Poniedziałek, 20 Września, 2021     ostatnia aktualizacja 17-09-2021
 
A to serce właśnie
 
2021-08-30

Ze zdrowiem są same kłopoty, nie tylko wtedy, gdy, jak pisał w słynnym wersie Kochanowski, „się zepsuje”. Również wtedy, gdy próbujemy zachować je jak najdłużej i całą parę ładujemy w gwizdek różnych cudownych diet czy suplementów. Co tu wybrać, w którą stronę się skierować, każdy portal internetowy coś radzi, czegoś odradza, a wszystko ozdabia sensacyjnymi tytułami typu „jedz to codziennie, a będziesz żył wiecznie”, „jak zjesz to trzy razy w tygodniu, rak pewny”. Trzeba się naklikać, żeby zobaczyć o co chodzi, najczęściej chodzi o brokuły na tak i wieprzowinę na nie. Ale każdy dzień przynosi nowe/stare rewelacje.
Dla naszej miłej winomańskiej zbiorowości sprawy wyglądać miały jakby lepiej; mogliśmy się czuć jak sekta wybrana. Wraz z odkryciem „francuskiego paradoksu” w latach 80. zeszłego stulecia dostaliśmy piękne alibi, nieraz niecnie przez nas wykorzystywane: każdy dodatkowy i może zbędny już kieliszek po wypiciu normy (czymkolwiek w każdym indywidualnym wypadku by była) mogliśmy usprawiedliwić troską o nasze zdrowie.


(fot. M. Kap©zyński)

Później sprawy się nieco pokomplikowały, do gry wkroczyły instytuty zajmujące się szerzeniem całkowitej trzeźwości i totalnego abstynenctwa, i uruchomiły szereg badań, które zaczęły twierdzić, że nawet kropla alkoholu – wino czy nie wino, bez różnicy - dziennie zamieni nas ekspresowo w widmo i jak w banku skróci nas cenny żywot. Dzisiaj higieniści mają dobre dni i więcej ich słychać niż obrońców kieliszka do obiadu. Przed chwilą otworzyłem stronę dużej gazety i znowu to samo: naukowcy z Anglii i Japonii doszli po badaniach iluś tam konsumentów do wniosku, że każdy łyk zwiększa ryzyko raka przełyku i gardła w przypadku mężczyzn, oraz piersi w przypadku kobiet.  
Doświadczenie życiowe w materii i duchu uczy, że niczego na 100% nie ma, więc wszelkie twierdzenia absolutne („każdy”, „bez wyjątku”) nie zgadzają się z wiedzą o istnieniu nabywaną przez ludzkość przez ileś tam tysięcy lat. Gra w dobre i złe nigdy, w żadnej domenie, więc i w domenie ciała, nie jest jednoznaczna, szczaw jest dobry dla cukrzyków, ale kiepski dla nerek, kawa to dobra profilaktyka wobec choroby Parkinsona, ale żołądek nią się aż tak nie cieszy itd., itp. Nie sądzę przeto, by dało się wymyślić coś lepszego niż starogrecki ideał (przez Greków nie zawsze przestrzegany): wszystkiego po trochu, z umiarkowaniem.
Dla serca – bez względu na przełyk, piersi czy gardło- wino jest dobre, koniec kropka. Tak uczy profesor kardiolog Władysław Sinkiewicz i ja mu ufam. Podnoszę kieliszek do ust i czuję, że serce mi sprzyja i pika radośnie. Kilka lat temu wydał książkę w ten sposób właśnie zatytułowaną, „Wino jest dobre dla serca”. Było to pierwsze zakrojone na taką naukową skalę opracowanie z domeny, którą zaczynamy nazywać enokardiologią. Pisałem już o książce Profesora w swoim czasie, lecz wracam do tematu, gdyż pod koniec 2020 roku ukazało się jej drugie wydanie, zatytułowane jeszcze odważniej „Wino jest zdrowe”.
Drugie wydanie jest zresztą niezbyt precyzyjnym określeniem; w istocie mamy do czynienia z publikacją na tyle wzbogaconą i pogłębioną, że można mówić o  nowej książce. Pojawia się też drugi autor, doktor Małgorzata Chudzińska, której zawdzięczamy między innymi naukowe rozważania dietetyczne.
Przez kilka lat dzielących oba wydania przybyło wiedzy i badań prowadzonych przez enokardiologów na całym świecie; książka została istotnie wzbogacona o nowe ustalenia, które czynią z niej unikatowe kompendium na naszym rynku. Po alarmistycznych lekturach higienistów przynoszą winomanom (powtórzę: wiedzącym, co to umiarkowanie – w tym względzie Profesor jest surowy) niemałe pocieszenie. I to nie tylko już tym zatroskanym o własny układ krążenia. Kwestie kardiologiczne są oczywiście opisane najszerzej, gdyż to korelacja wino-serce jest najmocniejsza, gdy mowa o zdrowotnych właściwościach wina. Ale też oddzielne rozdziały zostały poświęcone w całości schorzeniom  - i możliwym zastosowaniem wina jako panaceum na nie - neurologicznym i psychiatrycznym, okulistycznym i schorzeniom układu pokarmowego. Te rozdziały są również novum w polskim piśmiennictwie okołowiniarskim i rozszerzają przestrzeń dla dobroczynnego działania wina.  
Książka pisana jest z myślą o tych, co o winie coś wiedzą i dla tych, którzy wiedzą bardzo niewiele.
Choć to rzecz naukowa, styl jest przystępny; sam byłem chemicznym nieukiem i ciapą, ale z przyjemnością wczytuję się w liczne tabelki i wykresy; nawet jeśli nie wszystko z nich rozumiem (ale pochwalę się: o wiele więcej, niż by sądziła moja nauczycielka chemii zwana Anionem), to są dla mnie niczym obrazy powieszone w muzeum mojej wyobraźni: chętnie na nie patrzę, by utwierdzić własny wybór.
Za miesiąc napiszę o pewnej niesamowitej degustacji sprzed paru dni. Na początek – jako trzęsienie ziemi - podano Bollinger RD 2002 z wielkiego dla szampanów rocznika. Jeden kieliszek piłem ze dwadzieścia minut. Wino jest dobre, pomyślałem. Pańskie zdrowie, Profesorze! I Wasze zdrowie, do księgarni marsz!

PS.
Pamiętacie „Wesele” Wyspiańskiego? Tę słynną scenę? Właśnie ją sobie odświeżyłem:

Poeta:
Po całym świecie możesz, panno młoda,
szukać wina
i go nie najdziecie

Panna Młoda:
To może i szukać szkoda

Poeta:
A jest taka jedna klatka -
O, niech Jagusia przymknie ręce
pod pierś

Panna Młoda:

To zakładka gorseta –
zeszyta trochę za ciaśnie

Poeta:

A tam puka?

Panna Młoda:
I cóż za tako nauka?
Serce -!- ?

Poeta:
A to wino właśnie!


Marek Bieńczyk

Marek Bieńczyk - pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.