Wtorek, 12 Listopada, 2019     ostatnia aktualizacja 09-11-2019
 
Jedwabny sekret Franciacorta
 
2016-04-29
  
Zdobywają medale w międzynarodowych konkursach, prezentowane są na światowych targach. Ich styl przywodzi na myśl francuskie szampany, ale bardzo szybko odrzucamy to pośpieszne porównanie i dostrzegamy ich wyraźnie odrębny charakter. Ich korzenie sięgają średniowiecza, ale oficjalna nazwa pochodzenia pojawia się dopiero w 1967 po zarejestrowaniu białego musującego wina Pinot de Franciacorta, które produkował w owym czasie jeden z pionierów lombardzkich bąbelków, Guido Berlucchi. 49 lat to wspaniały wiek, który czyni z Franciacorta jedną z najmłodszych apelacji europejskich i jedno z najciekawszych win musujących świata.
 
Kąśliwe, ale wolne od cła
Francuzi szczycą się, że to ich kraj jest światową kolebką win musujących. I mają rację. Ale nie chodzi tu wcale o szampany. (Każdy Anglik powie, że szampany wymyślili oni, ale to już zupełnie inna historia). Pierwsze wzmianki na temat produkcji win musujących pojawiają się już w połowie XVI wieku i dotyczą piwnic klasztoru benedyktynów pod wezwaniem świętego Hilarego w miasteczku Limoux, w Langwedocji na południu Francji. Ale niemal w tym samym okresie po drugiej stronie Alp, w opactwach lombardzkich mnichów, a zwłaszcza mniszek, czyniono podobne eksperymenty. W roku 1570 pewien lekarz z Brescii nazwiskiem Gerolamo Conforti opublikował rozprawę pod intrygującym tytułem: Libellus de vino mordaci. Opisał w niej wina produkowane w regionie Brescii jako „kąśliwe”. Tym niecodziennym epitetem obdarzył wina z bąbelkami „lekko drażniące lub kłujące, ale nie wysuszające podniebienia, jak czynią to wina niedojrzałe i cierpkie, i nie rozleniwiające języka, jak zwykły czynić wina słodkie”, pisał Conforti. Nic dodać, nic ująć... Zrozumiałe, że wygnany z ojczystej Florencji Dante Alighieri właśnie na dworze tutejszych możnowładców, rodu Lantierich, szukał schronienia. I znalazł je! 


Cantina Majolini /fot. Giordano Garosio/
 
Ale skąd nazwa Franciacorta? Jak wszędzie, tak i tu Francuzi wsadzili swój czubek nosa, wysnuwając teorię, jakoby pejzaż okolic Brescii przypominał cesarzowi Karolowi Wielkiemu „małą Francję”, co prawdą nie jest, a zbieżność nazw jest raczej przypadkowa. Najbardziej prawdopodobna wydaje się wersja oparta na przesłankach historycznych. Mówi ona, że nazwa regionu pochodzi od zlania słów „francae curtes”, czyli wolne od cła. Francuscy benedyktyni zakładający w tym regionie swoje klasztory i winnice, uzyskali ów przywilej od władzy książęcej i objęli nim swoje produkty. W archiwach miejskich zachowały się dokumenty z 1277 roku z dawną nazwą winnic, z których wina szły wozami do Brescii: Franzacurta. Nazwa po siedmiu wiekach odżyła; nadano ją musującym winom Franciacorta produkowanym metodą tradycyjną. 
 
Spod znaku najwyższej jakości
Ten najważniejszy dla Franciacorta współczesny okres to przełom lat 60 i 70 XX wieku. To wtedy do regionu zaczynają ściągać przedsiębiorcy z Brescii i Mediolanu, zachęceni sukcesami pionierów. Wraz z inwestorami płyną pieniądze. Lata 80te i 90te to okres powiększania obszaru winnic (50 początkowych hektarów rozrosło się do 550 hektarów), produkcja Pinot di Franciacorta wzrosła z 3000 butelek rocznie do 1 miliona, wprowadzono nowoczesne metody upraw i winifikacji, opracowano drakońskie zasady produkcji, doboru szczepów i zawartości cukru, co siłą rzeczy podwyższyło jakość win. Kontrolą jakości i monitoringiem regionu zajmuje się powstała na początku lat 90tych korporacja producencka pod nazwą Consorzio Franciacorta. To ona zdecydowała o tym, że jedyną dopuszczalną formą wyrobu musujących win Franciacorta jest metoda tradycyjna, czyli oparta na drugiej fermentacji w butelce. Tę metodę winifikacji win musujących lombardczycy nazywają metodą klasyczną, a mieszkańcy Szampanii... oczywiście szampańską. Wina mają leżakować w butelce nad osadem od 18 miesięcy (brut nierocznikowy) do 60 (riserva), a bywa, że trwa to i dłużej. Wysiłki nagrodzone zostają sukcesem. W roku 1983 wyodrębnony zostaje chroniony region apelacji (Denominazione di Origine Controlata, DOC), podniesiony w 1995 roku o oczko wyżej do Denominazione di Origine Controlta e Garantita(DOCG). A to już był poziom gwarancji jakości, który pozwalał dyktować wyższe ceny i konkurować z innymi winami musującymi Europy i świata. 


