Piątek, 03 Kwietnia, 2020     ostatnia aktualizacja 02-04-2020
 
Polska i wino - coraz gorętszy romans
 
2010-09-01

Franco Ziliani: Pisałem już o tym we wrześniu zeszłego roku, kiedy przeprowadziłem wywiad z moim wspaniałym współpracownikiem i przyjacielem Wojciechem Bońkowskim. Polska odkryła wino i staje się powoli jednym z najbardziej obiecujących rynków zbytu o najwyższym poziomie przewidywanego wzrostu. Wystarczy uwierzyć w to i, zamiast szukać szczęścia na nowych rynkach dalekowschodnich czy innej odległej ziemi, może spróbować mocniej zaistnieć w tym kraju o niezwykłej kulturze i historii, oddalonym ledwie o dwie godziny lotu od Mediolanu i uznać go za to, czym zawsze był, częścią prawdziwej Europy.
Jestem tak dalece przekonany, że Polska, dzięki obecności wielu specjalistów, którzy działają na jej terenie, wiążą z winem plany zawodowe i doskonale się na nim znają, może stać się małą “ziemią obiceaną” dla Entoria tellus, że postanowiłem dziś po raz kolejny porozmawiać z polskim pasjonatem wina, a dokładniej z pasjonatką, elegancką i wyrafinowaną damą, panią Elżbietą Babińską-Poletti (uwiecznioną na zdjęciach Małgorzaty Mikołajczyk), która wybrała sobie, z powodów, o których przeczytacie za chwilę, Bergamo, miasto w którym ja także mieszkam, za miejsce zamieszkania i lokalizację swojej działalności mającej na celu promowanie win włoskich, w szczególności pochodzących z regionu Franciacorta, w swojej ojczyźnie.
Jej niezwykła historia, opowiedziana przepiękną włoszczyzną, którą opanowała mieszkając we Włoszech (gdzie poślubiła mężczynę, który, o ironio losu, jest abstynentem…), pozwala zrozumieć w jak zawrotnym tempie rozwija się kariera wina w Polsce oraz, że romans między winem a Polską ma szansę przerodzić się w poważny związek.
Miejmy nadzieję, że włoscy producenci nie przegapią tej okazji i będą potrafili wykorzystać, również dzięki pełnej zapału działalności „ambasadorów wina” takich jak Elżbieta Babińska-Poletti, niezwykłą szansę wkroczenia na coraz bardziej dojrzały rynek pełen ciekawych i wymagających klientów.

Franco Ziliani: Elżebieto, co  robi we Włoszech, w Bergamo, polska dama taka jak Pani, i dlaczego, choć pochodzi Pani z kraju, który ma bardzo krótką historię jako odbiorca wina, Pani  sama interesuje się zagadnieniami winiarskimi? Proszę opowiedzieć nam swoją historię i swoją drogę przez świat wina?
To długa historia, która sięga aż czasow mojego dziadka z czasow Pierwszej Wojny Swiatowej. Kiedy byłam mała dziewczynka, nauczył mnie pierwszych słów po włosku.Kiedys zdecyduje moze zdecyduje sie na przetłumaczyć na włoski moją biografię, napisaną w Polsce przez Barbarę Stanisławczyk, redaktor ważnego czasopisma i autorkę wielu książek. To, że mieszkam w Bergamo nie jest przypadkiem. Po dwunastu przeprowadzkach i nie tylko na terenie jednego kraju, udało mi się zrealizować  dziwne marzenie. To trochę tak, gdy wrzucamy monetę do fontanny (jak do tej w Città Alta, w Bergamo) wierząc, że zapewni nam to niechybny powrót w to samo miejsce. Mimo że niemało najeździłam się po całych Włoszech podróżując rowniez służbowo, uważałam zawsze za niezwykły dar losu to, że mogłam mieszkać w miejscu takim jak Warszawa. Kiedys przejezdzalam przez Bergamo i wydarzyło się coś niezwykłego. Pomyślałam sobie, że jeśli kiedykolwiek miłabym zamieszkać we Włoszech, chcialabym aby to bylo wlasnie tu. Los pozwolił mi znaleźć nawet idealny adres, ulicę Francesco Nullo, poświęconą bohaterowi z Bergamo, który poległ w Polsce walcząc o niepodległość narodu polskiego. Dziwne, nieprawdaż?
Na szczęście żyjemy w czasach pokoju, w dodatku w szczególnym okresie, w którym wino uzyskało swoją najwyższą wartość. Wino zawsze było moją pasją. Być może dlatego, że poślubiłam dość nietypowego Włocha, który wina nienawidzi do tego stopnia, że nie śmie nawet dotknąć butelki. Z tego powodu, a także dlatego, że zawsze mieszkałam w dużych domach i prowadziłam bogate życie towarzyskie, zmuszona byłam sama nauczyć się jak dobierać odpowiednie wino do potraw, które przygotowywałam dla gości. We wszystkich domach, w których mieszkałam, miałam zawsze swoją małą piwniczkę, gdzie zbierałam wina, które mi smakowały i miały cechy chrakterystyczne dla kraju, w którym akurat mieszkałam. Przez ciągłe przeprowadzki i niekończące się urządzanie kolejnych domów, zaniedbałam zupełnie moją ojczyznę. Urodziły się rowniez moje dwie córki, których wychowaniu poświęciłam cały swój czas. Zrezygnowałam z pracy, aby poświęcić się macierzyństwu na pełen etat wiedząc, że mogę polegać na wielkiej zaradności mojego męża (oczywiście nie w tematyce winnej). Teraz moje córki są już dorosłe i obydwie podjęły studia za oceanem. Pozwoliło mi to na nowo podjąć pracę zawodową. Dlatego zdecydowałam poświęcić się temu, co zawsze dawało mi najwięcej przyjemności: winiarstwu. Trochę z poczucia winy, że pozwoliłam sobie na tak długą nieobecność, trochę dla przyjemności wniesienia czegoś nowego i nieznanego na polski rynek, znalazłam pretekst by coraz częściej wracać do ojczyzny. Przypadek? Nie wiem.  
 
