Sobota, 07 Grudnia, 2019     ostatnia aktualizacja 01-12-2019
 
Polska dzielnicowa
 
2008-03-03
 

Mariusz Kapczyński: Trwają przygotowania do kolejnego, trzeciego Konwentu Polskich Winiarzy. Mamy już za sobą dwa takie konwentowe spotkania.  Jak Pan ocenia te wydarzenia?

Marek Jarosz: Bardzo dobrze. Znacząco wzrasta ilość uczestników konwentu. W porównaniu z pierwszym konwentem, na drugie spotkanie do Zielonej Góry przyjechało niemal dwa razy więcej chętnych. To, co podnosi na duchu to także jakość zaprezentowanych win. O ile na pierwszym konwencie komisja używać musiała wielu eufemizmów i oględnych określeń by nie urazić początkujących winiarzy, o tyle w Zielonej Górze pojawiło się wiele win zasługujących na prawdziwe uznanie. Warto jednak zaznaczyć że w spotkaniach naszych nie chodzi o krytykowanie- bo na obiektywne oceny przyjdzie jeszcze czas, ale o znalezienie porady, rozwiązywanie problemów, porozumienia i wzajemnych korzyści jakie płyną ze wspólnego debatowania przy winie. Cieszy mnie – i to chcę szczególnie podkreślić – wspaniała integracja środowiska. To wszak jedno z zamierzeń naszego Instytutu, żeby ludzie się poznawali i sobie pomagali. Trzeba uniknąć sytuacji, gdzie jeszcze nie ma wina a już powstają dziesiątki winiarskich stowarzyszeń albo nie ma winnic a projektuje się winiarskie ścieżki…Ale wracając do Konwentu - trzeba zaznaczyć, że wszystkich uczestników urzekła na pewno sama Zielona Góra – piękne miejsce, ze wspaniałymi winiarskimi tradycjami. Pomysł, by tutaj zorganizować druga edycję Konwentu był znakomity.
 
Polski Instytut Winorośli i Wina powstał w 2003 roku. Co przez te lata udało się zrobić, jakie są najbliższe plany?

Konsekwentnie realizujemy cele statutowe i zadania szkoleniowe. To są zadania na całe lata. Chcemy wykształcić wszystkich chętnych uprawie winorośli, temu służą programy Małopolskie Winnice i Podkarpackie Winnice. Standardowo prowadzimy także szkolenia na zlecenie Centralnego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Brwinowie, które otrzymało europejski grant na tego typu szkolenia. Program nosi nazwę „Alternatywne kierunki produkcji roślinnej” i uwzględnia uprawę winorośli. To akcja zakrojona na całą Polskę, ale szkolenia są niestety jednodniowe. Poza tym, w działalność Instytutu wpisane są działania lobbingowe i uregulowanie ustaw okołowiniarskich . I to właśnie kwestia tych ustaw spędza wszystkim sen z powiek, zabiera nam przy tym dużo czasu - zamiast szkolić ludzi większość energii musimy poświęcać na zajmowanie się rzeczami fundamentalnymi. Ale w tym roku mam nadzieję uda się sprawy definitywnie domknąć. Wszyscy na to czekają.

Czy mógłby Pan krótko przybliżyć projekty Podkarpackich i Małopolskich Winnic?

Autorami projektu Podkarpackich Winnic jest Wojtek Bosak i Roman Myśliwiec. Ten pomysł propagowania wiedzy enologicznej i restrukturyzacji małych gospodarstw rolnych udało się przeszczepić - Małopolska Agencja Rozwoju Regionalnego zainteresowała się nim. Oczekiwaliśmy 30 chętnych uczestników a do wzięcia udziału w programie zgłosiło się 180! Postawiliśmy wymóg formalny – zagospodarowanie 10 arów pod winorośl w przeciągu najbliższych 3 lat. Obydwa projekty zakładają dwa podstawowe etapy: szkolenia teoretyczne i praktyczne - odwiedzaliśmy węgierskie winnice a także jedną z najstarszych szkół winiarskich Silberberg w Styrii i w Klosterneuburgu koło Wiednia. Tam odbyły się intensywne, tygodniowe szkolenia. Jako Instytut staramy się monitorować późniejszą winiarską działalność naszych słuchaczy. Projekt Małopolskie Winnice zasługuje na  rozszerzenie. Winiarstwo powinno być również naszym zdaniem wpisane na trwałe w strategię rozwoju regionów które się do tego nadają- zwłaszcza Małopolski. Naprawdę mamy tu gdzie robić wino.