Winiarnia La Valle
 
No, właśnie... Kto z konsumentów słyszał o szampanach? Niemal wszyscy. A kto zna Franciacorta? „Cicho, głucho”, że zacytuję klasyka literatury dziecięcej: najwyżej garstka specjalistów. Przyczyna tego stanu rzeczy tkwi w możliwościach podaży.

Moce przerobowe nie te
Wydajność Szampanii przekracza dwudziestokrotnie możliwości produkcyjne Franciacorta. Porównajmy: Szampania to 33 762 hektarów winnic i 312,5 milionów butelek rocznej produkcji (dane CIVC za rok 2015), z których 48 % idzie na eksport a 52% sprzedawanych jest we Francji. Franciacorta to zaledwie 1300 hektarów powierzchni i 16,5 mln butelek rocznej produkcji (dane UIV za rok 2015), z czego jedynie niewielka część sprzedawana jest na eksport (głównie do Japonii, Szwajcarii i Stanów Zjednoczonych), a przeważająca część produkcji (80%) zostaje na rynku lokalnym i krajowym. Podobno powierzchnia uprawna obszaru Franciacorta mogłaby zostać nawet potrojona, ale - paradokalnie - konsorcjum takiej decyzji nie podejmuje. Być może, nauczone doświadczeniami innych win musujących na świecie, choćby hiszpańskiej cavy, chce zachować kruchą równowagę pomiędzy wyjątkową jakością swych win i adekwatną do tej jakości ceną; ceną jednak możliwą do zaakceptowania przez nabywców. Wysoka ocena w oczach konsumenta umacnia image wina i dokonuje jego waloryzacji. W roku 2015 sprzedaż Franciacorta wzrosła o ponad 7% (tak na rynku włoskim, jak i zagranicą), a cena za butelkę podskoczyła o 19 euro w porównaniu z 2014.

Aksamitna różowa rewolucja
Podoba się zwłaszcza jeden z rodzajów Franciacorta, Satèn. Do jego produkcji używa się w zasadzie jedynie szczepu chardonnay (odpowiednik szampańskiej cuvée blanc de blancs). Można dodać odrobinę pinot blanc, który stanowi 5% upraw. Mniejsza zawartość cukru (18 gramów/l) w likierze fermentacyjnym pozwala obniżyć ciśnienie w butelce (4,5 atmosfery), co daje wedle producentów delikatną materię i drobniejsze bąbelki. To haute couture Franciacorta. Rośnie zainteresowanie konsumentów winami różowymi. Jeszcze szesnaście lat temu nikt o nich nie słyszał. Produkowane z pinot noir, trzeciego szczepu uprawianego w regionie winnym Franciacorta, świetnie pasują do delikatnej cielęciny.
Korzystajmy zatem z uroków win Franciacorta dopóki jeszcze są po normalnej cenie!


Rośnie zainteresowanie typem Franciacorta Satèn /fot: Agnieszka Kumor/
 
A jak smakują Franciacorta?
O tym, jak one smakują miałam okazję przekonać się podczas tegorocznych targów Prowein w Düsseldorfie, na których producenci wystąpili ze wspólnym stoiskiem, co, przyznam, znacznie ułatwiało degustację. Kilku dodatkowych producentów odnalazłam osobno. Wyłonił się z tego dość rzeczowy obraz całości. 
 
24 hektarowa posiadłość składająca się z małych hektarowych parceli i leżąca na wapiennych wzgórzach kantonu Ome uzyskała w 2016 certyfikat ekologiczny. Właściciel, Simone Maiolini, podjął dodatkowo wysiłek zrównoważonego, a więc respektująego środowisko naturalne, rozwoju. Wprowadził źródła energii nieoparte na węglu (założone zostały m.in. panele słoneczne), ulepszył izolację budynków. Korzenie tej rodziny w regionie Brescii sięgają XV wieku. To ojciec Simone, Valentino, przeszedł na indywidualną produkcję w latach sześćdziesiątych.