Porozmawiajmy o Pani działalności: jak mogę ją określić, doradca polskich importerów, węzeł łączący świat włoskich producentów win i Polskę, ambasador włoskich win w Polsce?
Myślę, że “ambasador włoskich win, które są moją pasją” to tytuł, który najbardziej mi sie podoba. W Polsce zyskałam już dokładnie określoną rolę: ambasador rejonu Franciacorta. Z całą pewnością polscy importerzy dobrze wiedzą czego chcą, dlatego nie sądzę bym mogła im służyć radą.

Może nam Pani opisać jaka jest dzisiaj i jak rozwijała się kultura wina w Polsce, jakie jest średnie spożycie na głowę i jak kształtuje się spożycie napoi alkoholowych w ogóle?
Ta branża stawia wielkie kroki na przód, ale idzie pod górkę. Jeśli chodzi o spożycie na głowę, nie mogę powiedzieć, bym kiedykolwiek czytała prawdziwą rzetelną statystykę dotyczącą tego zagadnienia, jednak sądzę, że wynosi około pięciu litrów na głowę (może nieco więcej). Największe ze wszystkich jest spożycie piwa, przekraczając na pewno 90 litrów na głowę. Nie wiem jak w tej klasyfikacji plasują się inne alkohole. Wiem na pewno, że kultura picia wina coraz bardziej się rozprzestrzenia i obejmuje cały kraj, poczynając od ludzi młodych: to niesamowite jak wielu z nich podczas wizyty w barze zamawia kieliszek wina, nawet tylko do małej przekąski. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Dzieje się tak, mimo że kieliszek wina, nawet średniego gatunku, jest bardzo drogi w porównaniu z cenami we Włoszech.

Jak zmieniła się świadomość i kultura wina wraz ze zmianą ustroju politycznego i coraz większym zbliżaniem się Polski do Europy zachodniej po otwarciu jej rynku?  
Zmiany, które zaszły, były ogromne i objęły wszystki branże, w tym branżę winiarską. Wcześniej nie istniał cały ten asortyment win, pochodzących z różnych zakątków świata, które można bez trudu dostać dzisiaj. Można było wybierać tylko pośród win pochodzących z innych krajów bloku komunistycznego, takich jak Węgry czy Bułgaria. Rzadsze okazy docierały do nas z Rumunii czy Jugosławii, lecz były to przede wszystkim wina produkowane przemysłowo. Po upadku reżimu, rynek przewrócił się do góry nogami, dopuszczając do siebie każdy rodzaj wina. Wydarzyło się coś w rodzaju zawodów, w których każdy chciał jako pierwszy dotrzeć na ten rynek. Myślę, że bardzo niewiele win, zwłaszcza europejskich, jest obecnie niedostępnych i nie znanych w polskich sklepach. I właśnie tych win szukam…

Jak opisałby Pani polski rynek wina? Gdzie kupuje się wina, w specjalistycznych sklepach? Czy istnieją, jak we Włoszech, sklepy sprzedajace tylko wino, a może zakupy robi się w supermarketach albo w sklepach kontrolowanych przez państwo? Jaki asortyment przeciętnie oferują sklepy specjalistyczne i supermarkety?
Myślę, że sposób zakupu wina jest taki sam jak we Włoszech. Jedyna różniaca to ta, że supermarkety oferują produkty niższej jakości i nie służa żadną pomocą osobom, które same nie potrafią wybrać odpowiedniego wina. Dobre wina, od satysfakcjonujących do win najwyższej jakości, można kupić jedynie w niektórych sklepach z winami (glownie enotekach) albo bezpośredno u importerów lub w ich sklepach firmowych.

Czy wydarzenia takie jak kursy, degustacje czy festiwale win są rzadkością czy też, zwłaszcza w wielkich miastach takich jak Warszawa, stają się chlebem powszednim?
Organizuje się wiele kursów, a przede wszystkim wiele degustacji. Nie zapomina o nich żaden szanujący się importer. Muszę podkreślić jeden fakt: poza tym, że wino zajmuje już ważną pozycję na polskim stole, nabiera coraz więcej znaczenia także w naszej kuchni. Może nie w tych najbardziej tradycyjnych, jednak generalnie zaczyna zajmować coraz ważniejsze miejsce. Porównywalne z tym zajmowanym przez piwo, ukochany napój Polaków. Lista polskich importerów jest długa, lecz niewielu z nich wyraźnie zaznacza swoją obecność na rynku. Warszawa jest w tym momencie osią obrotu rynku winiarskiego, jednak coraz ważniejsze stają się inne ośrodki jak Kraków, Gdańsk, Wrocław, Poznań i Łódź. Inni są jeszcze bardzo… uśpieni.

