Poniedziałek, 14 Października, 2019     ostatnia aktualizacja 06-10-2019
 
Nauczycielka franciacorty
 
2008-04-09

P
ojawiła się w Warszawie nagle, trzy lata temu. Miała ze sobą kilkanaście butelek franciacorty – najbardziej szlachetnego wina musującego Włoch. Otwierała je przed każdym, kto chciał słuchać o winiarzach spod Brescii, o podalpejskim jeziorze Iseo, o spumante, które w ciągu ostatniego półwiecza wdarło się przebojem na światową scenę winiarską. Dziś ma na swoim koncie wprowadzenie na polski rynek trzech znaczących producentów: Tenuta Bonomi, Majolini i Antica Fratta. Uczy Polaków pić franciacortę. Z Elżbietą Poletti rozmawia Tomasz Prange- Barczyński.
 

Tomasz Prange-Barczyński (Magazyn WINO): Jak znalazłaś się we Franciacorcie?

Elżbieta Poletti: To, że dziś mieszkam tuż obok Franciacorty jest spełnieniem moich marzeń. Włochy znam dobrze od dawna. Pracowałam kiedyś w Warszawie w przedstawicielstwie Fiata. W czasie jednej z wypraw do Italii trafiłam do Bergamo i... zauroczyłam się tym miastem. Pomyślałam, że to jedyne miejsce gdzie chciałabym kiedyś zamieszkać... No i tak się stało. Oczywiscie nie od razu. Nim tu zamieszkałam przeprowadzałam sie kilka razy, a Włochy nie były jedynym krajem, w którym żyłam. Niedaleko od Bergamo zaczyna się Franciacorta. Jeździłam tam w czasie weekendów, nad jezioro Iseo. Przywiozlam ze sobą żaglówkę z Polski i to było pierwsze miejsce gdzie ją zwodowałam.


Kto wprowadził Cię w świat tamtejszych win? Pamiętasz swoją pierwszą wizytę w którejś z regionalnych winiarni?

Mój mąż jest bardzo nietypowym Włochem. Nie tylko nie pije wina ale nawet nie dotyka butelki. Mieszkając we Włoszech, prowadząc duży i gościnny dom musiałam się szybko nauczyć najważniejszych rzeczy dotyczących wina. Zawsze lubiłam szampan, a we Franciacorcie, pod bokiemu znalazłam wino robione tą samą metodą. Wiedziałam, że producentów jest wielu, zaczęłam szukać, wybierać wina, które najbardziej mi smakowały. Kiedyś jeden z przyjaciół wiedząc, którą franciacortę lubię zawiózł mnie prosto do piwnicy producenta. Właściciel ugościł nas w dużej kuchni. Moją uwagę od razu przykuł masywny stół, na którym stały kieliszki do degustacji, talerze z parmezanem i salami. Drzwi otwierały się wprost na podwórko pełne kawałków drewna różnej wielkości i kształtów. Wkrótce dowiedziałam się, że trafiłam do winiarza o wielu zdolnościach i pasjach. Zamiłowanie do stolarki było jedną z nich. Podziwiałam zrobione przez niego meble i urządzenia w piwnicy, w której leżakowały butelki franciacorty. Nazywa się Giuseppe Facchetti i jest bardzo małym producentem. Nawet nie wiem, czy należy do konsorcjum.

Masz wielki szacunek do ludzi z regionu? To nie do końca tacy sami winiarze, jak w innych regionach Włoch. Jacy są?

Kiedyś pisałam o tym na łamach tego Magazynu Wino (nr 3/2006), właśnie o ludziach, których poznałam i którzy mnie zafascynowali. Ich specyficzny charakter, kreatywność, inteligencja – wszystko to przyniosło rezultaty, które znane są na całym świecie. Beretta, czy bliższy nam Lucchini... To przede wszystkim wielcy przedsiębiorcy tworzący ekonomiczną potęge Włoch. To są mieszkańcy Bresci. Tyle, że zamiast w domek z widokiem na morze zainwestowali w piwnice we Franciacorcie. Z widokiem na winnice. To na ogół przemysłowcy z winiarską pasją.

Największe osobowości regionu?

