbołużycki Chwalim koło Kargowej, gdzie w 1925 roku było jeszcze ponad 20 hektarów winnic. Ich resztki przetrwały ostatnią wojnę. Natomiast w powiecie babimojskim w 1937 roku statystyki odnotowały tylko dwa hektary upraw winogron na wina czerwone i jeden hektar na wina białe.
W granicach międzywojennego województwa poznańskiego, poza Kopanicą koło Wolsztyna, gdzie w początkach lat trzydziestych było jeszcze parę chłopskich winniczek, już się krajowego wina po wsiach nie piło. Ideę utrzymania winiarstwa podjęło Wielkopolskie Towarzystwo Rolnicze w Poznaniu, zakładając winnicę doświadczalną przy szkole ogrodniczej w Koźminie (zdj. obok) i wydając kilka publikacji. Bez imponujących efektów.
Po ostatniej wojnie kaganek winiarskiej oświaty niósł niestrudzony profesor Bolesław Sękowski z poznańskiej Akademii Rolniczej. Dzięki niemu w programie tej uczelni znalazło się winogrodnictwo, powstała też dydaktyczna winnica i kolekcja ampelograficzna w Baranowie pod Poznaniem. W ostatnich dziesięcioleciach był to jedyny polski ośrodek naukowy poważnie zajmujący się uprawą winorośli i utrzymujący na tym polu profesjonalne kontakty z szerokim światem.

Wojciech Bosak


O Autorze:
Wojciech Bosak - dziennikarz, krytyk winiarski, współzałożyciel Polskiego Instytutu Winorośli i Wina. Popularyzator wiedzy o winie, autor książek i licznych artykułów poświęconych winorośli i winu. Prowadzi autorski blog Winologia. Od początku istnienia serwisu współpracuje z Vinisferą.








Tekst ukazał się wcześniej w Magazynie Wino


Galeria