Simone Maiolini, wlasciciel winiarni Majolini /fot: Agnieszka Kumor/

Posiadłość została gruntowanie przebudowana w 1981. Z trzech degustowanych cuvées, ocenionych przeze mnie bardzo wysoko, najbardziej przypadła mi do gustu Franciacorta Pas Dosé Aligi Sassu, wykonana w całości z chardonnay z rocznika 2007. Wino leżakowało w butelce 6 lat zanim zostało poddane dégorgement i zakorkowane. Rasowe wino o bukiecie lekko podsmażonych brzoskwiń, charakteryzujące się niezwykłą świeżością i oryginalnym jabłkowym finiszem. 
 
Il Mosnel 
Wina Il Mosnel charakteryzują się elegancją i przejrzystą materią. Winiarnia założona została w 1836. Niemal od samych początków Franciacorta, tj. od 1968, ówcześni właściciele posiadłości wyspecjalizowali się w produkcji win musujących. Od 2014, winnica o powierzchni 38 hektarów jest w całości uprawiana ekologicznie. Roczna produkcja to 250 000 butelek. Najdłużej leżakujące wina winifikowane są częściowo w kadziach ze stali nierdzewnej, a częściowo w burgundzkich beczkach, nowych i starych. Właścicielka, Lucia Barzanó, produkuje swe wina z chardonnay, pinot noir i pinot blanc. Szczególnie zachwyciła mnie cuvée Satène Brut 2011 o subtelnym zapachu świeżych jabłek i moreli, i podobnym smaku, co daje piękne „gastronomiczne” wino stosowne do najbardziej wykwintnych dań rybnych. To wino leżakuje trzy lata w butelce. 

Gama win Franciacorta Il Mosnel /fot. Agnieszka Kumor/
 
Wina Il Mosnel sprowadza do Polski Robert Mielżyński. W kolekcji jego firmy znajdziemy cuvée brut w cenie 98,5 zł i cuvée rosé za 123 zł. Zapytałam go, co sądzi o winach Franciacorta w porównaniu ze światową konkurencją? „Szampan pozostaje królem”, odpowiedział, ale Franciacorta stanowią dla niego alternatywę. Wabikiem jest konkurencyjna cena, „anielska” lekkość idealnie komponująca się z kuchnią włoską i francuską. Ale wina te nie wyjdą z cienia, jeśli producenci i sprzedawcy nie oswoją klienta z ich smakiem. „Trzeba organizować promocje i degustacje, najlepiej na stoku w Dolomitach czy Alpach, dokąd jeżdżą polscy narciarze”. Potrzebna jest inicjatywa, pomysły, no i budżet do ich realizacji. „Oni są wspaniali, ale muszą nauczyć się lepiej sprzedawać”, konkluduje szef firmy Mielżyński.
 
Posiadłość założona została w 1990 roku przez rodzinę Pezzola, z wyłącznym nastawieniem na produkcję Franciacorta. Rocznie wychodzi stąd 50 000 butelek. Nazwy cuvées wywodzące się z łaciny (Primum, Naturalis, Regium i Zerum) przypominają o długiej tradycji winiarskiej regionu, nawet jeśli za Rzymian były to raczej wina spokojne (w odróżnieniu od musujących).


Stefano Camilucci, dyrektor posiadlosci La Valle /fot. Agnieszka Kumor/

Inżynier Stefano Camilucci kierujący produkcją unika fermentacji jabłkowo-mlekowej podczas winifikacji chardonnay. Cuvée Zerum 2002 wyrabiana w całości z tego szczepu przeleżała się osiem lat nad osadem. Pachnie cytrusami (grapefruit), słomą, ma nuty roślinne, w ustach wyczuwalne drożdże, „winny” smak, lekka słodkość w finiszu, a przecież wino nie zostało dosłodzone. 
 
Z innych degustowanych Franciacorta polecam: Riserva 2009 Non dosé i Naturae Edizione 2012 (producent: Barone Pizzini, uprawy ekologiczne), Brut 2009 i Vittorio Moretti 2008 (producent: Bellavista), Brut i Rosé Monique (producent: Lo Sparviere, winnice Gussalli Beretta). 

Agnieszka Kumor

Agnieszka Kumor - pisarka i dziennikarka. Urodzona w Warszawie, mieszka w Paryżu. Napisała To właśnie Paryż! (PIW, 2006), Nie tylko Paryż. Przewodnik subiektywny po regionach i winnicach Francji (PIW, 2008) oraz Talizman z jeziora (G+J Polska, 2011). Publikuje opowiadania i eseje w miesięczniku „Twórczość”. Obecnie pisze powieść, której akcja rozgrywa się w Polsce i na Islandii w XIX wieku. Jurorka w konkursach win. Współpracuje z francuskim blogiem les5duvin.
 


 

Komentarze

- 2016-05-18 15:06:27