Sobota, 15 Grudnia, 2018     ostatnia aktualizacja 13-12-2018
 
Podole - kolebka polskiego winiarstwa
 
2009-06-16

Podole to jedyny w XX wieku, nie licząc nieudanych prób w PRL-u, polski region winiarski. Jego narodziny przypominają starania dzisiejszych winiarzy.

Województwo podkarpackie to zachodnia część dawnego województwa lwowskiego, a wcześniej województwa ruskiego i Rusi Czerwonej. Wschodnia część Rusi - Ziemia Halicka - obejmowała także Pokucie. W okresie międzywojennym "ciepłe Pokucie" i sąsiednie "ciepłe Podole" stanowiły najważniejszy polski XX-wieczny region winiarski. Administracyjnie składały się nań powiaty województwa tarnopolskiego: Borszczów, Zaleszczyki oraz południowa część powiatów kopyczyńskiego, buczackiego i czortkowskiego ("ciepłe Podole"), a w województwie stanisławowskim powiaty: Horodenka, Śniatyń i Kosów ("ciepłe Pokucie"). Centrum tego regionu stanowiły Zaleszczyki. Panowały tu znakomite warunki do uprawy brzoskwiń, moreli, kawonów, a na charakterystycznych stromych podolskich "ściankach" i w dolinach zwanych "lewadami"- wyśmienite gleby dla winorośli. Co prawda zdarzały się tu katastrofalne susze (np. w latach 1857 i 1858, a od maja do sierpnia zazwyczaj brak było deszczu), ale temperatury dla uprawy winorośli były wybitnie sprzyjające. Pod koniec XIX w. badania meteorologiczne wskazywały na Podolu średnią temperaturę zimą ok. - 20°C (w 1870 r. poniżej -25° C), a latem do 22°C w cieniu i do 28°C w słońcu, choć zdarzały się też temperatury +33°C. Inne podolskie ekstremum termiczne to niezwykle mroźny luty i marzec 1929 r. kiedy zanotowano -38° C, a dobowa różnica temperatur wyniosła tu aż 45°: od -36°C do +9°C dnia następnego. Dla winorośli groźniejsze od skrajnych temperatur były jednak kwietniowe przymrozki.

Tygiel kulturowy
Winorośl uprawiano na Podolu - na niewielką skalę - od zawsze. Dziś badacze są przekonani, że właśnie tędy, m.in. doliną Dniestru, winorośl po raz pierwszy pojawiła się w Europie w czasach prehistorycznych. Starożytni Grecy, dostarczając Słowianom w amforach trunek szlakiem pontyjskim, tylko tę obecność uprawy i produkcji wina umocnili. W średniowieczu, w kręgu panującego tu prawosławia, winorośl uprawiana była już na większą skalę. Jeden z jej większych ośrodków znajdował się w Przemyślu, a winnice pielęgnowali specjaliści sprowadzeni z Krymu i Bizancjum. Prawosławni, a później także i unici, przyjmowali komunię także pod postacią słodkiego czerwonego wina; księża katoliccy stosowali wino białe i rozdawali wiernym tylko pszenny opłatek. Przyłączenie Rusi do Polski nie ograniczyło rozwoju uprawy, co więcej, tędy przebiegały główne winne szlaki handlowe, najpierw "tatarski" na Krym, a następnie, po podporządkowaniu Wołochów (późniejsza Mołdawia), szlak "wołoski". Sprowadzano nimi wina multańskie (Mołdawia była już wówczas potęgą winiarską) i grecką małmazję, ale także multańskie zrazy. Import win stawał się konkurencyjny dla rodzimej produkcji. Lokalne winiarstwo ograniczały dodatkowo pustoszące Podole od XVII w. wojny z muzułmanami. Wojny zmieniły też priorytety handlowo-polityczne. W 1635 r. Władysław IV nakazał kupcom Kamieńca, najważniejszego obok Lwowa ośrodka handlu winem "ażeby żaden kupiec nie ważył się pod winami, po wina i miody do Wołoch jeździć, ani inszemi drogami ich do Korony prowadzić, pod utraceniem win i miodów, penami o niejeżdżenie po wino do Węgier postanowionemi."
Pod koniec XVII w. uprawa winorośli zanikła. Zimorowic, sam winiarz i w połowie XVII w. właściciel winnicy Hazowskie Pole u stóp lwowskiego wysokiego zamku, zauważa w swoich Sielankach nowych ruskich, że na Rusi nie można już posiąść "skrytej sztuki winnic". Notabene poemat zawiera też najbardziej kompetentny, szczegółowy opis uprawy winorośli, jaki powstał w owym czasie.
Rozbiory podzieliły Podole między Rosję i Austrię. Umocnienie się Rosji nad Morzem Czarnym (zdobycie Krymu i przyłączenie Besarabii - części Mołdawii) zmieniło wiele w produkcji winorośli. Krym opuścili np. Karaimi - ich jasnoróżowego wina z olbrzymich oplatanych stągwi próbował jeszcze Adam Mickiewicz. Sprowadzeni zostali specjaliści z Zachodu, na zdobytych terenach rozwinęły się wielkie nowe winnice, korzystające teraz z nieograniczonego rynku rosyjskiego. Ziemianie Podola za sprzedawane w Odessie zboża kupowali tam znakomite wina, nie troszcząc się o ich własną u siebie produkcję. Tylko najbogatsi, jak książę Piotr Wittgenstein w Kamionce, sadzili winnice, ale nie mogąc znaleźć miejscowych specjalistów do ich uprawy, sprowadził 42 rodziny niemieckich kolonistów luterańskich. Pod koniec XIX w. Kamionka dawała rocznie od 7 do 8 tys. wiader (wiadro = 12,29 litra) czystego wina wartości ponad 20 tys. rubli. Na próżno Wawrzyniec Marczyński w swojej słynnej trzytomowej Statystyce guberni Podolskiey w latach dwudziestych XIX w. żalił się na "zaniechanie winnic" i apelował: "Uporządkowane winnice na nadbrzeżu Dniestrzańskim w Podolu, mogłyby zastąpić przywóz win z Mołdawii." Zwracał uwagę, że w Mohylowie, drugim po Kamieńcu mieście handlowym nad Dniestrem, winnice zakładają Wołosi i Grecy, ale nie Polacy.

