Sobota, 20 Lipca, 2019     ostatnia aktualizacja 18-07-2019
 
Wino II Rzeczpospolitej (cz.II)
 
2008-06-26


„Burgundy” górą
W 1938 r. podczas zorganizowanej przez Lwowską Izbę Rolniczą konferencji w Zaleszczykach inż. Ryszard Patorski z miejscowego Zakładu, opierając się na doświadczeniach Zarugiewicza, przedstawił propozycję doboru najlepszych dla Podola odmian przerobowych. Miałyby nimi być: frühblauer burgunder, portugaise bleu, grüner sylvaner, weisser burgunder, grauer burgunder, blauer burgunder, neuburger, traminer weiss i riesling weiss. Według Ministerstwa Rolnictwa w 1937 r. na Podolu wyprodukowano 14 tys. l wina gronowego.
Założona w 1925 r. największa w całej międzywojennej historii polska winnica w Wysuczce (zamek w Wysuczce na zdjęciu obok) w 1939 r. miała 34 ha, 160 tys. krzewów i rodziła ponad 100 t owoców. 35 proc. uzyskanych gron przerabiała we własnej wytwórni na wino „stołowe tańsze z odmian mieszanych”, „wytrawne z odmian wyłącznie burgundzkich białych i czerwonych” oraz „pochodne z wina stołowego wino Vermouth”. Butelka wina stołowego z Wysuczki kosztowała 2,50 zł, Vermuth – 4 zł, wytrawne jeszcze dojrzewało. Do produkcji wina używano odmian: riesling, plawana, traminer, pinot noir i pinot blanc. Według danych z 1939 r. Wysuczka była jedną z dwóch w Polsce winnic i wytwórni produkujących wyłącznie wina gronowe. Właścicielem ordynacji Wysuczka był Cyryl Czarkowski-Golejewski.
Także na przeciwległym krańcu Polski wiele uwagi uprawie winorośli poświęcali Wielkopolska Izba Rolnicza i związani z nią specjaliści: inż. A. Kuryłło, Z. Makowski, J. Kosmol, a przede wszystkim naczelnik Wydziału Ogrodnictwa, A. Kurowski. Poza drobnymi przypałacowymi nasadzeniami dominowały tu winnice szklarniowe (Mikulskiego w Chwałkowie i Netzla w Szelągu). Zauważono jednak, że rosnąca w polu winorośl dobrze przetrzymała mroźną zimę 1929 r. Na początku lat trzydziestych większą plantację winorośli zamierzał założyć w swoim majątku w Grabowie Królewskim koło Wrześni ziemianin Wilkoszewski. W 1934 r. przystąpiono do wskrzeszania Winnic Kopanickich. Tuż przed wojną osiągnięto powierzchnię liczoną w dziesiątki hektarów. W Poznańskiem była też druga ważna dla polskiego winogrodnictwa szkoła prowadzona przez entuzjastę winorośli Józefa Marcińca – Szkoła Ogrodnicza w Koźminie. W 1934 r. oferowała do sprzedaży 5 odmian szklarniowych i 42 odmiany gruntowe, wśród nich słynne z hodowli Urbańskiego z Pleszewa: jadwiga, julianna i triumf. Jako najlepsze do uprawy w warunkach Wielkopolski specjaliści polecali: grüner sylwaner, traminer, grün riesling, blauer burgunder, blau schoenedel i właśnie odmiany Urbańskiego.

