Sobota, 23 Października, 2021     ostatnia aktualizacja 20-10-2021
 
Na koń, Grzymało!
 
2021-10-06

Wrzesień to pora przejścia, nowego przesilenia. Noc zaczyna powoli równać się z dniem, ciało bratać z kurtką, wino domowe (chyba już nie da się nie mówić inaczej niż house wine) ustępować powoli winom z butelki, im bliżej zimy, tym bardziej „poważnych”. Wygnani z naszego winiarskiego miejskiego raju na wakacje – w moim przypadku późne - zaczynamy marzyć o powrocie do naszej piwnicy i układać sobie w głowie plan jesiennych degustacji.
Zaraz po powrocie - myślę sobie na przykład - otworzę jurajskiego utlenionego savagnin z Domaine des Marnes Blanches, i powrócę natychmiast do trzech jeszcze nieotworzonych win Veroniki Ortegi, w której zakochaliśmy się wraz z Markiem Kondratem, tworząc klasyczny trójkąt (a z naszymi żonami to pięciokąt), i której kilka win Marek - człowiek odporny na zazdrość - szczodrze mi podarował. No i zacznę poszukiwać jeszcze jednego wina, które Marek mi sprezentował, nie mówiąc tajemniczo nic. Fantastyczne, niskoprocentowe (12%!), wdzięczniejsze od stu milionów róż, od cienia dojrzewających dziewcząt i chłopców i lepiej grające w ustach niż Led Zeppelin (by nie wspomnieć o Wandzie i Bandzie). Zarażony przez przyjaciela i zachwycony wspólnotą gustów, marzę więc wrześniowo, obsesyjnie i wybiórczo o Grimalt Caballero 2018 (wcześniejszy rocznik miał 14%) z odmian balearskich: callet (90 %) i fogoneu, i powstałego w posiadłości 4 Kilos Vinícola.

Wino Grimalt Caballero z winiarni 4 Kilos Vinícola

Wielkie to szczęście odkrywać rzeczy nowe, nie, nie nowe, bo nowość niczego nie gwarantuje; rzeczy zatem nieznane i porywające w świecie, który, w wyniku tyluletniego degustowania, zbyt często wydaje się przewidywalny i dla naszego zblazowanego smaku rutyniarski. Niestety wino jest słabo dostępne i drogie - blisko 60 euro w samej Hiszpanii  - co dobrze określa przepaść między latem z litrami wine house i jesienią z kieliszkiem wybrańca.
Ale oddajmy wine house to, co domowe. Jeśli smak Grimalt Caballero zabiorę ze sobą w lepszy świat, to do torby zmysłowej zmieści się też kilka karafkowych posługaczy. I to na wierzchu. Bo przecież parę z nich pamiętam równie dobrze, co kilkanaście burgundów i nawet jedno bordeaux. Tamto syrah w knajpie w wiosce Ampuis, smaczniejsze niż degustowane chwilę wcześniej wina samego wielkiego (jak wszyscy twierdzą) Guigala; na pytanie, skąd to cudo, gospodyni knajpki odrzekła: nie powiem. Potem dodała: z podwórka obok. Tamto różowe na malutkiej wyspie jońskiej Kalamos, po które szef tawerny jeździł, tracąc dwa dni, na kontynent. Tamten mavrud (chyba mavrud; nie chciano powiedzieć) w Wielkim Tyrnowie, w gospodzie z ogromną kartą najlepszych win bułgarskich; patron tylko machnął ręką, gdy zamówiłem te najbardziej znane i przyniósł swoje, robione w ogródku - fantastyczne. Tamta corvina w Weronie: spytałem naczelnego kelnera, skąd mają takie cudo. Nie powiem, odrzekł i się ulotnił.
Wszystkie te wine są bezimienne i jako no name nie przejdą do żadnych przewodników. Mormoni w Salt Lake City umyślili sobie, że spiszą po nazwiskach wszystkich ludzi na ziemi, aby po nazwiskach przenieść ich w nieśmiertelność; mormoni w Mieście Wina nie mogliby tych anonimów zbawić.
Trochę szkoda, imiona i nazwiska bywają piękne. Kiedyś na cmentarzyku we włoskiej mieścinie zauważyłem grób pana, który zwał się (i szczęśliwie żył długo) Eros Samaritani. Miał chyba co w życiu robić. Imiona i nazwiska nie tylko bywają fajne, niekiedy decydujące. Veronica Ortega brzmi na tyle świetnie, że od razu chce się kupić i pić jej wina. Ale gdyby wina te kryły się pod nazwiskiem Zofia Grzyb albo Paloma Blanca, mniej by pociągały.
Grimalt Cabellero jako dźwięk ogromnie mi się podoba, do tego stopnia, że chciałbym przetłumaczyć to na polski. „Na koń, Grzymało”, to najlepsze, co mi przychodzi do głowy. Przepraszam i się wycofuję. W istocie chodzi o dwóch panów: Francesc Grimalt jest winiarzem i enologiem (wcześniej pracował dla najbardziej znanej posiadłości na Majorce -Anima Negra). Sergio Caballero jest barcelońskim muzykiem.  Grona pochodzą z dwóch winnic ze starymi, czterdziesto- i pięćdziesięcioletnimi krzewami; zwą się też ładnie Viňa Petita i Viňa Ermassos.  Jedyna przykra wiadomość jest taka, że Marek i ja jesteśmy starsi od tych starych krzewów. Ale przy kieliszku Grimalt Caballero życie dopiero się zaczyna. Konia z Grzymałą temu, kto zaprzeczy!


Marek Bieńczyk

Marek Bieńczyk - pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.