Początki odnowy
Wina besarabskie nie były pod koniec XIX w. oceniane wysoko - "wyrabia się je w znacznej ilości, ale nie zaleca się smakiem", a chętnych do zakładania winnic na Podolu nie było. Ziemianie, zdając sobie sprawę z konieczności uprzemysławiania majątków, woleli budować cukrownie i uprawiać chmiel. Po austriackiej stronie Podola dodatkowo do zakładania winnic zniechęcała prohibicyjna tzw. "ustawa wódczana"z 1901 r. Spożycie wódki i piwa w latach 1886-96 wzrosło bowiem w Galicji dwukrotnie.
Ogólna powierzchnia plantacji w guberni podolskiej, głównie w powiatach jampolskim, bałckim i olhopolskim, a także w części mohylowskiego, wynosiła pod koniec XIX w. 328 ha, z których 3/4 przypadało na winnicę w Kamionce i okolicach. Wino miejscowe sprzedawano za 2 do 16 rubli za wiadro, ale nie dawało się go przechowywać, podobnie jak win besarabskich, dłużej niż 6 lat. Jedno z lepszych win, także tylko na potrzeby lokalne, dawała u schyłku wieku Winnica Turskich w Jampolu, produkcja roczna dochodziła tu do około 61,5 hl.
Pierwszą większą winnicę po stronie galicyjskiej założył w 1881 r. w Zazulińcach ziemianin Wartanowicz. Miała 1O ha i do I Wojny Światowej była największą na Podolu. Na przełomie XIX i XX w. po mroźnych zimach niszczących plantacje węgierskie, założono też winnice w Bilczu, Złotym, Okopach Św. Trójcy (zakład Niemczewskich), Kotodróbce, Lesiecznikach, Zaleszczykach i Dobrowlanach - te dwie ostatnie należały do Juliana barona Brunickiego. W powiecie śniatyńskim wiele winnic założył w latach 1906-14 powiatowy instruktor ogrodniczy Jan Wilk. Prowadził też powiatową szkółkę drzewek i winorośli. Ale tylko winnica w Dobrowlanach i "na Ubiżowej" w Zaleszczykach Stanisława Turnaua, przetrwały do czasów II Rzeczypospolitej. Zachowały się też mniejsze, amatorskie, np. Ireny Ziembickiej, o znakomitej lokalizacji. Winnica Ziembickiej położona była w samych Zaleszczykach tuż nad brzegiem Dniestru. Jej mąż odbudowywał słynny zaleszczycki most.

Winiarskie szkolnictwo
W 1900 r. Sejm Galicyjski utworzył z inicjatywy dr. Szyszłowicza w Zaleszczykach rządowy Zakład Sadowniczy. Uprawiano w nim głównie drzewka (słynną "morelę zaleszczycką") i umieszczono stację przetworów owocowych. Posadowiony wysoko ponad miastem, niemal na krawędzi stepu, zakład nie miał najlepszych warunków do uprawy winorośli. Dyrektorem Zakładu został jego organizator Kazimierz Brzeziński (1866-1937), autor licznych artykułów i książki Owocarstwo z 1929 r., a wcześniej naczelny ogrodnik w sławuckich dobrach książąt Sanguszków. Przy Zakładzie działała jednoroczna Szkoła Ogrodnicza Krajowa, kształcąca pomocników i robotników ogrodniczych.
Kazimierz Brzeziński był zwolennikiem uprawy winorośli, ale tylko odmian deserowych, i produkcji "wina" owocowego. Już w 1909 r. w artykule Parę uwag o winorośli komentował: "Z uznaniem podnieść należy, że Wydział Krajowy galicyjski, dał sobie wytłumaczyć, że nie wszystko co jest możliwem, jest jednocześnie praktycznem i popierając rozwój w najcieplejszych okolicach kraju, hodowli winorośli na owoc deserowy, zaniechał dążenia do stwarzania krajowej produkcji wina."
W 1920 r. Brzeziński został dyrektorem Państwowej Szkoły Ogrodniczej we Lwowie. Przy szkole, w Wólce Kapitańskiej, był folwark o powierzchni 26,6 ha. Rosła tam winniczka zawierająca 114 krzaków winorośli w 16 odmianach. 27 krzewów prowadzonych było metodą Guyota, 23 rozpięto na murze. W latach dwudziestych była to, obok trzyletniej wielkopolskiej szkoły ogrodniczej w Koźminie i podobnej w Tarnowie, jedyna niższa szkoła ogrodnicza, w której uczono uprawy winorośli. Nauka trwała tu 2 lata.
W 1921 r. dyrektorem Zakładu w Zaleszczykach został dr Władysław Kubik (1881-1928), który założył w nim sporą winnicę. Zakład i szkoła stały się wówczas ważnym ośrodkiem propagowania uprawy winorośli na Podolu. Winoroślą zajmowali się tu m.in. inspektorzy Grzegorz Zarugiewicz (zatrudniony w Zakładzie w 1926 r.), Żuliński, ogrodnik Wiesław Wasilewski. Kubik opublikował w 1926 r. w "Przeglądzie Ogrodniczym" promocyjny artykuł Winnice na południu Polski. Używał w nim argumentów, które za uprawą winorośli nad Dniestrem przytaczał wcześniej Edmund Jankowski.
W 1926 r. Zakład Sadowniczy w Zaleszczykach został włączony do Państwowego Instytutu Naukowego Gospodarstwa Wiejskiego w Puławach. Formalnie kierownikiem Zakładu został Jan Dybowski(1855-1928), twórca francuskiej agronomii kolonialnej, specjalista od aklimatyzacji roślin. Po śmierci Dybowskiego (i równoczesnej Kubika) kierownikiem Zakładu w Zaleszczykach został jego dotychczasowy zastępcą Lucjan Kaznowski (1890-1955), pracownik PINGW od 1919 r., a przedtem kierownik wydziału nasiennego Kijowskiego Towarzystwa Rolniczego. Bezpośrednio Zakładem Sadowniczym w Zaleszczykach kierował Ludgard Lachowicki-Czechowicz. W tym czasie spierano się, czy Zakład powinien mieć charakter ściśle naukowy, jak Instytut puławski, czy raczej skupiać się na ogrodnictwie stosowanym i kształceniu praktyków winogrodników, za czym opowiadał się m.in. Edmund Jankowski.
Ostatecznie rozstrzygnęło to Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego tworząc zarządzeniem z 1931 r. "Państwową Rolniczą Szkołę Sadownictwa, Warzywnictwa i Pszczelarstwa w Zaleszczykach fundacji J. K. I. Hohendorffa w Szturomińcach". Jak wszystkie podlegające MWRiOP, była szkołą średnią; niższe szkolnictwo rolnicze podlegało Ministerstwu Rolnictwa. Jednocześnie PINGW został w 1931 r. zobowiązany do przekazania Zakładu MWRiOP. Dyrektorem Szkoły w latach 1931-33 był M. Lityński, zwolennik uprawy winorośli na wino i najwyższych standardów produkcji wina.