Ilu jest importerów i dystrybutorów wina działających w Polsce i na jakich winach i krajach pochodzenia skupiają swoją działalność?

Dobre pytanie… Na dzień dzisiejszy choc lista ciagle sie zwieksza, lecz tych ktorzy pozostana nie jest jeszcze wielka liczba. Ta branża cały czas się rozwija. A ponieważ chodzi tu o branżę nową, i w związku z tym mało stabilną, jest ona nieprzewidywalna. Trzeba umieć się w niej poruszać, tak jak (lub prawie) po ulicach Nowego Jorku.
Są importerzy, których asortyment bazuje przede wszystkim na winach hiszpańskich, portugalskich, francuskich, a także włoskich; są też tacy, którzy mają po trochu wszystkiego ,ale pewnej jakosci tzw,  z wyzszej polki. Są rowniez ci zajmujący się konkretną grupą win. Jak już wcześniej wspomniałam, nie ma nic, co nie mogłoby zmienić się w przeciągu roku czy dwóch. Prawo akcyzowe (i wiele innych przepisów) zmienia się bez przerwy. W konsekwencji także importerzy muszą być przygotowani na zmiany. Ja mieszkam tutaj, we Włoszech, ale często jeżdzę do Polski i za każdym razem widzę coś, co się zmieniło. Często na lepsze, ale zawsze muszę być badzo ostrożna, jeśli chcę pozostać w sektorze rynku, który mnie interesuje. Koniecznie trzeba odwiedzać Polskę i być obecnym we właściwych momentach.

Jak określiłaby Pani gust i kulturę wina jakimi obecnie cechuje się polski konsument wina? Jaki typ konsumenta reprezentuje: tradycjonalista czy poszukiwacz, gotowy próbować nowych smaków czy zwolennik bezpiecznych szlaków, który raczej wybiera wina, które już zna?
Naród polski zawsze bardzo różnił się od narodów krajów sąsiednich. Można tu przytoczyć historyczny przykład upadku muru berlińskiego. Tylko naród tak waleczny, obciążony wiekami wojen i obcej dominacji, mógł zmienić bieg historii: mimo że jego wybitni obywatele zostali w większości wymordowani lub byli zmuszeni do ucieczki. Buntowniczy duch pozostał w narodzie na zawsze. Mimo politycznej dominacji ze strony okupantów, naród polski nigdy się nie poddał i nigdy nie uwierzył w podwójne prawdy. Także dlatego Polacy zawsze podróżowali. Są to, w dużej części, osoby dobrze wykształcone i otwarte, które właśnie w trakcie swych podróży miały szansę próbować i nabrać kultury wina.

Pomówmy o ruchu somelierów w Polsce. Wiem, że istnieje Stowarzyszenie Somelierów Polskich: jak działa, czy organizuje kursy, degustacje i ile osób jest w stanie zgormadzić? Co Pani wiadomo o kontaktach tego Stowarzyszenia z podobnymi organizacjami w innych krajach?
Stowarzyszenie Somelierów Polskich narodziło się niedawno. Organizowane przez nie kursy nie są jeszcze porównywalne z kursami organizowanymi przez naszą AIS (Associazione Italiana Sommeliers), ale uczestnicy są bardzo zaangażowani i większość doświadczeń zrobywają w podróży. Realizują coś w rodzaju „winnego szlaku” okrążając cały świat. W pewnym sensie realizują kurs od tyłu, zaczynając od części praktycznej. Wiele firm winiarskich organizuje akcje promocyjne, by zaprezentować swoje produkty. Uczestniczyłam w tego typu imprezach firmfrancuskich, włoskich, hiszpańskich i australijskich. Miałam okazję zobaczyć tylko jeden festiwal wina o nazwie „Jesienna Galeria Win”, organizowana co roku przez największego importera win w Polsce, jakim jest Centrum Wina. Jest to impreza juz na wysokim międzynarodowym poziomie, gdzie można spóbować win prawie z calego swiata (difiniujaca sie joko najdluzsza lista win w Polsce). W tym wspaniałym przedsięwzięciu uczestniczą rowniez i  producenci. Od czasu narodzin Festiwalu brałam udział we wszystkich jego edycjach. W ostatnich trzech latach juz prezentowałam wina z regionu Franciacorta wyprodukowane w winnicy Antica Fratta. Towarzyszył mi też właściciel tej doskonałej firmy. Poza tą ostatnią, istnieją różne mniejsze, ale ciekawe imprezy, organizowane przez importerów i producentów czy też prawdziwych pasjonatów tego trunku. Rola wiedzy o winie jest fundamentalna: z jej pomocą pasjonaci wina tworzą własną kulturę konsumpcji, jako że Polska, ze względu na swój surowy klimat i typowe północnoeuropejskie tradycje, nie była nigdy producentem wina.
 