Oczywiście trzeba zacząć od Franco Zilianiego, który wraz z producentem Guido Berlucchim stworzyli pierwsze „bąbelki“ ponnad pół wieku temu. Za nimi poszli inni przedsiębiorcy inwestując w produkcję wina i udoskonalając jego jakość do dziśs. Pierwsze moje spotkanie z Zilianim było pełne emocji. Znam drobiazgowo historię tego, w ówczas, młodego, utalentowanego enologa, który z wielką odwagą zaproponował nieżyjącemu już dziś Berlucchiemu tak innowacyjne i ryzykowne przedsięwzięcie. Poznałam również jego rodzinę, do dziś całkowicie zaangażowaną w to, co reprezentuje Berlucchi. Nigdy nie zapomnę moich pierwszych spotkań z ludźmi, których znałam tylko ze słyszenia, z lektur, wreszcie z kieliszka... wszystkich tych, którzy przyczynili się do tego, czym jest dziś Franciacorta: Maurizio Zanella, Mattia Vezzola; czy tych których wina wprowadziłam do Polski: Ezio Maiolini, obecny prezes konsorcjum Franciacorty czy Marino Bonomi i jego rodzina, z którą jestem w przyjaźni.
Wymieniam tylko kilka nazwisk i muszę poprzestać na nich gdyż o każdym warto jest coś powiedzieć. A jest jeszcze cała lista osób, które cenię, szanuję, z którymi się przyjaźnię.

Jakie znaczenie ma dla Ciebie to, że franciacorta jako taka istnieje raptem niewiele ponad 50 lat.

Napawa mnie dużym optymizmem! W tak krótkim czasie powstało wino, którego jakość często dorównuje szampanom, a niekiedy je przewyższa. Tymczasem historai szampana sięga przecież XVII w. Mogę tylko porównać wielki skok jakości we Franciacorcie z tym, co się stało w ostatnich latach w Polsce.
 
Będąc we Franciacorcie mieliśmy poczucie, że właściciele winiarni i winiarze są z siebie dość zadowoleni. Mają ambitne plany na przyszłość, choćby takie jak zdwojenie produkcji w najbliższych latach. Nie masz czasem poczucia, że za dużo w tym marzeń, a za mało realizmu?

Myślę, że to wrażenie “zadowolenia z siebie” jest spowodowane satysfakcją, że udało się uzyskać coś cennego. Pieniądze zostały dobrze zainwestowane, a nie ot tak po prostu wydane. Te ambitne przedsięwzięcia wymagają silnego charakteru, wielkiej i wytrwałej pracy. Marzenia natomiast muszą być zawsze piękne i trudne do zrealizowania. Im wyższy cel, tym trudniejszy do osiągnięcia. Dużo się jednak robi aby marzenia te zrealizować choć w pewnym stopniu. Myślę, że np. Franco Ziliani przerósł swoje marzenia, więc wszystkiego można się we Franciacorcie spodziewać.

Mało który biznes we Franciacorcie opiera się wyłącznie na winie. Zwykle właściciele winiarni to prężni przedsiębiorcy działający na wielu różnych polach. Czy jest tak nadal, a może nowoczesne winiarstwo wymaga już pełnego zaangażowania?

To prawda i to całe szczęście, gdyż nowoczesne winiarstwo wymaga przede wszystkim nowoczesnego sprzętu, który jest bardzo kosztowny. Technologia to jednak nie wszystko, wymagana jest wysoka specjalizacja, fachowość, talent, doświadczenie i co za tym idzie, wielkie zaangażowanie. Winiarnie we Franciacorcie to nadal, w większości, przedsięwzięcia rodzinne, a więc zawsze przynajmniej jeden z członków rodziny nadzoruje bez przerwy całą produkcję.

Kiedy i dlaczego przyszło Ci do głowy, by pokazać franciacortę Polakom?

Kilka lat temu znalazlam się przypadkowo na dużej degustacji organizowanej przez jednego z większych importerów w Hotelu Sobieskim w Warszawie. Zauważyłam, że w Polsce nie ma wina, które towarzyszy mi przez ostatnie lata na codzień. Na rynku nie była nawet szerzej znana jego nazwa. Postanowiłam zainteresować franciacortą Polaków i muszę przyznać, że miałam wiele szczęścia. W ostatniej jesiennej degustacji tego samego importera uczestniczyłam już reprezentując jednego z producentów franciacorty. Byłam zachwycona wielkim zainteresowaniem ze strony publiczności.