Rząd i samorządy
"Czynniki miarodajne" dostrzegły w uprawie winorośli jeden z motorów aktywizacji gospodarczej Podola. W 1927 r. premier Felicjan Sławoj Składkowski, dokonując lustracji powiatu śniatyńskiego, zwrócił uwagę starosty dr. Golczewskiego na konieczność uprawy winorośli na południowym stoku góry śniatyńskiej i przeznaczył 1 tys. zł na założenie plantacji. Sadzonki sprowadzono z Zaleszczyk. Po tej inicjatywie powstały w powiecie winnice płk. rezerwy J. Jaruzelskiego (2 tys. szt), ks. dyr. Borowego (200 szt.) i wiele mniejszych. W 1929 r. z inicjatywy starosty i Małopolskiego Towarzystwa Rolniczego (głównie inż. Piotra Dąbrowskiego) zorganizowano tu szkółkę powiatową, w której zaangażowano dawnego instruktora Jana Wilka.
W związku z dużym zainteresowaniem uprawą winorośli i pierwszymi poważnymi nasadzeniami pod koniec lat dwudziestych, wiosną 1930 r. Małopolskie Towarzystwo Rolnicze we Lwowie (MTR) zatrudniło jako instruktora w ustanowionym właśnie "instruktoracie winniczym" przy Okręgowym Towarzystwie Rolniczym w Zaleszczykach Grzegorza Zarugiewicza. W latach trzydziestych prowadził on także zajęcia z winogrodnictwa na zaleszczyckich Państwowych Jednorocznych Kursach Praktyki Ogrodniczej. Jednocześnie Piotr Dąbrowski, st. inspektor ogrodnictwa MTR, przygotował w 1930 r. ważne dla propagowania winorośli wydawnictwo, nadbitkę z nr 10 "Przeglądu Ogrodniczego" Uprawa winorośli szlachetnej w Polsce. W publikacji znalazły się artykuły Jankowskiego, Zarugiewicza i Józefa Marcińca (1853-1938), dyrektora Szkoły Ogrodniczej w Koźminie Wielkopolskim - drugiego po Zaleszczykach najważniejszego ośrodka polskiego winogrodnictwa w okresie międzywojennym.
Obok MTR ważna dla odnowy podolskich winnic okazała się działalność powołanej na podstawie rozporządzenia Prezydenta RP z 1928 r. samorządowej Lwowskiej Izby Rolniczej (LIR). Izba założyła 4 placówki instruktorskie sadownictwa i winiarstwa: w Zaleszczykach, Borszczowie, Śniatynie i Kosowie. LIR zatrudniała takich specjalistów jak Stanisław Madej (1880-1964, "konsulent winiarski" w pow. borszczowskim) czy Piotr Gintowt-Dziewałtowski (1905-97, instruktor winiarski Izby).
Jednak decydujące dla rozwoju winogrodnictwa na Podolu okazały się dwie inne instytucje: starostwo powiatu zaleszczyckiego i związek podolskich właścicieli winnic. Od 1924 r. starostą Zaleszczyk był Józef Krzyżanowski i jemu Podole zawdzięczało swą ogólnopolską promocję. Z jego inicjatywy 22 września 1935 r. odbyło się w Zaleszczykach pierwsze święto winobrania. Patronat nad świętem objęli premier Sławoj Składkowski, minister rolnictwa Juliusz Poniatowski i marszałek Sejmu Aleksander Prystor. Dożynkowe dary przyjmował sam wojewoda. Pierwszą nagrodę za dekorację powozu w winobraniowym korowodzie otrzymała wówczas Zofia hrabina Łosiowa. Od roku następnego winobrania miały swoje specjalne promocyjne, ilustrowane wydawnictwo. Krzyżanowski zdawał sobie sprawę, że wino, produkt jak żaden inny związany z miejscem swoich narodzin, jest doskonały do propagowania walorów turystycznych Podola i jego promocje należy powiązać z zabytkami i atrakcjami tego regionu.Cyryl Czarkowski-Golejewski
Właścicieli winnic podolskich zrzeszał założony w 1931 r. Związek Posiadaczy Sadów Ciepłego Podola, w 1934 r. przekształcony w Podolsko-Pokucki Związek Posiadaczy Sadów z siedzibą w Zaleszczykach. Był to największy związek sadowniczy w Polsce, zrzeszał wszystkie większe winnice i włościańskie koła sadownicze. Jego prezesem był Cyryl Czarkowski-Golejewski (1888 - zamordowany w 1940 r. w Kozielsku), właściciel największej ówczesnej polskiej winnicy. Wiceprezesami byli Józef Wartanowicz z Dźwiniacza i dyrektor M. Lityński (w 1934 zastąpiła go Zofia Łosiowa). Członkowie zarządu Związku pełnili funkcje honorowo, zarząd zbierał się do 10 razy w ciągu roku. Wartanowicz był jednocześnie prezesem Komisji Ogrodniczo-Sadowniczej LIR i mocno bronił interesów winiarskich we Lwowie. Planował wniesienie przez Izbę nowej ustawy o produkcji win gronowych i ich nowym opodatkowaniu. Wartanowicz był również członkiem Kuratorium Państwowej Szkoły Ogrodniczej w Zaleszczykach.
Związek borykał się z wieloma trudnościami. W związku z kryzysem, w 1933 r. Rady Powiatów zaleszczyckego i borszczowskiego cofnęły dla Związku subwencje i musiano zredukować etaty instruktorów. Związek szczególną opieką otaczał winnice, np. powstałą w 1933 r. w Czortkowie z inicjatywy wojewody Maruszewskiego winnicę Związku Strzeleckiego. Miała być "żywą szkoła winiarstwa dla młodego pokolenia". Na wniosek Związku LIR zaangażowała od 1934 r. na potrzeby winogrodników instruktora winiarskiego, specjalistę-fitopatologa. Związek ułatwiał też nabycie środków chemicznych potrzebnych do pielęgnacji winnicy. Firma Azot w Jaworznie dostarczała poprzez Związek odpowiednie preparaty wszystkim członkom. Część specjalistów właśnie w Związku widziała instytucję, która powinna określać optymalny termin zbiorów winogron. Rozwój samorządu winiarskiego i jego niemała siła nie przekładały się na jego skuteczność. Rząd miał odmienną od Podolan wizję rozwoju winiarstwa. Wysoka akcyza na wina gronowe kazała uprawiać plantatorom winorośl deserową. Walka o zmianę stawek akcyzy nie zakończyła się sukcesem. Nie zmieniono także zapisu ograniczającego domową produkcję wina do zaledwie 100 litrów, co poważnie ograniczało możliwości nauki winifikacji w małych gospodarstwach.

