Wtorek, 20 Sierpnia, 2019     ostatnia aktualizacja 19-08-2019
 
James Halliday
 
2008-06-04

On ma taką twarz, że nie sposób mu nie wierzyć – powiedział podczas dyskusji o winiarskich krytykach jeden z moich przyjaciół - A poza tym facet działa na rynku niczym maszyna parowa. Kiedy on to wszystko jest w stanie zrobić?” - dziwił się znajomy. „Nic dodać nic ująć” – pomyślałem. 
James Halliday. Człowiek – orkiestra. Prawnik, winiarz, a w końcu dziennikarz i krytyk winiarski. Jowialna, przyjacielska twarz. Dobroduszny i wyrozumiały pan. Ale przecież krytykom nie wierzy się „na twarz”, ale za merytoryczne podejście do tematu i ugruntowaną wiedzę. A tę James również zapewnia. W jego opinie wierzy tysiące miłośników wina na całym świecie. Pewnie dlatego, że wino James Halliday poznał od każdej strony: jako winiarz i winogrodnik, sędzia w konkursach winiarskich i jako konsultant w sprawach wina, dziennikarz oraz autor poczytnych książek i przewodników winiarskich.
Halliday urodził się w 1938 roku. Jest bodaj najbardziej cenionym i opiniotwórczym krytykiem winiarskim w Australii. W rynek zaangażowany od ponad 35 lat. Swoją winiarską karierę zaczął, gdy już był tak naprawdę zaangażowanym partnerem pewnej dużej państwowej firmy prawniczej (pracował w niej w latach 1966-1988). Ale życie między paragrafami okazało się nie do końca satysfakcjonujące. W 1970 roku wraz z dwoma kolegami-prawnikami założył w Hunter Valley winiarnię Brokenwood. Jednocześnie uczył się wina, podróżował i pogłębiał wiedzę enologiczną - brał ostre szlify w robieniu wina we Francji, między innymi w burgundzkim Domaine Dując. To był moment gdy Halliday nabiera rozpędu. W 1983 roku przeprowadza się do Melbourne i dwa lata później wraz z żoną w Yarra Valley zakłada inna winiarnię - Coldstream Hills. W 1996 winiarnia ta zostaje wykupiona przez giganta Southcorp – przez następne 4 lata James był tam nadzorczym winemakerem, bezpośrednio odpowiadał wtedy za kilka win. Niebawem porzucił tę rolę pozostając jednak czynnym konsultantem przy produkcji win. Później uznał, że czas maksymalnie oddać się innym sprawom, które dawały mu frajdę – pisaniu o winie. Jako dziennikarz i pisarz nie ustawał w działaniu, powstało wiele książek i tysiące artykułów w prasie i magazynach.
Choćby po tym widać jaki z niego gigant pracy.
Od 1979 roku samodzielnie napisał lub był współautorem 45. książek o winie, łącznie z udziałem w tworzeniu takich wiekopomnych dzieł jak The Oxford Companion to Wine Jancis Robinson czy Larousse’a Encyclopedia of Wine. Od 1986 roku James regularnie recenzuje australijskie wina. Od 2000 roku noty te ukazują się w zwartej, książkowej formie jako James Halliday Annual Wine Companion. Działa wtu również również prężna strona internetowa.
Otrzymał wiele nagród, między innymi Wine Spectator Book of the Year (za książkę Wine Atlas of California) i World Food Media Awards (za Wine Atlas of Australia and New Zealand) a także za najlepszy multimedialny produkt lifestylowy (za James Halliday`s Interactive Wine Companion of Australia and New Zealand CD-ROM). Część jego książek przetłumaczona została na europejskie i azjatyckie języki (m. in. francuski, niemiecki, japoński, duński).
Otrzymał wiele zagranicznych nagród za działalność krytyczną (USA, Anglia) a w rodzimej Australii w 1995 roku otrzymał jedną z najbardziej prestiżowych nagród - Maurice O`Shea Award, za wybitny wkład w australijski przemysł winiarski.
Ale James nie osiada na laurach. Cały czas pisze dla australijskich gazet i magazynów. Jego ogromne doświadczenie degustatorskie wykorzystywane jest również podczas rozmaitych konkursów winiarskich. Jego kariera sędziowska zaczęła się w 1977 roku kiedy to dostał propozycje roli przewodniczącego jury w Victorian Victorian Wine Show. Później posypały się kolejne oferty: Sydney International Winemakers Competition, Adelaide Wine Show czy National Wine Show Canberra. Halliday sędziuje również za granicą - w Anglii, USA, RPA czy Nowej Zelandii.
Jak widać działa na wielu branżowych polach - ciągle zajęty, zaangażowany w coraz to nowe projekty. Nigdy nie ma czasu, by dobrze wypocząć. Jego entuzjastycznie uprawiany pracoholizm złamała w tym roku żona - Suzanne. Po prostu wykupiła „wczasy” i bilet, który wcisnęła Jamesowi do łapy. Nie miał wyjścia - pojechał. Do Indii. Cały australijski światek winiarski plotkował o tym przez długi czas. Ale ja osobiście wątpię, by tam wypoczywał.
Na pewno znalazł sobie jakąś robotę.
 

© tekst: Mariusz Kapczyński

fot: www.wine-business-international.com

Tekst pierwotnie ukazał się w Czasie Wina