Jakie są dziś najbardziej znane wina w Polsce i jakią pozycję zajmują, w porównaniu z winami francuskimi czy amerykańskimi, wina włoskie?
Niestety win dobrej jakości nie ma jeszcze w supermarketach, które w większości należa do francuskich sieci takich jak Auchan, Leclerc czy Carrefour. Istnieją za to fantastyczne sklepy winiarskie ulokowane w pięknych centrach handlowych. Poza tym coraz popularniejsze stają się długie karty win w lokalach typu wine bar, gdzie do niedużej przekąski dobiera się kieliszek dobrego wina. Jeśli coś naprawdę ci smakuje, możesz na miejscu kupić cały karton. Pomiędzy konsumentami są jednak duże różnice, w sektorze win dobrej jakości Polacy preferują odpowiednio wina węgierskie, bułgarskie, hiszpańskie, słowackie, austriackie, francuskie, niemieckie a potem włoskie. Wina kupowane masowo w supermarketach pochodzą głównie z terenów postkolonialnych (jak Chile, Argentyna czy RPA) i ich ceny wynoszą średnio między trzy a sześć euro. Można powiedzieć, że Włochy i Francja są na pierwszym miejscu pod względem sprzedaży win najwyższej jakości. Ceny zmieniają się oczywiście w zależności od jakości, marki, prestiżu i rocznika wina. Trudno dokładnie określić przedział cenowy. Jeśli chodzi o wina francuskie to od początku wykorzystują one fakt, że cały świat zna je „a priori”. Wina z obszarów postkolonialnych mają stabilną pozycje na rynku ze względu na korzystną cene. Polski konsument, który przygodę z winem zaczął niedawno, nie ma szczególnych uprzedzeń.

Skąd w Polsce można dziś czerpać informacje na temat wina i jaką rolę odgrywają rozmaite czasopisma i dziennikarze w sterowaniu gustem konsumentów i pobudzaniu wzrostu kultury wina w Polsce? Czy istnieją kluczowe postaci, które stanowią autorytet i jakie są najbardziej poczytne tytuły prasowe i internetowe?
Zacznę od czasopism (temat całkiem odrębny). Kiedy weszłam na polski rynek miałam możliwość wypowiadać się jedynie w dwóch czasopismach uprawnionych do pisania o winie i pokazywania butelek. Jedno z nich, „Magazyn wino”, wciąż pozostaje absolutnym numerem jeden na rynku winiarskim i jest niezmiennie dwumiesięcznikiem prowadzonym przez osoby o wieloletnim doświadczeniu, które zawsze zachwycały mnie swoją wielką znajomością,i autorytetemw tej branży. Nie spodziewałam się spotkać osób takich jak Marek Bienczyk, Tomasz Prange-Barczynski, Wojciech Bonkowski czy Andrzej Daszkiewicz, żeby wspomnieć tylko o tym jednym czasopiśmie. A są jeszcze inni, tacy jak Tadeusz Pioro, Mariusz Kapczynski, Łukasz Klesyk, i Mario Crosta (korespondent z Włoch).Nie wspomnę o pracujacech bezposrednio w tym sektorze, jak Piotr Kamecki, Robert Mielzynski, Dorota Madejska, Jerzy Kulakowski czy Miroslaw Marczewski. Dzięki tym osobom i ich wielkiemu doświaczeniu, rozprzestrzenia się wiedza nie tylko o tym, czym jest wino, ale też jak je pić i docenić.
Zacytuję zabawne zdanie Tomasza Prange-Barczyńskiego:”Życie jest zbyt krótkie, by pić złe wino”. Są też osoby z wilką pasją do wina, uprawiajace różne zawody (jak, na przykład, lekarze), które mówią o jego zbawiennym wpływie na zdrowie w swoich czasopismach branżowych. Do tej kategorii zalicza się Jarosław Szulc czy Elżbieta Dudzińska, fotograf, która zrobiła najpiękniejsze zdjęcia winnic. Kończę już to wymienianie, bo trwałoby to zbyt długo, gdyż bardzo wiele osób zasłużyło, żeby być na tej liscie. Od tamtej pory także inne pisma zaczęły udostepniac strony choćby zaczynajac od przepisow kulinarnycvh z poleceniem do nich odpowiednich win. Jestem w kontakcie z wieloma, które zajmują się tym tematem jak Kuchnia, Sukces czy Świat Wina. Niektórym z nich polecałam odpowiednie osoby, które sa doskonale zorientowane w temacie. Oczywiście Internet odgrywa coraz większą rolę w tej branży, gdyż oferuje natychmiastowy dostęp do wyczerpujących informacji na temat praktycznie każdego wina i jego pochodzenia. Mogłabym zacytować tu portal „Vinisfera” prowadzony przez Mariusza Kapczyńskiego z Krakowa wraz z wieloma kluczowymi postaciami (wymienionymi powyżej) z Warszawy. Ostatnio „Magazyn Wino”, przetłumaczony na naszym portalu Enotime, stał się niewyczerpanym źródłem informacji. O mały włos zapomniałabym o ważnej roli, jaką odgrywa radio. W radiu Pin o winie mówi się przy dźwiękach muzyki slynnych kompozytorow i ich wykonawcow. To inicjatywa Magazynu Wino, program prowadzi osobiście redaktor Tomasz Prange-Barczyński. Innym środkiem masowego przekazu, który nie pozostaje obojętny wobec wina, jest oczywiście telewizja. Przytoczyłam tu tylko niektóre przykłady, w przeciwnym razie odpowedź na Pana pytanie byłaby zbyt długa. Ale, jak już mówiłam i zależy mi, żeby to podkreślić, jeszcze kilka lat temu było zupełnie inaczej. Musiałam dobrze się naszukać, by znaleźć miejsce dla wyrażenia moich myśli czy zaoferowania „mojego” produktu. Umknęło mi jeszcze jedno czasopismo, które warto docenić, „Rynki alkoholowe”, które zajmuje się nie tylko winem, ale alkoholami w ogóle.