Gwałtowny rozwój
Lata 1922-24 to na Podolu lata wybitnie deszczowe i upalne. Zakładane wówczas nieliczne winnice zaniechano z powodu plagi mączniaka rzekomego. Zachęty ze strony rządu, narastający kryzys gospodarczy i niewielka zmiana stawek akcyzy w 1931 r. spowodowały jednak, że od początku lat trzydziestych winnice na Podolu zaczęły się gwałtownie rozwijać. Nie przeszkodziły im ani mroźna zima 1929 r., ani fatalne lato 1933. W 1929 r. na Podolu pod winnicami było zaledwie 9,80 ha (44.450 krzewów), w 1930 - 16,93 ha (74.190 krzewów), w 1931 - 42,66 ha (168.590 krzewów), w 1932 - 58,78 ha (246.500 krzewów), w 1933 - 100,70 ha (435.800 krzewów), a w 1936 r. już 131,50 ha (582.900 krzewów).
Początkowo sadzonki można było kupić w Przeworsku w ogrodach ks. Lubomirskiej i w Szkole Ogrodniczej w Koźminie Wielkopolskim. Sadzonki ofiarowywała też szkółka Ogrody Łańcuckie Alfreda hr. Potockiego w Górnem k. Łańcuta. W niewielkich ilościach były też dostępne w Zakładzie w Zaleszczykach. Potem dorobiono się własnych. W 1930 r. były na Podolu dwie szkółki winorośli: w Śniatyniu i Lesiecznikach. Sadzonki szczepione można kupić w Lesiecznikach, w Pierwszej Krajowej Szkółce Winorośli Szczepionej w Zaleszczykach lub w Zarządzie Winnicy Chmielowa.
Tuż przed II Wojną Światową było na Podolu wiele znaczących winnic, m.in. w miejscowościach: Babince (założona w 1932 r., 3 tys. krzewów), Beremiany (1933, Franciszka barona Heydla), Chmielowa (zał. w 1929 r. przez Gustawa Głażewskiego), Czortków, Dobrowlany (1933), Dźwiniacz (Józefa Wartanowicza, w 1939 r. 25 tys. krzewów), Dźwinogrod (zał. po 1931 r., dr. Oskara Kimmelmana), Horoszowa (1929, Michała hr. Baworowskiego), Kniaź w woj. stanisławowskim (2 tys. sadzonek, płk. J. Jaruzelskiego), Latacz (Michała Krasnopolskiego), Lesieczniki k. Zaleszczyk (Erwina Bohosiewicza, posiadająca pierwszą w kraju szkółkę winorośli szczepionej, planującą już w 1930 r. wyprodukować 150 tys. sadzonek), Milówce (Władysława Geringera), Szutromińce (Gabrieli Jełowickiej), Torskie (Zofii hr. Łosiowej), Tudiów, Wieszmakowce (Grzegorza Zarugiewicza, 20 tys. krzewów we wzorcowej, tarasowej winnicy), Wysuczka (1931, Cyryla Czarkowskiego-Golejewskiego, 34 ha), Zazulińce (zał. w 1928 r. przez Kurię Biskupią Wileńską na terenie wcześniejszej plantacji).
Na Kosowszczyźnie uprawa winogron na południowych stokach nie udawała się z powodu chłodnych nocy górskiego klimatu. Rosły tu natomiast dobrze hybrydy od dr. Stanisława Bzury z Warszawy. Pewne nadzieje wiązano z uprawą winogron w Tudiowie. Pisano, że na stokach rzeki Prut "mają przyszłość jako winogrona kuracyjne (w Kniażem i Śniatynie) - ze szczepu feslawskiego sprowadzonego ze szkoły w Klosterneuburgu".
Poza tym było na Podolu wiele małych winnic chłopskich, mających zazwyczaj najwyżej po kilkaset krzaków. Według Stanisława Madeja małorolni przygotowali w 1939 r. pod winnice ogółem 50 ha. Aby zwiększyć zainteresowanie hodowlą winorośli wśród chłopów, Madej zwracał uwagę, że zalecane przed posadzeniem winorośli głębokie przeoranie, tzw. regulówka, wcale nie jest konieczne i nie wpływa na jakość owoców, a wprost przeciwnie, może ją obniżyć. Koszt regulówki 1 ha pod koniec lat trzydziestych wynosił ok. 600-1000 zł. Była to cena skutecznie odstraszająca drobnych plantatorów.
Szczególne zasługi dla propagowania uprawy winorośli na Podolu i jej rozwoju mieli: Edmund Jankowski, Piotr Dąbrowski, Gustaw Głażewski, Grzegorz Zarugiewicz, Geringer i Zofia Łosiowa. Za "patrona" winnic i win Podola uznawano wykształconego we Francji Głażewskiego. Przewidywano, że w ciągu 5-10 lat będzie można obsadzić winoroślą ok. 1,5-2 tys. ha. Dlatego jednym z głównych postulatów Związku było uruchomienie na Podolu państwowej szkoły ogrodniczej ze specjalizacja winiarską i masowa produkcja sadzonek. W 1939 r. szkółki zagraniczne, do których zwracali się winiarze z Podola, odpowiadały, że nie będą mogły sprostać tak wielkim zamówieniom.
Lata 1929-39 w historii polskiego winiarstwa mogą być porównane tylko z ostatnią dekadą - latami początku XXI wieku.

