Czwartek, 20 Stycznia, 2022     ostatnia aktualizacja 18-01-2022
 
Z ognia i lodu czyli wina stanu Waszyngton
 
2015-03-31

Podróżowanie palcem po mapie nie zastąpi prawdziwej włóczęgi po świecie. Ale degustowanie win jest takiej włóczęgi przedsmakiem. Mogłam się o tym przekonać w czasie marcowych targów ProWein w Düsseldorfie, gdzie gościły wina stanu Waszyngton. Amerykańscy winiarze są niekwestionowanymi mistrzami enoturystyki, którą doprowadzili do perfekcji. Umieją też o swoich winach mówić z pasją, pragmatyzmem - i jeszcze lepiej te ich wina smakują.


 Regiony winiarskie stanu Waszyngton (fot. serwis prasowy)

Jest w nich coś więcej niż tylko winogrona. A przy tym ich producenci wstrzemięźliwie czekają na ocenę degustatora, nie zarzucając go nadmiarem informacji. Inaczej niż Francuzi, którzy śpieszą z wyjaśnieniem, że wino robione było „z miłością”. No, myślę! Lepiej, żeby winiarz nie nienawidził swojego produktu. Warunki klimatyczne i geologiczne stanu Waszyngton sprawiły, że powstało tam szalenie zróżnicowane siedlisko. Daje ono wina w pełni dojrzałe, ale i nie pozbawione tak pożądanej świeżości. Mówią, że powstały z ognia i lodu. W niektórych przypadkach mamy do czynienia z naprawdę wielkimi winami, cytowanymi w rankingach stu najlepszych win świata publikowanych przez Wine Enthusiast, Wine Spectator czy Wine & Spirits.

Zróżnicowane warunki

Czymże jest terroir, jeśli nie ścisłą kombinacją klimatu, gleby, topografii miejsca i pracy człowieka? Jesteśmy w stanie Waszyngton na północno-zachodnich rubieżach USA. Winnice zajmują wschodnią część stanu (patrz: mapka). Leżą na tej samej szerokości geograficznej, co Burgundia. Od Oceanu Spokojnego oddzielają je Góry Kaskadowe (wchodzące w skład Kordylierów) i góry Olympic.
Mamy tu gleby wulkaniczne i aluwialne, niekiedy występuje glina. Klimat kontynentalny, miejscami pustynny, przez 300 dni w roku i szesnaście godzin na dobę świeci słońce, opady są rzadkie i niskie, woda dostarcza na jest krzewom systemem nawadniającym. Zielone łąki sąsiadują tu z wygasłymi wulkanami, w Górach Kaskadowych zachowały się topniejące z każdym rokiem trochę więcej lodowce. Są i jeziora. Jedno z nich, Chelan, należy do najgłębszych na świecie. Winorośle przywieźli ze sobą osadnicy sunący na Zachód, byli wśród nich Francuzi, Niemcy, Włosi. To i szczepy wieźli rodzime. Ale rozwój jakościowego winiarstwa to dopiero ostatnich trzydzieści lat. Zaczął się on wytyczeniem w 1983 pierwszego regionu winiarskiego (AVA), Yakima Valley. Dziś jest tych regionów trzynaście, największym z nich jest Columbia Valley ciągnący się przez dwa stany, Oregon i Waszyngton. Możliwości rozwoju są przeogromne, gdyż niewielka tylko część ziemi obsadzona jest winnicami.

Wyważone wina rodziny Gordonów
Gordonowie jako jedni z pierwszych zapoczątkowali w latach osiemdziesiątych produkcję win z gron pochodzących z ich własnej posiadłości, a nie z hurtu. Jeff Gordon, którego poznaję w Düsseldorfie; wyprodukował swój pierwszy rocznik w 1983. Dziś kieruje rodzinną ponad czterdziestohektarową posiadłością pod nazwą: Gordon Estate. Leży ona w rejonie miasta Tri-Cities, w południowej części Columbia Valley. Pustynny klimat łagodzi wpływ rzeki Snake. Ciekawostką na skalę światową jest fakt, że tutejsze krzewy nie uległy filokserze. Zabójcza mszyca nigdy tu nie dotarła. „Jak dotrze, to będziemy się martwić, co z tym fantem zrobić”, zauważa filozoficznie Jeff. Winorośle sadzone są w ziemi bez szczepienia, czyli „franc de pied”. Takie piaszczyste pozbawione filoksery tereny zachowały się m. in. w południowo-zachodniej Francji, w okolicach miasteczka Saint-Mont. (na zdj. obok - kilka win prezentowanych przez Gordon Estate, fot. Agnieszka Kumor)

A oto degustowane przez mnie wina, które oceniam na skali 20 punktowej:
Chardonnay 2012 (dojrzewające w stalowych kadziach i bordoskich beczkach): świetny balans cukru i kwasowości. 16/20.
Merlot 2012 (stare i nowe beczki z francuskiego i amerykańskiego dębu): warzywny posmak, oryginalna całość. 15,5/20.
Six. Cabernet Sauvignon 2010 (nowe francuskie beczki): świeżość, jedwabistość, wysoka kwasowość. 16/20
Syrah 2012: nuty śliwki, tytoniu, lekko przesmażonych konfitur. 15,5/20.