Jak opisałaby Pani gusta i kulturę wina, jaką osiągnął dziś polski konsument?Jaki reprezentuje typ konsumenta: jest tradycjonalistą czy jest ciekawy nowych smaków? Woli próbować czegoś nowego czy raczej nie ryzykować i chętniej wybiera wina, które już zna?
Tradycyjny konsument stawia zawsze na znane sobie smaki. Najważniejszym zawsze jednak wyznacznikiem jest stosunek jakości do ceny. Polska jest nowym rynkiem dla branży winiarskiej. Mając blisko 40 milionów mieszkańców, stawia te same wymagania co każdy inny kraj należący do Północnej Europy, zatem, żeby tutejsi konsumenci mogli w pełni docenić jakość wina, należy wprowadzać je na rynek tak, jak wprowadza się je na rynek bawarski, belgijski, duński i inne, to znaczy odwołując się do skojarzenia z łagodnym klimatem, błękitnym niebem i kuchnią krajów południowoeuropejskich. Moglibyśmy za przykład wziąć sobie to, co zrobiła Hiszpania, ich bezpośrednia obecność na miejscu w Polsce wymagała wielu inwestycji i wiele pracy, sa np. Sponsorami wieli polskich inicjatyw kulturalnych. Zrozumieli, że rynek jest wielki, dziewiczy, bliski i mający wielkie perspektywy rozwoju. Polakom nie brak ciekawości, ale tradycja ma wielkie znaczenie. Z tego powodu wprowadzenie na rynek wina o nieznanym powszechnie pochodzeniu i nietypowym smaku nie jest prostym przedsięwzięciem.

Co działo się na rynku winiarskim w Polsce w czasie kryzysu? Czy konsumpcja wina zmniejszyła się czy może konsumenci zwrócili się w stronę nieco tańszych win?
Można powiedzieć, że Polska najmniej ze wszystkich krajów Unii Europejskiej odczuła kryzys, który rozpoczął się jesienią 2008 roku. Proszę sobie wyobrazić, że polskie PKB nigdy nie spadło poniżej zera, nawet w dramatycznym 2008 roku wynosiło +0,8 % w czasie, gdy inne kraje były mocno na minusie. Nieźle jak na kraj o podobnej liczbie mieszkańców co Hiszpania. Konsumpcja win co prawda spadła w tym okresie, ale nie był to spadek dramatyczny: wzrost gospodarczy w Polsce nie omija branży winiarskiej.
 
Z jakimi trudnościami spotyka się osoba pragnąca wyjaśnić Polakom na czym polega szczególna wartość win włoskich i co odróżnia je od win z innych krajów? Czy są rzeczy, które
Pani rodakom trudno jest zrozumieć?
Szczerze mówiąc, w mojej pracy „nauczycielki win włoskich”, jak to sympatycznie okreslono, nigdy nie napotkałam większych problemów, nawet omawiając bardziej skomplikowane zagadnienia.
Prezentując nowe nietypowe wina trzeba mieć po prostu więcej cierpliwości, by wytłumaczyć na czym polegają różnice pomiędzy jednym a drugim winem, ale tak jest zawsze, także na rynku włoskim. Moja rola od początku polegała właśnie na tym, by poprzez kontakty z dziennikarzami wypromować pewne włoskie regiony produkujące wina i konkretne marki, a przy tym propagować wiedzę o winie i szerzyć kulturę wina.

Które włoskie wina najłatwiej przebijają się na polskim rynku?

Są to, moim zdaniem, przede wszystkim wina o powszechnie rozpoznawanej nazwie. Na pierwszym miejscu postawiłabym wina Chianti. Oczywiście, mowiac tylko o winach czerwonych. Wszyscy znają Brunello czy Valpolicella, Amarone, Nebbiolo, Nero d`Avola. Do tego dochodzą wina białe z regionów Veneto, Friuli czy Alto Adige. Poza tym coraz większego znaczenia nabierają wina musujace jak Prosecco czy białe wina z dalekiej Sycyli. Natomiast do najtrudniejszych do wypromowania na tym rynku należą wina, które wybrałam ja, poczynając od Franciacorty, a ostatnio również Chiaretto i Groppello.
Ogólnie rzecz biorąc wina musujące i różowe nie cieszą się w Polsce najlepszą sławą. Swego czasu, poza Szampanem, wszystko to, co zawierało bąbelki lub miało kolor różowy, nie nadawało się do picia.

Jakie są zatem cechy, którymi wino musi dysponować, by móc dziś wejść na rynek polski z realną szansą na powodzenie?
Na pewno obecność producentów w Polsce, by mogli zrozumieć, że jest to wileki rynek i nie odlegly, na którym warto inwestować. Wystarczy wziąć sobie za przykład to, co robiła i robi Hiszpania, która zrozumiała, że lepiej jest inwestować w Polsce niż w innych mniejszych i słabiej rozwijających się krajach czy w krajach o bardziej ukształtowanym rynku i dalekich. Możemy też wziąć za wzór to, co ja, w mojej mikroskali, zrobiłam dla Franciacorty; mimo że było to wino kompletnie nieznane jeszcze 5-6 lat temu, obecnie najbardziej wyrafinowani klienci zamawiają je w najlepszych winarniach w Warszawie.