Wino i pieniądze
Temu gwałtownemu rozwojowi winnic nie towarzyszyły odpowiednie rządowe regulacje. W połowie lat trzydziestych sama akcyza za litra wina gronowego wynosiła 1,42 zł. W sąsiedniej Rumuni litr cienkusza kosztował zaledwie 25 gr, na Węgrzech 30 gr, a za najlepsze starsze wino rumuńskie płacono wówczas 1,20 zł. A jednak winnice zakładano. Koszty założenia 1 ha winnicy w połowie lat trzydziestych według Łosiowej wynosiły: regulówka - 700 zł, niwelacja terenu - 30 zł, budowa murków na stromym stoku - 100 zł, wytyczenie i wykopanie dołków - 20 zł, 4.444 sadzonki szczepione na amerykańskiej łozie po 40 gr sztuka - 1777,60 zł, 4444 palików - 220 zł, sadzenie - 40 zł, kompost - 111 zł. Razem - 3 tys. zł. Plus koszty pielęgnacji przez 3 lata po ok. 1 tys. zł., co dawało w sumie 6 tys. zł. Podobnie oceniał koszty założenia winnicy w 1934 r. Geringer. W 1936 r. cena ta wynosiła już 5 tys. zł. Obniżka wiązała się z narastającym kryzysem i tańszą siłą roboczą.
Z powodu wysokiej akcyzy zakładano przede wszystkim plantacje winorośli deserowej. Uprawa winorośli deserowej dawała 10-krotnie wyższe zyski niż uprawa zbóż. Ówczesna polska konsumpcja winogron szacowana była na plony z 3 tys. ha plantacji. Dowodzono, że gdyby stworzyć na Podolu obszar 2 tys. ha winnic, można byłoby pokryć połowę ówczesnego importu owoców. Zwracano uwagę na potrzeby Kościoła. Kalkulowano: jeżeli obsadzić 1 tys. ha (co daje 1,2 tys. wagonów owoców) i połowę zbiorów przeznaczyć na wino, można by uzyskać 480 wagonów wina, poważnie zaspokajającego potrzeby liturgii.Winnica starostwa w Śniatynie
Państwowy Bank Rolny w 1930 r. obiecał przygotować kredyty dla zakładających winnice, ale nie odpowiadały one potrzebom plantatorów. Winogrodnicy chcieli kredyty spłacane z dochodu winnicy, a więc po 5 latach od założenia i oprocentowane nie wyżej niż 3-4% rocznie. Przypominano, że w Czechosłowacji nowo zakładane winnice były zwolnione z podatku gruntowego na 10 lat.
Wysoka stawka akcyzy na wina miała pod koniec lat trzydziestych swoje uboczne, pozytywne skutki. Wysoki koszt butelek i akcyza na "wina" owocowe (chociaż mniejsza niż na gronowe) spowodowała, że nastąpił gwałtowny spadek produkcji tych trunków, z 4 mln l w 1928 r. do 0,9 mln l w 1935 r. Przeżywające boom i całkowicie dominujące na polskim rynku w latach dwudziestych "wina" owocowe przestawały być przeszkodą dla produkcji podolskich win gronowych. W 1939 r. przedstawiciel Ministerstwa Rolnictwa inż. E. Błaszczyk stwierdzał: "Wielką konkurencją win owocowych są wina gronowe. Działają tu poza czynnikami psychicznymi, jak przyzwyczajenie konsumenta i snobizm, stosunkowo niska cena win gronowych oraz wysoka ich jakość w porównaniu z winami krajowymi".
Według danych Ministerstwa Skarbu wyprodukowano w Polsce wina gronowego: w 1934 r. - 419 1,1935 - 326 1,1936 - 2.292 1, 1937 - 14.702 l. W 1939 r. w Polsce były zarejestrowane 2 wytwórnie wina gronowego, obie na Podolu.
Uzyskania planowanego na połowę lat czterdziestych 2 tys. ha winnic kosztowałoby około 10 min zł. Ziemianie z Podola prawdopodobnie nie mogliby takiej sumy zebrać.Tu potrzebna byłaby pomoc państwa. Wiadomo było też, że masowo zakładane winnice wejdą niebawem w fazę owocowania. W 1939 r. poważnie rozważano stworzenie "spółdzielczej wytwórni wina gronowego". Kapitał konieczny dla jej uruchomienia określono na 200-250 tys. zł.