Masz na swoim koncie wprowadzenie do Polski trzech różnych producentów franciacorty: Bonomi, Majolini i Antica Fratta. Skąd taki akurat wybór?

To po prostu jedne z moich ulubionych win! Oczywiście sugerowałam się również ważnymi cechami, takimi jak odpowiednia relacja jakości do ceny, różnorodność oferty poszczególnych producentów, ale i to, że robią wina w różnych częściach regionu, a to rzutuje na ostateczny charakter wina.

Czy Polska jest gotowa na franciacortę?

Ty jako Polak nie powinieneś mi zadawać tego pytania. Polska jest krajem bardzo szczególnym i w historii zawsze wykazywała odwagę i gotowość na wielkie rzeczy. Franciacorta to coś symbolicznego, czym mozna uczcić charakter Polaków. Dzięki niemu jesteśmy bowiem w Unii Europejskiej. Tak wielkie zmiany dokonane w rekordowym tempie można uczcić tylko najlepszymi “bąbelkami”. Myślę, że dynamiczny rozwój kraju stanie sie powodem stałej poprawy sytuacji ekonomicznej wielu Polaków, a franciacorta to wino, które nie tylko nadaje się na wyjątkowe okazje, ale również do lekkich obiadów czy przekąsek. Dobrze się pija ją samą, jest orzeźwiająca w letnie popołudnie... Jest nie tylko symbolem radości, ale dostarcza też po prostu wiele przyjemności.

Sprowadziłaś do nas nie tylko wino, ale i jego producentów. Wiem, że wizyta w Polsce państwa Bonomi była dla nich dużym zaskoczeniem...

Każdy z nas chce się zawsze podzielić tym, co dla niego cenne. Cieszę się ogromnie, że udało mi się sprowadzić do Polski franciacortę, ale tak naprawdę sprawia mi jeszcze większa radość, że mogę Polskęe “wprowadzić” do Włoch. Państwo Bonomi byli w naszym kraju po raz pierwszy, widziałam i odczułam ich szczere zaskoczenie i podziw dla Polski jakie towarzyszyły im podczas tego pobytu. Tymczasem we Włoszech patrzy się na nasz kraj ciągle trochę przez pryzmat dawnej komunistycznej biedy, no i Papieża. Chciałabym, aby wreszcie zobaczono, że to kraj dynamiczny, pełen ambitnych i wykształconych ludzi, którzy próbują stworzyć Polsce godne miejsce w Unii Europejskiej.

Plany na przyszłość, kolejni producenci, a może festiwal franciacorty nad Wisłą?

Na pewno kolejni producenci, ale tylko ci tworzący wino najwyższej jakości, które podbije serca i podniebienia Polaków kochających wino. “Festiwal nad Wisłą”? Już mamy tytuł! To moje marzenie, którym muszę zainteresować większą liczbę winiarzy z Franciacorty.

Wiem, że opróćz Bergamo i okolic kochasz Elbę, masz tam dom... Czy odważyłabyś się zaproponować Polakom wino z także i stamtąd – kolejnej w naszym kraju terra incognita?

Nie powiedziałabym terra incognita. Na Elbie spotykam wielu Polaków, także znanych aktorów, czy sportowców. W Porto Azzurro uczestniczą w zawodach nasi najlepsi żeglarze. Elba jest dla mnie wyspą (niestety, nie bezludną), na której odnajduję spokój. Tylko tam mogę ładować akumulatory. Myślę jednak, że nie mogłabym pokochać tak bardzo Elby, gdyby nie było na niej winnic. Mój dom leży w najstarszej cześci Porto Azzurro, z widokiem na port, z drugiej strony na góry, u podnuża których rozpościerają się winnice. Blisko stąd do kościółka Madonna di Montserrat, gdzie Maria Walewska po raz ostatni spotkała się z Napoleonem. Urzeka mnie to miejsce, nie tylko piękny widok na morze ale i jego szczególna atmosfera, jakaś tajemnicza. Do tego wierzchołki szczytów spowite lekką mgłą, stada kóz na zboczach... A wina z Elby? Na pewno przyjdzie na nie czas.


Wywiad pierwotnie ukazał się w Magazynie Wino.


Tomasz Prange-Barczyński - dziennikarz i krytyk winiarski, redaktor naczelny "Magazynu Wino". Prowadzi winiarski blog na stronach tygodnika "Wprost".