35 groszy za krzew
Również w Małopolsce w początkach lat trzydziestych nastąpiło wyraźne winogrodnicze ożywienie. Winnice powstały w Janowcu nad Wisłą, Kotuszowie koło Buska, Szydłowie. W większości założone zostały przez Madeja, który w 1935 r. rozbudował też 25-arową winnicę hrabiego Adama Dąmbskiego w Winiarach koło Warki. Planowano winnice w okolicach Jarosławia i na Lubelszczyźnie. Były też plantacje wokół Warszawy: w Miedzeszynie (założona przez Madeja), dwuhektarowa inż. Zygmunta Jakimiaka (sprzedawał swoje wino hurtem) i dr. Stanisława Bzury w Jabłonnie – ten ostatni posiadał też szkółkę.
Władze prowadziły wobec winiarzy niejednoznaczną politykę. Z jednej strony chwilowa obniżka akcyzy na wina gronowe spowodowała wzrost zainteresowania winnicami, z drugiej obowiązywały, tak jak dziś, nieżyciowe przepisy dotyczące kontroli samej winifikacji. Geringer bezskutecznie apelował: „Należy zatem zmienić te przepisy – i to jeszcze bieżącej jesieni [1934 r.] – w ten sposób, ażeby Minister Skarbu zezwolił właścicielom na wyrób wina systemem gospodarczym, jak to jest praktykowane np. we Francji, Austrii, Niemczech czy Rumunii i zwolnił ich od wszelkich obowiązków i ciężarów ciążących na wytwórniach przemysłowych”. Rozporządzenie Urzędu Rady Ministrów z 31 lipca 1936 r. pozwalało produkować wino na potrzeby własne tylko w ilości 100 l rocznie (łącznie z zapasami z lat poprzednich). Specjaliści oceniali, że koszt założenia 1 ha winnicy na Podolu wynosi ok. 3 tys. zł, a w Wielkopolsce – ok. 5 tys. zł. Nieszczepiona sadzonka kosztowała na Podolu 10 gr, szczepiona – 35 gr. Ponieważ w 1936 r. stwierdzono tu filokserę, praktycznie nie było wyboru. W Wielkopolsce, gdzie filoksery nie było, ceny sadzonek wahały się od 30 gr do ponad 1 zł. Prasa o pojemności 10 l kosztowała 44 zł. Wszystko to stwarzało bariery finansowe skutecznie eliminujące drobnych właścicieli. Władze zdecydowanie postawiły na rozwój dużych ziemiańskich winnic, uznając produkcję wina za poważną gałąź gospodarki o silnym propagandowym wydźwięku. Okólnik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z 7 sierpnia 1936 r. nakazywał obsadzenie wszystkich gmachów państwowych i samorządowych pnączami, szczególnie winoroślą. Miejską winnicę pod wareckim ratuszem wiosną 1939 r. zakładano w ramach walki z bezrobociem.

Mieszańce kontra vinifera
Wielostronna działalność dr. Bzury wprowadza nas w inne problemy nurtujące polskie środowisko winiarskie w drugiej połowie lat trzydziestych. Bzura był zwolennikiem krzyżówek odpornych na choroby i mróz. Pozytywne przykłady uprawy (np. plantacja w Nużewku pod Ciechanowem) nie przekonywały jednak ani Madeja, ani Zarugiewicza (chociaż w Zaleszczykach hodowano 6 krzyżówek), którzy mając na uwadze przede wszystkim jakość wina byli gorącymi zwolennikami uprawy Vitis vinifera. Problem jakości wina był jednak pod koniec lat trzydziestych zaledwie przeczuwany i młode polskie winiarstwo zmuszone do przetrwania w ówczesnych twardych regułach rynku nie traktowało go wówczas zbyt poważnie. Dylematy te w jakiś sposób określiły krótką historię powojennego, peerelowskiego winiarstwa.