Jakość, jakość i jeszcze raz jakość
W miarę rozwoju winnic zaczęły pojawiać się przed polskimi winiarzami nieznane dotąd problemy. Ogólnie rzecz biorąc istniały dwa sporne zagadnienia: po pierwsze walka o wino gronowe, a po drugie - o jego jakość. Mapę konfliktów określały różne grupy i środowiska. Jeden stanowili zwolennicy winorośli deserowej, a nie przerobowej; byli to zazwyczaj zwolennicy "wina" owocowego. Do tej grupy należał wpływowy Kazimierz Brzeziński i jego syn Józef. Ten ostatni w artykule Hodowla drzew i krzewów owocowych przekonywał: "Polska leży poza granicą strefy winniczej, to też u nas hodowanie winorośli na wyrób wina bez sztucznych dodatków nie jest możliwem, wyjątek stanowią najcieplejsze okolice naddniestrzańskie, gdzie jednak wątpliwem jest także, żeby wyrabianie wina opłacało się wobec znacznych korzyści, jakie przynosi sprzedaż winogron jako owocu stołowego".
Drugą grupę stanowili zwolennicy uprawy hybryd zwanych wówczas "winoroślą francuską", warszawianie: dr Stanisław Bzura i inż. Zygmunt Jakimiak. Vitis vinifera nazywano przed wojną "winoroślą europejską". Najważniejszą jednak grupę dla dalszych i dzisiejszych losów polskiego winiarstwa tworzyli Podolanie: Głażewski, Lityński, Zarugiewicz i Madej - zwolennicy vinifery i produkcji wina gronowego, a nie uprawy odmian deserowych. Pod koniec lat trzydziestych ich poglądy zaczęły zdobywać coraz większą popularność.
Powszechnie uprawiana winorośl deserowa była przeszkodą nie tylko dla samej produkcji wina gronowego, ale przede wszystkim dla jego jakości. Panowało przeświadczenie, że na wino należy przeznaczać odpady, owoce zniszczone np. przez grad. Poza tym długo trzymane na krzakach grona odmian deserowych (chociaż stosowane były także "zielone zbiory") nie spełniały wymogów stawianych owocom na wino. Była jednak i druga strona medalu. Właśnie te około 20 proc. gron uszkodzonych można i należało wykorzystać do wyrobu wina. I chociaż, jak pisano w oficjalnym wydawnictwie święta winobrania, "cała hodowla jest u nas na razie nastawiona w kierunku produkcji winogron deserowych, natomiast wyrób wina jest raczej gałęzią poboczną", to zwolenników produkcji wina gronowego było na Podolu coraz więcej. Problemem stawała się jego jakość.
Zdawano sobie sprawę, że o jakości wina decyduje już sama uprawa. Na Podolu przeciętna gęstość nasadzeń wynosiła 4,5 tys. krzewów / ha (1,5x1,5 m), chociaż proponowano też ich zagęszczenie. W dyskusji, w której starli się Madej i Wartanowicz, zwracano uwagę na niekorzystne skutki głębokiej regulówki. Gintowt-Dziewałtowski proponował kompromisową "regulówkę kombinowaną". Tylko małe, amatorskie plantacje pozwalały sobie na winorośl nieszczepioną, albo z powodów finansowych były do tego po prostu zmuszone. Szkoła w Zaleszczykach upowszechniała winorośl szczepioną na amerykańskich podkładkach (3309 - 101 - 14 - Rip. Gloire - Portalis). Pod koniec lat trzydziestych coraz częściej zdawano sobie też sprawę z wagi wyznaczenia właściwego terminu zbiorów. Proponowano, aby określali go specjaliści z Podolsko-Pokuckiego Związku Posiadaczy Sadów.
Pochód winobraniowy Najwięcej emocji wzbudzały hybrydy. W 1929 r. w związku z nadprodukcją wina we Francji zaproponowano, aby na etykietkach umieszczać tam informację: "wino z hybrydów". W 1930 r. dekretem króla zakazano je sadzić w Rumunii. W 1932 r. Zarugiewicz stwierdzał, że "wszędzie tam, gdzie uprawa winorośli stanowi zamkniętą całość gospodarczą i gdzie ona w gospodarstwie krajowem odgrywa główną rolę, nawet gdyby to była produkcja win zwykłych nie doborowych, hybrydy nie mają żadnych podstaw istnienia. Hybrydy nigdy nie dadzą nawet namiastki win szlachetnych i żadna z dotychczasowych odmian nie zastąpi win zwykłych; a nawet przy dostatecznej ich odporności na grzybki, jakościowo stoją one daleko w tyle poza winami zwykłemi tak, że użycie ich w szerszym zakresie w gospodarce winiarskiej jest wykluczone". To stanowisko znalazło się też w wydanej w 1933 r. przez Zarząd Winnic i Szkółek Winorośli w Chmielowej książce Zarugiewicza i Głażewskiego Krótki podręcznik uprawy winorośli w Polsce. Zwolennikami Vitis vinifera były przede wszystkim osoby o międzynarodowym doświadczeniu winiarskim: Głażewski i Zarugiewicz oraz Madej.
Zwolennik hybryd i ich producent dr Stanisław Bzura ripostował w referacie wygłoszonym w 1935 r. na posiedzeniu Sekcji Pomologicznej Towarzystwa Ogrodniczego Warszawskiego: "Dziwnym wydaje się fakt, że wśród nielicznych posiadaczów winnic na południu Polski zagraniczna ujemna opinja o hybrydach tak łatwo znalazła posłuch. Tymczasem, oprócz szkółki winorośli w Zaleszczykach, która hodowała 6 odmian hybryd, żaden zakład ogrodniczy nie zadał sobie trudu badania i poznania nowszych odmian hybryd". Bzura przyznawał jednak, że sam ciągle swoje sadzonki okrywa na zimę. Faktem jest jednak, że hybrydy od Bzury sprowadzano, i to nawet na Podole. Na pytanie o możliwość uprawy winorośli w Jarosławiu redakcja "Przeglądu Ogrodniczego" kierowała zainteresowanego właśnie do Bzury. Obronę swojego stanowiska przedstawił on w wydanej w 1938 r. książce Winorośl i zastosowanie jej do przemysłowej hodowli w Polsce.
Z hybrydami wiąże się zagadnienie odmian. "Kwestia doboru odpowiednich odmian jest rzeczą zasadniczą i decydującą o powodzeniu czy niepowodzeniu uprawy winorośli na danem terenie" - mówił w swoim odczycie w 1935 r. Madej. Zwracał też uwagę, że pinot wymaga raczej północnych terenów, podobnie jak riesling. Lista odmian preferowanych do uprawy na Podolu w latach trzydziestych ewoluowała. W 1933 były to (wybór konsultowany z Głażewskim, Zarugiewiczem i Lityńskim): plavana, aligote, riesling, sauvignon, furmint, pinot franc i pinot blanc. W 1938 r. podczas zorganizowanej przez LIR w Zaleszczykach dwudniowej konferencji 13 i 14 czerwca inż. Ryszard Patorski z zaleszczyckiego Zakładu, opierając się na doświadczeniach Zarugiewicza, przedstawił propozycję doboru najlepszych dla Podola odmian przerobowych. Miałyby nimi być: fruhblauer burgunder, portugaise bleue, gruner sylvaner, weisser burgunder, grauer burgunder, blauer burgunder, neuburger, traminer weiss, reisling weiss. Patorski przyznawał, że w stosunku do wcześniejszej propozycji z 1935 r. nastąpiły na liście duże zmiany. "Przegląd Ogrodniczy" listę komentował następująco: "Jeżeli chodzi o odmiany winne, to przyznać należy, że własnych doświadczeń, które by pozwoliły na tworzenie odpowiedniego doboru, nie mamy. Stworzenie takiego, chociażby tymczasowego doboru było konieczne wobec wzrastających wciąż możliwości produkcji wina. Nie było zatem innego wyjścia, jak w pracy tej wzorować się na wynikach tych krajów winniczych, których klimat zbliżony jest do naszego (Czechosłowacja, Austria). Które odmiany z doboru u nas zostaną, przyszłość pokaże. Wiele jednak za tym przemawia, że niektóre z nich mają bardzo duże szanse pozostania w doborze na zawsze". Proponowana przez Patorskiego lista została uchwalona. Zofia Łosiowa w połowie lat trzydziestych tak krótko komentowała swoje odmianowe wybory: "Z winnych odmian w pierwszym rzędzie Riesling, z którego wyrobione wino w niczem smakiem reńskiemu nie ustępuje".
Z czasem coraz większą wagę przykładano do prawidłowego procesu winifikacji. Z 1,25 kg owoców otrzymywano przeciętnie 1 kg moszczu. Zaczęto zwracać uwagę na nieobciążanie krzewów nadmierną ilością owoców. Zalecano zaprawiać moszcz kulturą drożdży szlachetnej. Zwracano uwagę na kontrolę temperatury fermentacji, jej długość i terminy "odciągnięć" wina. Pierwsze powinno mieć miejsce w lutym, drugie i ostatnie w marcu.Winnica Zarugiewicza w Wiszniakowicach
We wspomnianym już odczycie Madeja z 1935 r. postawił on jeszcze jedno, coraz częstsze pytanie: co to jest wino? Nie było to tylko zagadnienie teoretyczne, ale przede wszystkim praktyczne. Przygotowywano przecież kryteria oceny winogron deserowych (12 lipca 1938 r. konferencja LIR przyjęła tymczasowe normy standaryzacyjne polskich winogron deserowych i premiowanie produkcji winogron) i ten sam proces czekał także winorośl przerobową i same wina. Dla Madeja było oczywiste, że wino jest wyłącznie rezultatem fermentacji świeżych winogron lub ich soku. Taka definicja była w wyraźnej opozycji wobec "win" owocowych i produkcji trunku z owoców uszkodzonych.
W 1933 r. lwowscy specjaliści dr Henryk Reubenbauer i inż. L. Szczepański opublikowali w "Czasopiśmie Towarzystwa Aptekarskiego" najbardziej kompetentną analizę polskiego wina tamtych lat. Korzystali z pomocy i doświadczeń Głażewskiego, Zarugiewicza i Lityńskiego. Analizowali trzy wina: "vin blanc" Głażewskiego oraz "vin blanc" i "vin rouge"ze Szkoły Ogrodniczej w Zaleszczykach, zapewne zrobione przez Zarugiewicza. "Smak i zapach wina odstałego jest bardzo dobry, zbliżony do smaku wina mozelskiego, gdy wino czerwone podobne jest raczej do wina austriackiego" pisali. Testowane wino białe z winnicy Głażewskiego miało 10,7° alkoholu, "barwę słomkową z odcieniem bursztynu. Woń przypomina Riesling. Smak wina mozelskiego". Wino białe z zaleszczyckiej Szkoły Ogrodniczej o 11,68° alkoholu miało "barwę słomkową. Woń podobną. Smak mniej kwaśny". Wino czerwone z tejże szkoły, 9,91° alkoholu miało "barwę bordeaux. Woń słabą. Smak wina austriackiego". Autorzy zastosowali kilkanaście kryteriów do analizy i oceny trunków wyodrębniając m.in. ilość kwasu wolnego, lotnego, nielotnego, fosforowego, wolnego kwasu winowego, wolnego siarkawego, garbnik, itp. Zwracali też uwagę na konieczność selekcji gron i osobnego sortowania zarażonych szlachetna pleśnią.
Wina podolskie były faktem, któremu trudno było już zaprzeczyć. Nawet dr Antoni Skowroński w swojej jednej z najważniejszych polskich książek, poświęconych głównie produkcji "win" owocowych, Polski przemysł winiarski z 1936 r., pisał: "Mamy bowiem odpowiednie warunki naturalne dla uzyskania dobrych odmian, a klimat i gleba mają większy wpływ na ilość i dobroć wina, aniżeli sama umiejętność produkcji i pielęgnacji". Cytat ten doskonale wprowadza nas w zagadnienie kluczowe - regionów winiarskich. W 1938 r. inż. Stanisław Zaliwski, późniejszy autor odmiany iza zaliwska, próbował określić kryteria wyodrębniające region i konieczność określenia jego granic. Podole spełniało wszystkie warunki stawiane winiarskiemu regionowi.