Chętnych do zakładania winnic nie brakuje, ale wielu zniechęcają przepisy, Ustawa winiarska to największa bolączka. Jaki jest aktualny stan tej sprawy?

Jak do tej pory największą przeszkodą hamującą rozwój naszego winiarstwa była ustawa akcyzowa. Mam nadzieję że ostatni projekt rządowy który zakłada zwolnienie małych producentów wina z absurdalnych wymogów składu podatkowego zostanie szybko uchwalony przez Sejm. Jako następny krok marzy mi się po prostu dobra ustawa winiarska. Proszę pamiętać, że Polska tak naprawdę do tej pory jej jeszcze nie posiada. Chodzi mi tu o porządną, osobną regulację prawną dotyczącej robienia wina a nie mizernych paru artykułów ukrytych w gąszczu przepisów ustawy dotyczącej napojów z winem nie mających nic wspólnego.  Potrzebujemy czegoś prostego, zwięzłego i konkretnego w treści, będącego bardziej poradnikiem niż suchym wyliczeniem przepisów. Dobrym wzorcem mogłaby być tutaj Anglia. No ale ... pomarzyć można. Z kluczowych regulacji prawnych brakuje nam jeszcze ustawy o oznaczeniach geograficznych. Prace nad nią są już właściwie na ukończeniu- i tu znowu mamy następna sytuację „za włosy”: ministerstwo nie zgłasza ustawy do prac legislacyjnych bo nie ma producentów, producentów nie ma bo m.in. nie ma ustawy itd, kompletny absurd. Nie rozumiem dlaczego ustawy nie mogą być już przygotowane i odpowiadać na społeczne zapotrzebowanie?
Z innych prac: mamy przygotowany projekt poselski ustawy z 15 maja zeszłego roku, który reguluje wiele spraw, poprawia dotychczasowe błędy i uchyla przepisy nie mające nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem, przepisy, których autorzy zapomnieli, że dotyczyć mają małego gospodarstwa rolnego a nie fabryki wina… Nie jest łatwo. Wielość instytucji, które stają na drodze chcącego handlować winem winiarza przyprawia o zawrót głowy. Jeśli chodzi o działalność urzędów celnych czy skarbowych można mówić o swoistej „Polsce dzielnicowej”. Każde „księstwo” interpretuje przepisy jak chce, nierzadko sprzecznie. Urzędnicy nie znają prawa, nie ma procedur dotyczących produkcji wina więc wybierają drogę dla nich najłatwiejszą – mnożą i gmatwają wymogi a w konsekwencji utrudniają przyszłym winiarzom życie i zniechęcają ich. Kto oprze swoją działalność od której ma zależeć los własny i rodziny na takich zasadach gdzie w każdej chwili można zostać zniszczonym z powodu niewiedzy lub złej woli urzędników? Starałem się kiedyś policzyć instytucje mające prawo kontrolować działalność winiarską, z wszystkimi uprawnieniami – z nakładaniem kar oraz zakazywaniem działalności włącznie. Spasowałem przy 6-ciu...

Czas przed naszym wstąpieniu do UE został zmarnowany na formalne przepychanki i bezsensowne działania (lub ich brak) naszych ministerstw. A na przykład Czesi bardzo dobrze wykorzystali ten moment - znieśli akcyzę, rozpoczęli nasadzenia, odświeżyli jakoś tę gałąź przemysłu. U nas Ministerstwo Finansów i – co szczególnie dziwi – Ministerstwo Rolnictwa, zachowują się tak, jakby  nie widziały tu żadnej szansy i nie traktują sprawy priorytetowo. Nie udało mi się do tej pory poznać żadnego Ministra Rolnictwa który miałby chociaż blade pojęcie o tym czym jak ważną dziedziną działalności państwa może być winiarstwo. Inna sprawa że ministrowie zmieniają się z szybkością meteorytu i straciłem rachubę ilu ich już było od czasu kiedy zaczęliśmy działalność tak więc w istocie w sprawie wina nie ma z kim rozmawiać. A przecież winiarstwo to atrakcyjna metoda restrukturyzacji rolnictwa. Zawsze próbuję sobie wyobrazić co by było gdyby w takich krajach jak jaką Niemcy, Włochy, Francja czy Hiszpania zlikwidowano nagle winiarstwo -prostą metodą- przez wprowadzenie obecnego polskiego ustawodawstwa. Prawdopodobnie zbankrutowały by w ciągu pół roku. A my dajemy sobie świetnie radę już przez ponad pół wieku?. Tylko nie jest to powód do optymizmu

