Wtorek, 12 Listopada, 2019     ostatnia aktualizacja 09-11-2019
 
Śliwowica łącka ciągle nielegalna
 
2008-09-15


W
chodzi w życie nowa ustawa zezwalająca na handel winem z przydomowej produkcji. Jednak zakup słynnej łąckiej śliwowicy z tegorocznych zbiorów nadal będzie nielegalny, bo przepisy pozwalają plantatorom sprzedawać tylko wino - pisze Gazeta Wyborcza Kraków.
Zakup łąckiej śliwowicy z tegorocznych zbiorów nadal będzie nielegalny. Władze Łącka są zasmucone decyzją rządu, bo starania o zalegalizowanie handlu śliwowicą wytwarzaną przez rolników nad Dunajcem trwają już drugą dekadę.
- Jak tylko nastała III Rzeczpospolita zaczęliśmy zabiegać o możliwość legalnej sprzedaży śliwowicy wytworzonej domową metodą - opowiada Franciszek Młynarczyk, wójt Łącka. Urzędnicy twierdzili jednak, że taki proceder niczym by się nie różnił od pędzenia i sprzedaży bimbru.
Przełom w myśleniu nastąpił przed dwoma laty. Ministerstwo rolnictwa zaproponowało, by alkoholu we własnych gospodarstwach nie mogli produkować wszyscy rolnicy. Mieli to robić tylko ci, którzy mają sady i produkują trunek tylko z własnych owoców.
Po dwóch latach prac ustawa zezwalająca na przydomową produkcję alkoholu została przyjęta przez rząd. W wakacje podpisał ją prezydent, właśnie weszła w życie.
- Ale nam ta ustawa nic nie dała. Zezwoliła na handel alkoholem własnej produkcji jedynie tym plantatorom, którzy uprawiają winorośle. Słowem w Polsce będzie już można legalnie sprzedać domowe wino, ale handel śliwowicą z Łącka ciągle będzie zabroniony - żali się wójt Młynarczyk. - Pytaliśmy w ministerstwie, dlaczego w nowej ustawie nie ma ani słowa o innych owocach niż tylko winogrona. Odpowiedziano nam, że z winogron produkuje się jedynie stosunkowo niskoprocentowy alkohol, a z innych owoców mogą powstać trunki silniejsze od wódki - mówi wójt.
Rolnicy z Łącka nie zgadzają się z taką argumentacją urzędników. Podkreślają, że w innych krajach Unii Europejskiej, m.in. na Słowacji i w Austrii - sadownicy nie mają takich obostrzeń. Wystarczy, że zawiozą owoce do regionalnej gorzelni - założonej przez nich samych i kontrolowanej przez lokalne władze - w której odbiorą butelki z trunkiem z własnych owoców. Później mogą je legalnie sprzedać.
- Niektórzy polscy sadownicy, nie mogąc doczekać się odpowiednich regulacji prawnych w Polsce, też wożą własne owoce do słowackich gorzelni i tam za niewielką opłatą przetwarzają je na nalewki - opowiada Franciszek Młynarczyk. - Dlatego mamy żal do ministerstwa, że znów nas pominęło przy opracowaniu nowej ustawy. Ale widać lobby winiarskie jest mocniejsze od naszego. Mam jednak nadzieję, że winiarze przetrą ścieżkę i już niedługo w Polsce będzie można legalnie kupić także domową śliwowicę z Łącka.(…)
Najlepsza śliwowica powstaje z węgierek. Śliwki zbiera się pod koniec września i na początku października. Prosto z sadu wędrują do dębowych beczek, gdzie co najmniej przez miesiąc fermentują. Nie wolno używać drożdży ani cukru. Taki półprodukt podgrzewa się, a parę skrapla. Po powtórzeniu tego procesu powstaje 70-procentowy alkohol. Trunek można produkować jedynie na własny użytek. Dopuszczalne jest obdarowywanie i częstowanie, ale handel ciągle zakazany.

źródło
: Gazeta Wyborcza Kraków
fot. M.K.

 

Komentarze

Mynia - 2008-12-27 20:56:08
 
lubiący wypić - 2009-08-11 11:39:09
 
antybimbrownik - 2009-09-20 15:44:27
 
lucyna - 2009-11-07 19:16:24
 
lucyna - 2009-11-07 19:24:48
 
stasek - 2009-11-13 15:12:36
 
STASIEK - 2011-04-14 11:55:27