Subtelne wina braci Milbrandtów

Aromatyczny riesling, wyważone chardonnay, krągły merlot i tchnący świeżością cabernet sauvignon to wizytówka Milbrandt Vineyards. Rozmawiam z Butchem Milbrandtem, który wraz z bratem, Jerrym, prowadzi liczące 930 hektarową winiarnię. Zasadzone przez nich w 1997 winnice leżą w dwóch regionach: Columbia Valley i Wahluke Slope, w zakolu Columbia River. Zbawienna bliskość rzeki chłodzi grona. Ale i tak potrzebują one sztucznego nawadniania. Bracia prowadzą uprawy wedle zasad zrównoważonego rolnictwa. Oprócz własnych win, produkują też wina posiadłości Ryan Patrick Vineyards.

Riesling 2013
(12 $): wino o kwietnym posmaku i prostej strukturze. 15,5/20.
Chardonnay 2013 (12 $): wyraźnie dojrzały owoc, wino wyważone, delikatne. 15,5/20.
Merlot 2012 (15 $): wino młode, taniny nabierają dopiero aksamitnego charakteru. 15,5/20.
Cabernet Sauvignon 2012 (25 $): intensywne o przyjemnym gorzkawym finiszu. 16/20.
Ryan Patrick 2012 (20 $): złożone, eleganckie. 16/20.

Eleganckie wina Chateau Ste Michelle
Wierność tradycji i ciągła innowacja, to motto najstarszej posiadłości regionu Columbia Valley. To chateau piszemy bez akcentu, gdyż założyły je w roku 1954 dwie amerykańskie firmy handlujące alkoholami. Dziś winiarnia należy do producenta papierosów, holdingu Altria (wcześniejsza jego nazwa: Philip Morris). Nie powiem, żeby taka proweniencja mnie zachwycała, ale wina są na najwyższym światowym poziomie: czyste chardonnay, przejrzyste rieslingi, jedwabiste kupaże czerwone. Historyczna posiadłość z budynkiem w bordoskim stylu wznosi się w Woodinville niedaleko Seattle. Tam też dojrzewają wyłącznie wina białe. Winnice porozrzucane są w kilku regionach: Cold Creek Vineyard leży w Columbia Valley, Indian Wills Vineyard w Wahluke Slope, a pozostałe - Canoe Ridge Estate i Horse Heaven Vineyard - w suchym regionie Horse Heaven Hills. Tam też poddawane są winifikacji wina czerwone. Z bogatej oferty prezentowanej na targach wybrałam te wina, które oceniłam najwyżej (16 i 16,5/20).
Dry Riesling 2013, Columbia Valley: wino mineralne, subtelne, wspaniałe. Cena bez VAT-u afiszowana na standzie: 8,75 €.
Eroica Riesling 2013, Columbia Valley: wino o smaku owoców kandyzowanych, dojrzałych petrolowych nutach, kremowej końcówce. Powstało we współpracy głównego winemakera chateau, Boba Bertheau, z niemieckim winemakerem, Ernstem Loosenem, królem rieslinga. 17,90 €.
Merlot 2012, Columbia Valley: subtelne nuty ściółki leśnej, owoc, lekkość. 19,90 €.
Col Solare 2011 (cabernet sauvignon, merlot, cabernet franc, malbec): wino o nutach tytoniu i mlecznej czekolady, złożone, eleganckie, o przyjemnym słodko-gorzkim finiszu. Powstało we współpracy z toskańskim winemakerem, Marchese Piero Antinori. 12 hektarów winnicy położonej w południowym regionie Red Mountain nasadzonych zostało tymi samymi szczepami, których rodzina Antinori używa w rodzimej Toskanii i Umbrii. 56 €.

Bezkonkurencyjne wino Columbia Crest

Wina wielkie nie zawsze muszą szokować ceną. Przykład? H3 Cabernet Sauvignon 2012 Horse Heaven Hills, które oceniłam na 16,5/20. Wino rasowe, o subtelnym zapachu białego tytoniu i aksamitnej cenie: 11,90 $. Niestety, żeby tyle za nie zapłacić trzeba udać się do producenta, Columbia Crest, piętnaście razy cytowanego na listach Top 100 magazynu Wine Spectator. A przy okazji odbyć podróż po winiarniach stanu Waszyngton.

Agnieszka Kumor

Agnieszka Kumor pisarka i dziennikarka. Urodzona w Warszawie, mieszka w Paryżu. Napisała To właśnie Paryż! (PIW, 2006), Nie tylko Paryż. Przewodnik subiektywny po regionach i winnicach Francji (PIW, 2008) oraz Talizman z jeziora (G+J Polska, 2011). Publikuje opowiadania i eseje w miesięczniku „Twórczość”. W najbliższych numerach ukażą się dwa najnowsze opowiadania „Kopia z natury” i „Na głębię”. Współpracuje z francuskim blogiem winnym les5duvin.





Galeria