Unikalny dokument
Kondycję podolskiego winiarstwa w przeddzień II Wojny Światowej dobrze oddaje dokument przygotowany przez oficjalistę największej ówczesnej polskiej winnicy ordynacji w Wysuczce, zapewne dla uzyskania bankowego kredytu: "Pierwsza myśl wykorzystania słońca Podola i stworzenia dla Polski własnego wina powstała jeszcze w roku 1925. Właściciel ordynacji sprowadził wtedy sadzonki winorośli z Austrji, jednak na skutek nieumiejętności obejścia się z niemi zostały one zmarnowane.Winobranie na Podolu
W roku 1931 po należytym przygotowaniu stworzony został zaczątek winnic ordynacji. Myślą przewodnią ich była i jest: 1) Stworzenie polskiego wina, którego setki tysiące liter niepotrzebnie się sprowadza ze zagranicy ze szkoda dla bilansu płatniczego państwa. 2) Rozpowszechnienie tego najzdrowszego napoju między ludnością, choć w części podobnie do innych krajów jak Włochy, Francja, Austrja i inne, gdzie każdy najuboższy może pozwolić sobie na szklankę wina dziennie. 3) Danie zarobku ludności miejscowej gorzej może jeszcze niż inne dzielnice odczuwającej kryzys. 4) Stworzenie dla własnego majątku poważnego źródła dochodu z małego obszaru.
W roku 1931 zasadzono 1000 krzewów. W 1932 zasadzono pełnych 6 ha = 30.000 krzewów. W latach następnych sadzono sukcesywnie dalej, tak, że obecnie w roku 1938 znachodzi się na przestrzeni 28 ha około 130.000 krzewów. W przygotowaniu znajduje się dalsza przestrzeń 6 ha z ilością 30.000 krzewów, tak że rok 1939 osiągnięta zostanie przestrzeń 34 ha z ilością 160.000 krzewów. Są to cyfry nieosiągalne nigdzie w Europie. Odmianami prowadzonemi są: jako deserowe: 1) Chasselas doree, 2) Chasellas rose, 3) Chasselas Napoleon, 4) Perła z Csaby, 5) Ferdynand Lesseps, 6) Calabria, 7) Olivette, 8) Ottonel, 9) Hamburg, 10) Frankenthal, 11) Cinsault. Jako winne: 1) Risling, 2) Plawana, 3) Traminer, 4) Pinaud noir, 5) Pinaud blanc. W stadium prób znajdują się inne odmiany. Wszystkie powyższe odmiany są szczepione na podkładce winorośli amerykańskiej a to na jej rodzinach: Riparia X Rupestria 3309, Riparia X Rupestris 10114 i Riparia Portalis.
Sadzonki wysadzone są na odpowiedniej regulówce 150 x 150 cm. I prowadzone na dębowych palikach i poprzecznych żerdkach z własnych lasów. Robotami kolejnymi są: odkrycie na wiosnę, cięcie pędów, przywiązywanie, skrapianie cieczą bordowską, siarkowanie, usuwanie korzeni przybyszowych, wyłamywanie pędów bocznych, zbiór przykrycie na zimę i cały szereg drobniejszych zabiegów pielęgnacyjnych któremi każdy krzew winno traktować się indywidualnie, zależnie od jego potrzeb w danej chwili. Przez cały sezon przekopywanie, motyczenie i jeszcze mo-tyczenie w myśl przepowiedni jeszcze biblijnej, że w winnicy leży skarb lecz kopaniem za nim szukać należy.
Winnice utrzymują: kierownika, 4 stałych nadzorców, 80 robotników sezonowych, których letni zarobek wystarcza na utrzymanie całej rodziny, tak że z przestrzeni tej 34 ha żyje bezpośrednio 85 rodzin nie mówiąc o pośrednich zarobkach innych z całym przedsiębiorstwem w styczności będących.
Winobranie w Zaleszczykach Produkcja wynosi około 100.000 kg a w najbliższych latach powinna osiągnąć 160.000 kg. Z produkcji tej około 65% sprzedaje się jako owoc deserowy, a 35% przerabia się we własnej wytwórni na wino. Na to przerabia się przede wszystkim co jako druga sorta na deser się nie nadaje i wszystkie gatunki winne. Cały deser w roku bieżącym odchodzić będzie do Warszawy transportami wagonowymi w standartowych skrzynkach. Wino wyrabia się jako stołowe tańsze z odmian mieszanych, jako wino wytrawne z odmian wyłącznie burgundzkich białych i czerwonych oraz pochodne z wina stołowego wino Vermouth. Cena sprzedażna flaszki wina o pojemności 0,7 litra wynosi dzisiaj 2,50 zł, wina Vermouth 4 zł, wina wytrawnego nie ma jeszcze w handlu.
W łączności z winnicami stoją szkółki winorośli szczepionych i nieszczepionych, w których produkuje się rocznie około 30.000 sztuk szczepionych i 60.000 nieszczepionych. Cena sprzedaży pierwszych wynosi dzisiaj 35 gr, drugich 10 gr za sztukę. Do produkcji szczepionych służy własny matecznik winorośli amerykańskiej na przestrzeni 3 ha".