A czas goni

No właśnie. Mamy czas przypuszczalnie do 2012 roku ale może się okazać że jest go znacznie mniej. Staramy się wskoczyć do pospiesznego pociągu winiarskiego i możemy sie przy tym mocno połamać, dlatego trzeba to zrobić rozważnie i ostrożnie. Możemy dojechać do bardzo pięknej stacji, ale proszę pamiętać, że nie wszystkim pasażerom nasze towarzystwo jest na rękę. Dopóki jesteśmy mikroskopijnym producentem wina wszystko jest OK. Ale wśród wielu krajów winiarskich nikt nie chce byśmy jak najwięcej winorośli sadzili i jak najwięcej własnego wina produkowali. Proszę pamiętać o panujących w świecie nadwyżkach produkcji wina – trzeba przecież gdzieś je sprzedać. Nie chcę tu uprawiać spiskowej teorii dziejów, ale czasem sytuacja wygląda tak, jakby wielu instytucjom blokowanie ustawy winiarskiej było bardzo na rękę... Jest i inna sprawa – o tym też trzeba otwarcie powiedzieć - pojawiają się u nas zachodni inwestorzy, którzy dysponują lepszymi możliwościami finansowymi niż Polacy. Nie jest chyba też tajemnicą, że największe polskie winiarskie przedsięwzięcia wspierane są przez zachodni kapitał. Mam również sygnały o planach zakupu dużych areałów pod winnice przez zachodnich inwestorów. Na tym tle stawianie wszelkich możliwych formalnych przeszkód rolnikom z ich skromnymi przecież przedsięwzięciami, zakrawa na ironię.

Polskiego piekiełka ciąg dalszy...

Niestety tak. Osobliwych „kwiatków” jest wiele. Dam przykład: zalecane u nas środki ochrony winorośli są obecnie mało skuteczne. Gdybym w swojej winnicy chciał zastosować nowoczesne i skuteczne środki zakupione u naszych sąsiadów zostałbym za to ukarany, gdyż nie są one zarejestrowane w Polsce. Wątpliwa wesołość tej sytuacji polega na tym, że kiedy zastosuję się do polskich zaleceń to w niczym mi one nie pomogą, bo do profesjonalnej walki z chorobami winorośli się już nie nadają. Jaką mam alternatywę? Albo użycie nielegalnych albo nieskutecznych środków... I znowu drepczemy w miejscu i nie chcemy skorzystać ze sprawdzonych wzorców. W takich paradoksach siedzimy po uszy i wygląda, że chyba trzeba samemu za włosy się z nich wyciągnąć.

Jak w meandrach tej winiarskiej materii orientują się ludzie wchodzący w branżę, czy znają się na rzeczy?

Dla kompetentnego rolnika-sadownika samo winogrodnictwo jest stosunkowo proste i łatwe do opanowania. Oprócz powyższych kłopotów, problemem jest tu jednak brak znajomości win, brak właściwego punktu odniesienia. Co poradzić, gdy gust kształtują zrobione przez nich wcześniej na drożdżach piekarskich, przypadkowe, „podgotowane” wina? Niestety, na nasze nieszczęście zasmakowały one wszystkim u cioci na imieninach i dały bodziec do dalszych produkcji… Jednak winiarz nie może być chłopkiem-roztropkiem, musi być wykształcony, wiedzieć co znaczy dobre wino. Chodzi o to, by potrafił zrobić wino autorskie, którego etykieta będzie niejako autografem winnicy. Ale póki co ambitni winiarze rzucają się na odmiany skrajnie trudne, sadzą co się da, a brak placówek które mogłyby tu doradzać pogłębia problem. Nierzadko winnice powstają w oparciu o porady rozmaitych internetowych mędrków. Kto z nich zdaje sobie sprawę, że na rzetelne sprawdzenie winorośli w danych warunkach potrzeba minimum kilkanaście lat? I że trzeba tu wyjątkowego wyważenia, mierzenia sił na zamiary.
 