Kiedy i dlaczego przyszło Pani do głowy, by nauczyć Polaków Franciacorty? I dlaczego akurat to wino tak bardzo Pani ceni, że postanowiła zostać jego ambasadorem w Polsce?

Byłam pewna, że prezentując Franciacortę jako region pochodzenia, metodę produkcji i sam produkt miałam w ręku swietne „karty”. Nie było to jednak łatwe zadanie. Przyjaciele ostrzegali mnie: „Wiesz, że w Polsce najlepiej idzie czerwone wino?” Bąbelki miały w Polsce złą sławę, kojarząc się ze złej jakości produktami zza wschodniej granicy. Zabrałam się więc do pracy. Nie tylko po to, by zmienić ten krzywdzący wizerunek, lecz także po to, by pokazać, że Szampan nie jest jedynym wartościowym winem musującym. Oczywiście nie mogłam przewidzieć jak wielką konkurencją będą dla mnie Hiszpanie: ich Cava jest w Polsce wszechobecna. Parasole pod którymi restauracje, kawiarnie i bary rozstawiają stoliki  w sezonie letnim (w najlepszym momencie roku dla kraju o tak ostrym klimacie), noszą ogromny napis „Cava”. Jej cena to około jednej trzeciej tego, co trzeba zapłacić za wina z Franciacorta. Ludzie jeszcze nie potrafią zbyt dobrze rozróżniać tych produktów. Nie widzą różnicy pomiędzy Prosecco, Cava czy Franciacorta (jeśli w ogóle wiedzą, że są to nazwy win) a Szampanem. Lepiej orientują się w czerwonym winie. Nie chciałabym się powtarzać, ale zawsze smakował mi Szampan: wino o wielu przymiotach, poczynając od szerokiej gamy możliwych zestawień. Można łączyć go z posiłkiem lub pić samodzielnie, co więcej jest symbolem radosnych okazji i świętowania. Nie zawiódł mnie nigdy, nawet w czasach, gdy nie byłam przyzwyczajona do picia wina. Kiedy przeprowadziłam się do Włoch, zabrałam ze sobą żaglówkę, którą trzymałam nad jeziorem Iseo. Krążąc między jeziorem a Bergamo, często zatrzymywałam się, by popatrzeć na winnice, które znajdowały się na mojej trasie. Z czasem ciekawość zwyciężyła i zaprowadziła mnie do piwnic z winem. Okazało się, że odnalazłam moje ulubione wina prawie pod samym domem!
Oczywiście zaczęłam się nimi bardziej interesować, zaprosiłam kilku przyjaciół, aby przyjechali spróbować ich z Austrii, Niemiec czy Szwajcarii. Gdy zorientowałam się, że wciąż wracają, by robić sobie zapasy, nie miałam wątpliwości, że podzielają mój entuzjazm. Wtedy pomyślałam (stwierdziwszy najpierw, że w Polsce jest ono zupełnie nieznane): dlaczego, nie przedstawić Franciacorty moim rodakom? Pasja i entuzjazm przerodziły się w firmę o nazwie “Elle Wines”. Absolutnie nie spodziewałam się napotkać tylu przeszkód i musiałam naprawdę ciężko się napracować, by wypromować nazwę, region pochodzenia i metodę produkcji. Bardzo pomógł mi kurs w AIS (Associazione Italiana Sommeliers). W tej branży nie da się improwizować, jeśli nie ma się solidnych podstaw. To wszystko zostało docenione przez osoby, które widziały moje zaangażowanie i w końcu udało mi się je zainteresować i przekonać, że jest to produkt doskonalej jakości.

Pomówmy teraz o restauracjach: ile średnio kosztuje butelka dobrego wina w lokalu i jaki jest stosunek tej ceny do średniej miesięcznej pensji w Polsce? Czy wino sprzedawane na kieliszki jest w restauracjach rzadkością czy to chleb powszedni?
Na szczęście w każdej restauracji, każdym barze czy winiarni można zamówić kieliszek wina. Ma to związek także z bardzo surowymi przepisami dotyczącymi ilości alkoholu dopuszczalnej dla prowadzących pojazdy. Co więcej nie każdy mógłby pozwolić sobie na zamówienie całej butelki. Butelka Franciacorty (Brut) od importera, który jest też właścicielem lokalu, kosztuje około 100 złotych, ale w dobrej restauracji (która nie jest bezpośrednim importerem) nawet dwa razy tyle (czy wiecej). Podczas gdy średnia pensja robotnika to w Polsce 1600 złotych.