Spadkobiercy Podola
Mimo utraty Podola, trudno przecenić znaczenie i wpływ tamtejszych doświadczeń na rozwój, a może i charakter, polskiego współczesnego winiarstwa. Dwoma stworzonymi przez państwo zaraz po wojnie polskimi regionami winiarskimi: centralnym (Warka nad Pilicą) i zachodnim (Zielona Góra), zajmowali się przecież Podolanie: Stanisław Madej i Grzegorz Zarugiewicz. Jedynym powojennym Zakładem Winorośli Instytutu Skierniewickiego kierował kolejny kresowiak - Piotr Gintowt-Dziewałtowski. Doświadczenia Podola przejął i jeszcze przed wojną twórczo kontynuował Instytut Puławski, kierowany przez związanego z Zaleszczykami Lucjana Kaznowskiego. To właśnie w oparciu o Puławy, ze względu na doświadczenie podolskie, inż. Zygmunt Jakimiak postulował w 1947 r. powołanie osobnego, polskiego Instytutu Winiarskiego. W XX wieku nie doczekał się on jednak realizacji.

Wojciech Włodarczyk

Autor poza działalnością naukową i publicystyczną (nauczyciel akademicki, wykładowca historii sztuki, były poseł na Sejm I i III kadencji) jest także członkiem zarządu Polskiego Instytutu Winorośli i Wina. Prowadzi również własną winnicę. Zobacz tutaj. Inne artykuły Autora poświęcone historii polskiego wina znjdziesz tutaj i tutaj.



O "Bachusie kresowym" możesz przeczytać również tutaj.

Komentarze

michał - 2009-08-09 08:12:05
 
agrok - 2018-01-09 08:24:55