Cały czas weryfikujemy odmiany najlepsze dla Polski…

Oczywiście, proszę zwrócić uwagę na charakterystyczną rzecz – co w tej materii przyniósł I konwent winiarzy? Objawił nam przede wszystkim możliwości jakie daje Rondo, II Konwent pokazał inną stronę - świetne możliwości Seyval Blanc, Bianki, Hibernala czy Sibery. To się cały czas zmienia. W przyszłym roku mogą pojawić się inne przyjemne niespodzianki. Mamy co prawda eksperymenty, np. z Pinot Noir, ale one na razie mogą raczej tylko martwić. Nie radziłbym póki co sadzenia znanych na całym świecie, topowych odmian. Sam kilkanaście lat walczyłem z Pinot Noir i może dwa razy udało mi się zrobić z niego pijalne wino. Uczenie się na skrajnie trudnym materiale może tylko przyszłego winiarza zniechęcić. Poczekajmy, nauczmy się najpierw. To wymaga czasu.
 
A co z sadzonkami, sprzętem w który chcą się zaopatrzyć adepci winiarstwa?

Nie ma już większych kłopotów, by zaopatrzyć się w sadzonki czy skompletować sprzęt do winiarni. W internecie oferta jest przebogata, są firmy z Niemiec, Austrii, Czech,Węgier oferujące szeroki wybór sprzętu czy środków chemicznych. Mamy też już własnych importerów. Z tej bogatej oferty trzeba jednak jeszcze umiejętnie korzystać.

Kim są ludzi pojawiający się na szkoleniach, szukający porady? Kogo i dlaczego w Polsce tak naprawdę ciągnie do wina?

To ciekawe jak bogata paleta ludzi pojawia się na szkoleniach. Doświadczenia pokazują, że na świecie sukcesy w winiarstwie odnosili ludzie niekoniecznie z branżą związani od pokoleń, filmowcy, architekci itd. Wino od zawsze przyciągało bardzo różnych ludzi, w moich danych wpisani są, m. in. filozof-ceramik, górnik, zootechnik, położna, muzyk-rolnik, agent celny, kucharz, informatyk czy konserwator zabytków. Ważną, choć trochę „niebezpieczną” grupę stanowią nawiedzeni działkowcy, którzy pasjami szukają egzotycznych odmian winorośli i sadzą po dwa krzaki w przydomowych ogródkach. Niewiele dobrego dla polskiego winiarstwa jednak z ich działalności wynika, bo ani z tych dwóch krzaków nie będzie pożytecznej wiedzy na temat odmiany, ani wina, bo to co z tych ogródkowych upraw powstaje to wino na zasadzie „zobaczymy co tym razem wyjdzie”.
 
Miejsca na nowe nasadzenia na południu raczej nie brakuje

Oczywiście, że nie. Według moich wyliczeń potencjalny areał samych najlepszych lokalizacji w Małopolsce to mniej więcej tyle co obecnie mają całe Czechy. Paradoksem jest, że ludzie, którzy mają autentyczną pasję zakładają  winnice tam, gdzie nie powinni one powstać, na złych stanowiskach. a ludzie którzy mają wręcz znakomite miejsca nierzadko marnują je sadząc owocowe drzewa czy wręcz skazując cenne areały na leżenie ugorem. Niszczą też południowe zbocza złymi, przypadkowymi nasadzeniami lub (o zgrozo!) już zupełnie bezmyślnym zalesianiem. W Małopolsce mamy wiele pięknych nieużytków, że wspomnę tu tylko dolinę Raby czy Pogórze Wielickie. To olbrzymi potencjał.
 
Wydaje się jednak, że mimo rozmaitych przeciwności winiarski duch w narodzie nie ginie

W tej chwili wygląda to tak, że trzeba mieć duszę prawdziwego pioniera, żeby się za wino w Polsce zabrać, ale na szczęście zapaleńców nam nie brakuje. Dzięki nim przywrócone mogą zostać wspaniałe tradycje a nawet zawody – mam tu na myśli, np. bednarzy, którzy niemal. całkowicie z rynku zniknęli. Wszystko opiera się na ludziach, ich zapale, pasji. Bez nich niewiele by się zmieniło. Wszyscy przecież wiemy, że dzięki wytrwałej działalności Romana Myśliwca Podkarpacie winiarsko ożyło i pojawili się ludzie którzy już osiągają dobre efekty. Potrafią nie tylko zadbać o winnicę, ale przygotować estetyczne etykiety na butelki, nadać właściwą oprawę winu. A takich prawdziwe udanych, wypracowanych win jest coraz więcej. Mieliśmy na to znakomite przykłady podczas Konwentu.

Dziękuję za rozmowę

© tekst i zdjęcia:  Mariusz Kapczyński

zobacz stronę: Polskiego Instytutu Winorośli Wina