Czy uważa Pani za wystarczającą wiedzę, jaka mają dziś Polacy na temet win włoskich?Co takiego mogłyby zrobić firmy, konsorcja, instytucje publiczne, by lepiej i skuteczniej promować włoskie wina? Czy zna Pani przykłady krajów, które przeprowadziły akcję informacyjno-promocyjną swoich win, która Pani zdaniem spełniła swoją rolę?
Nie mógł mi Pan zadać lepszego pytania… Gdybym miała więcej czasu napisałabym poradnik na temat tego, co trzeba zrobić, by podbić polski rynek. Jeśli zdołałam odnieść sukces, będąc przeciętną osobą o wielkiej pasji dla wina i dxzialajac samodzielnie, proszę sobie wyobrazić czego mogłyby dokonać konsorcja, instytucje publiczne czy wielcy producenci. Niestety wszystkiego nauczyłam się z własnego doświadczenia, czasem bywało naprawdę ciężko. Bardzo się napracowałam podróżując w bardzo ciężkich warunkach pogodowych. W tym roku, na przykład, musiałam nauczyć się chronić swoją pracę przed osobami, które widząc, że wydeptałam już odpowiednie ścieżki, próbowały mnie na nich obejść. Musiałam się z tym pogodzić, inaczej byłabym zmuszona całkowicie zrezygnować z mojego przedsięwzięcia. Nie miałam ochoty, po przejściu tak trudnej drogi, zostawiać wszystkiego „rekinom”. Jeśli chodzi o włoskie wino, zawsze należało ono do najbardziej znanych, za sprawą turystyki i łagodnego klimatu idealnego, by zaplanować wakacje łączące w sobie relaks i obcowanie z kulturą. Ale także dzięki hostorycznej więzi, która od niepamiętnych czasów łączy te dwa narody. Trudno znaleźć Polaka, który choć raz nie odwiedziłby Włoch. Nie było malarza, rzeźbiarza (tu moge wspomniec znow  mojego dziadka!), muzyka czy naukowca (Mikołaj Kopernik studiował w Ferrarze), dla którego kultura i bogactwo Włoch nie stanowiłyby źródła inspiracji. Nie wspominając już o ogromnym wpływie kuchni włoskiej! Księżna Bona Sforza, poślubiwszy polskiego króla Zygmunta I, zwanego Starym, przywiozła ze swojego kraju wszystkie warzywa, których wtedy w Polsce nie było. Niemal we wszystkich restauracjach, barach czy kawiarniach nie ma dania,potrawy które nie miałoby choćby najodleglejszych włoskich korzeni (choć czasem są tak odległe, że sami Polacy wierzą, że są ich twórcami). Najbanalniejszy przykład to „tiramisù”.
Włoskie firmy niestety nie inwestują. Nie rozumieją, że mają wielki rynek na wyciągnięcie ręki; wolą raczej dalekie i kosztowne podróże za ocean, by czuć się spełnieni. Najzwyczajniej w świecie nie ma ich na tym rynku, nie uważają go za interesujący. Nie znają go. Prawie wszyscy producenci, których produkty wybrałam na polski rynek, wyznali mi, że nigdy nie brali tego rynku pod uwagę. Tego wyboru dokonywalam ja co nie bylo dla mnie bardzo korzystne.Musiałam bowiem najpierw przekonać do tego rynku producenta. Dodatkowy jeszcze problem, absolutnie niekonkurencyjnych cen. Znowu przytoczę przykład Hiszpani, która zrozumiała w mig, że pomysłu na przyszłość nie trzeba szukać daleko!
 
Jakie błędy Pani zdaniem popełniają dziś włoskie firmy winiarskie w swoim podejściu do polskiego rynku?
Są pewne moje własne doświadczenia, które stanowią moją małą tajemnicę zawodową, zdobyta przez lata pracy. Dodam tylko jedną rzecz, która wydaje mi się bardzo ważna: trzeba zapraszać ludzi, którzy będą potrafili docenić region i winnice i pokazać im jak powstają pewne wina. Oni najlepiej rozpropaguja tę wiedzę.

Co najbardziej Panią pasjonuje we włoskich winach i jakie są Pani ulubione regiony produkcji i marki?
Nie smakują mi wszystkie wina włoskie, jednak Włochy, ze względu na szczególne położenie geograficzne, dla każdego mają coś do zaoferowania. Moje jedne z ulubionych win sa na szczescie produkowane nie tak daleko od miejsca, gdzie mieszkam. Niestety nie budzą aż takiego entuzjazmu w Polsce. Cenię oczywiście wiele innych win, także tych produkowanych bardzo odleglych, choćby te z Sycylii czy Sardenii. Oceniając wino nie biore pod uwagę jedynie smaku, lecz także sposób, w jaki zostało wyprodukowane i czy producentami są osoby, którym ufam i które szanuję.
Ostanio wybrałam gamę win zupełnie nieznanych w Polsce: Lugana, Chiaretto i Groppello z zachodniej czesci jeziora Garda. Na początku miesiąca maja, pierwszy importer tych win zorgaznizował ich degustację w czasie mojego pobytu w Polsce. Było to dla mnie fantastyczne doświadczenie i wielka satysfakcja, mimo że przez wiele godzin sama pracowałam obsługując stolik z „moimi” winami (tracąc w końcu głos w opowiadaniu o nich).
Niewiele osób mialo chec spróbować Chiaretto. Nikt nie był przekonany, że wino tego koloru może być dobre. Kiedy w końcu udawało mi się przezwycieżyć ich uprzedzenia, nie tylko nie wylewali tego wina, ale wracali spróbować raz jeszcze mówiąc: „Jak to możliwe, że różowe wino jest tak dobre?”

Czy uważa Pani, że polski konsument woli wina uzyskiwane ze szczepów znanych na rynku międzynarodowym czy jest skłonny zaakceptować szczepy lokalne?
Przeciętny Polak ma bardzo elastyczny gust i jest gotów próbować nowych win, o ile są dobrej jakości i w dobrej cenie. Jedynie pewne grono miłośników wina wiecznie poszukuje win nietypowych, takich jak te ze szczepów lokalnych (autoktonicznych).
 