Po wojnie
W wyniku II Wojny Światowej straciliśmy młode, dynamicznie rozwijające się Podole, a otrzymaliśmy co prawda z tradycjami, ale zanikające – Zielonogórskie. Areały polskich winnic przed 1939 r. i po 1945 r. były porównywalne. Wykorzystując znacjonalizowane majątki ziemskie i poniemieckie winnice, Centralny Zarząd Przemysłu Fermentacyjnego podjął w 1946 r. strategiczną decyzję o produkcji wina gronowego z własnych plantacji i znacznym rozszerzeniu upraw winorośli w Polsce. Decyzję tę potwierdzono na zjeździe Ministerstwa Przemysłu Rolnego i Spożywczego w Okocimiu w 1949 r. Wytypowano dwa rejony: zachodni i centralny i przeniesiono doń doświadczenia z Podola. W 1948 r. odebrano przyznane wcześniej repatriantom ze wschodu winnice zielonogórskie. W Zielonej Górze (w okresie największego rozkwitu było tu 42 ha winnic, ale o niskiej wydajności) działał Zarugiewicz, w rejonie centralnym – wokół Warki – Madej. Powstawały też winnice w PGR-ach: w Sadach koło Wrocławia (25 ha) i w Radowicach koło Sulechowa (15 ha, zniszczona całkowicie w zimie 1956 r.). Równolegle w Instytucie Sadownictwa w Skierniewicach powołano Zakład Winorośli (1951-1962) z własnymi winnicami w Antopolu koło Nałęczowa i Lipowej pod Opatowem, którym kierował kolejny Podolanin – Piotr Gintowt-Dziewałtowski. Opowiadał się on za mieszańcami, przede wszystkim za odmianą cascade.
Stanisław Madej szybko doprowadził do powiększenia nadpilickiej plantacji hrabiowskiej. Starano się też upowszechnić uprawę wśród okolicznych chłopów, przekazując nieodpłatnie sadzonki i zobowiązując do sprzedaży całość plonów świeżo stworzonej wytwórni win w Warce. Początkowo winnicami opiekował się przedwojenny ogrodnik majątku Adam Skuza, potem absolwent Instytutu w Płowdiw Sławomir Susik i Madej (nadzorował 25 ha). W 1954 r. wareckie winnice osiągnęły powierzchnię ponad 54 ha i były największymi w Polsce. W Zielonej Górze sadzono głównie traminer różowy, traminer biały, chrupkę złotą, chrupkę różową a w mniejszych ilościach pinot, portugalskie i sylvaner. Winnice wareckie obsadzono: perle von csaba, muskat königin der weingarten, muscat ottonel, muscat samur, portugieser, neuburger, aligote, pinot, cinsault, traminer, riesling, chasselas rosé, chasselas doré de fointenbleau, chasselas doré i muskat frau johann mathias.
W 1956 r. zebrano w Warce 40 ton winogron i urządzono pierwszy winobraniowy festyn. W Zielonej Górze urządzano je nieprzerwanie od 1945 r. Jednak wino gronowe z Warki nigdy nie znalazło się na sklepowych półkach, pojawił się natomiast owocowy Maślacz. Chociaż w podwareckich Winiarach winorośl dojrzewała kilka dni wcześniej niż na Podolu i dobrze zniosła suszę 1953 r. oraz ostre zimy 1954 i 1956 r., nie przetrzymała chorób. Uprawiane w systemie komunistycznej gospodarki winnice zaczęły przynosić straty. Przeprowadzone w latach 1957-60 badania opłacalności winnic wareckich wpłynęły na decyzję o likwidacji winnic w całej Polsce. Decydujące argumenty zawierał artykuł Jerzego Grochowskiego „Niektóre elementy kosztów produkcji winogron na przykładzie winnicy Mazowieckiej Wytwórni Win w Warce”, który ukazał się w VII tomie Prac Instytutu Sadowniczego z 1963 r. Jednocześnie zlikwidowano kierowany przez Dziewałtowskiego Zakład Winorośli. Jedyne w kraju Państwowe Gimnazjum Sadowniczo-Winiarskie w Zielonej Górze zamknięto po zaledwie pięciu latach istnienia jeszcze w 1952 r. Na placu boju pozostały „wina” owocowe i ich przemysłowe lobby. I marzenia o normalnej winiarskiej, III tym razem, Rzeczpospolitej.

© Wojciech Włodarczyk

Pierwszą część artykułu znajdziesz tutaj.

Autor poza działalnością naukową i publicystyczną jest także członkiem zarządu Polskiego Instytutu Winorośli i Wina. Prowadzi również własną winnicę. Zobacz tutaj.


 
 


Komentarze

Folky - 2008-06-30 15:47:44
 
piotrek - 2010-12-18 02:35:34