Jeśli miałabym Pani założyć się o przyszłość włoskiego wina w Polsce i wskazać wino, które Pani zdaniem będzie gwiazdą na tym rynku, które by Pani wybrała?

Ze względu na klimat i kuchnię typową dla Europy Północnej, która dominuje przez większą część roku, z pewnością najodpowiedniejsze do tego typu dań będzie wino czerwone. Nie sposób przewidzeć skąd nadleci nowa gwiazda.
 
Jak patrzy Pani na przyszłość spożycia wina w Polsce?

Z wielkim optymizmem. Najlepszym potwierdzeniem dla przekonania, że w Polsce będzie się piło coraz więcej wina jest fakt, że powstają tu lokalni producenci. I to w calej Polsce, niektórzy nawet blisko Warszawy. Są już pierwsze butelki i, nawet jeśli produkcja nie jest jeszcze na satysfakcjonującym poziomie, spodziewamy się wielkich niespodzianek w najbliższych latach. Powtarzam: Polska to kraj rozwijający się o wilekich mozliwosciach. Nic mnie już nie dziwi. Za każdym razem, gdy tam jestem gubię się z powodu ciągłych zmian w sieci dróg i niekończących się nowych inwestycji. Jedyny sposób to poruszać się jak najszybciej to z gps`em.



Wywiad przeprowadził: Franco Ziliani (zobacz blog tego znanego włoskiego dziennikarza i krytyka winiarskiego - tutaj)


Tłumaczenie wywiadu i komentarza poniżej: Karina Łażewska






Powyższy wywiad ukazał się na stronach Sommelier.it, należącego do Stowarzyszenia Sommelierów Włoskich (AIS). Wywiad interesująco skomentował Mario Crosta:

Tomek Prange-Barczyński (redaktor naczelny Magazynu Wino) nazwał Elę „nauczycielką Franciacorty”. Rzeczywiście właśnie od tego zaczęła i włożyła wielki wysiłek, by otworzyć przed producentami z Franciacorta odpowiednie drzwi. Niech nie myślą, że wystarczy sama marka, by mieć kolejkę klientów na kolanach błagających o kolejne butelki. Trzeba włożyć w to mnóstwo wysiłku, gdyż na świecie jest ogromna konkurencja wśród win musujących. Ela napisała o winie Cava (podobnie jak ja w zeszlym roku na tej stronie), które można kupić w różnych cenach, ale poczynając od 3 euro (za tyle kupiłem je w Tesco). Możnaby też wspomnieć o oryginalnym szampanie, który także osiąga różne ceny, ale można go zdobyć w Auchan już za 15 euro. Nie mówiąc o winach Sekt z Niemiec, Czech, Słowacji czy też Igristoje z Litwy (gdzie firma Bosca wybudowała naprawdę dużą fabrykę), za około 3 euro. Jak dotąd mówimy ciągle o winach, czyli o sfermentowanym moszczu gronowym, w którym naturalnie tworzą się bąbelki. Ale czy sądzicie ze na wschodzie jest tylko to? Nie. Są jeszcze dziesiątki milionów butelek wody zmieszanej z bułgarskim czy rumuńskim moszczem w koncentracie, sztucznie nasycanych dwutlenkiem węgla w procesie, który opisałem na Enotime; prawdziwe świństwo, które rujnuje wątrobę i zostawia gorzkawy posmak w ustach, sprzedawane za mniej niż 1,25 euro. Dziesiątki milionów butelek. Ela musi podjąć walkę z tym wszystkim: z produktami dobrej jakości w lepszej cenie niż Franciacorta oraz ze świństwami, które trują ludzi i rynek winiarski. Dlatego, jeżeli któryś z producentów Franciacorty nie przestanie kaprysić i zachowywać się jak słoń w składzie porcelany, przysparzając Eli nowych kłopotów swoją mentalnością objazdowych handlarzy, którzy wciąż istnieją nawet w nowoczesnej uprzemysłowionej Franciacorta, trudno będzie odnieść sukces temu gatunkowi wina, który, by wygrać, musi wykazać się nie tylko jakością, ale także kompleksową obsługą klienta, poczynając od tego, by w ogóle realizować otrzymane zamówienia… Tak, nie ma się co śmiać! Zdarza się i dziś, że jakaś winnica wysyła próbki, oferuje swoje produkty, a nawet otrzymuje na nie zamówienie, a jednak… nie realizuje go. Muszę przy tym dodać, że zamawiający z góry płaci akcyzę, a przy przekraczaniu polskiej granicy musi opłacić również cło. Przytoczyłem tylko grzech nie ujawniając grzesznika, jako że jest on na tyle znany, że każdy czytelnik Vinoalvino byłby zszokowany takim jego zachowaniem, kiedy nie dotrzymuje się słowa i rujnuje reputację lokalnego przedstawiciela. Niewiarygodne, a jednak zdarza się. Jeśli chcemy międzynarodowego sukcesu czas skończyć z zachowaniami wprost ze średniowiecznego krowiego targu w Rovato!
In bocca al lupo, Ela!


Napisane przez Mario Crosta, 11 czerwca 2010 o 07:34


Komentarze

Mario Crosta - 2010-09-02 08:23:35
 
kon - 2010-11-15 22:00:43