Poniedziałek, 26 Sierpnia, 2019     ostatnia aktualizacja 22-08-2019
 
Kulinarny Kraków
 
2007-03-23

Pisanie o gastronomicznym Krakowie jest zadaniem nieco karkołomnym. Opisywany na setki sposobów: we wszelkiej maści przewodnikach, poradnikach, zwierzeniach mniej lub bardziej kontrolowanych, wspomnieniach i osnutych mgiełką wtajemniczenia poradach - gdzie pójść i po co. Każdy ma swoje miejsce, ulubiony typ klimatu i otoczenia. Oferta interesujących miejsc jest naprawdę duża i właściwie chyba każdy gust oraz głód nowości zostanie zaspokojony. Knajpy, puby, restauracje i rozmaite (często bardzo ciekawe) klony gastronomiczne wyrastają w Krakowie co chwila i czasem coraz trudniej się właściwie w tym wszystkim połapać - który lokal jest aktualnie modny, który „klimatyczny” a który naprawdę wart odwiedzin.

Kraków może z powodzeniem stać się miejscem wyprawy dla samych przyjemności kulinarnych. Wielorakość różnych kuchni, restauracji i lokali specjalizujących się w wymyślnych smakołykach. Spróbujmy więc wejść na chwilkę w ten las rozkoszy ziemskich i dokonać niewielkiego, jak najbardziej subiektywnego przeglądu miejsc.

 

Już na początku trudno jest przybrać jakiś konkretny klucz. Można zrobić długą listę miejsc gdzie można: dobrze i wykwintnie zjeść, lub: dobrze, ale niezbyt wykwintnie – za to tanio; można stworzyć katalog miejsc, gdzie w dobrej atmosferze napić się piwa, wyszukanych drinków – jest tego spory wybór, kluby muzyczne z określonym profilem, kawiarnie i małe, pełne niezwykłego uroku „gniazdka”. Gdzieś wyczytałem, że tylko na samym Starym Mieście, w obrębie Plant, mieści się około trzystu knajp i restauracji. Nie mam pojęcia, kto to i jak policzył, ale wielu traktuje to i odbiera bardzo osobiście jak wyzwanie rzucone im w twarz przez nieuchwytne, epikurejskie siły miasta...

Zacznijmy ten przegląd klasycznie, od kuchni francuskiej: na początek bardzo wykwintnie - uznana restauracja Cyrano de Bergerac (ul. Sławkowska 26), ekskluzywnie, wspaniałe wnętrza, dobra kuchnia, dobra karta win, kompetentna obsługa, dalej: A La Carte (ul. Izaaka 7, na Kazimierzu) prestiż restauracji zbudował jej właściciel i szef kuchni Olivier Boudon, który długo zbierał kucharskie szlify na całym świecie, a przez pewien czas kucharzył Madonnie, co wielu uznaje za wystarczający, rekomendacyjny atut. W menu, m. in. żabie udka w sosie czosnkowym, domowe papardelle z borowikami i suszonymi pomidorami, przekładane wątróbką, polędwica wołowa z boczniakami w marsali). Na Rynku Głównym, pod numerem 19 znajduje się znany i uznany Wentzl, to po prostu, bez zbędnych słów - pierwsza liga. Warto zaglądnąć do Guliwera (Bracka 6) - przytulne wnętrza, gdzie oprócz kuchni francuskiej są również inne, międzynarodowe dania, m. in. smaczna polędwica wieprzowa w sosie czosnkowym czy gęsta, esencjonalna zupa cebulowa).

Z kolei kuchnia włoska to przede wszystkim mieszcząca się w Hotelu „Pod Różą” (Floriańska 14) restauracja Amarone (wejście od ul. św. Tomasza) znakomita kuchnia, barwne, zmieniające się co sezon, menu, przygotowywane jest przez włoskiego mistrza kuchni(różnorodne spagetthi,papardelle z prawdziwkami, carpacciowołowe w płatkach Grany z toskańską oliwą oraz znakomite, świeżutkie, wypiekane na miejscu pieczywo)i bardzo sprawnie ułożona karta włoskich– i nie tylko – win.

Znakomicie we włoski styl wpisuje się powstała całkiem niedawno restauracja Leonardo (ul. Szpitalna 20-22) z pięknymi, gustownymi, stylizowanymi wnętrzami w leciwych murach piwnic, serwują tu klasykę włoskiego jedzenia, przygotowywaną na bazie świeżych i oryginalnych produktów włoskich.

Poszukiwacze włoskich rozmaitości mogą wstąpić również do przytulnego Corleone (ul. Poselska 19) z miłymi, zachęcającymi do dłuższego biesiadowania wnętrzami. Warto zamówić tutaj lasagne lub coś z owoców morza, no i są bardzo smaczne desery (bardzo przyzwoite tiramisu). Włoskie klimaty panują również w przyjaznym i niezbyt drogim Cherubino, funkcjonującym w Zaułku Niewiernego Tomasza,(ul. św.Tomasza 15), oprócz kuchni włoskiej są tu również dania kuchni polskiej; przyjemne wnętrze ożywia urzekający wystrój (np. góralskie sanie, kareta), jest ruszt opalany drewnem bukowym, przyzwoity wybór win – w weekendy trzeba rezerwować stolik.

Jeśli Włochy to oczywiście pizza.... Na smaczną pizzę najlepiej pójść do Cyklopa (ul. Mikołajska 16). Cyklop to niewielka, ale przyjemna pizzeria z interesującym i bogatym wyborem słynnego płaskiego placka z dodatkami. Cieszy się ona poważaniem wśród krakowskich wielbicieli pizzy. Zaletą lokalu jest opalany drewnem piec i możliwość ciągłej obserwacji wszystkich etapów powstawania naszego dania. Naprawdę świetne ciasto, znakomity aromat potrawy (zasługa pieca!), dobre, świeże dodatki robią bardzo dobre wrażenie. Warto zamówić pizzę Vitello z cielęciną i brokułami, Per Due z szynką, boczkiem i bukietem warzyw, lub pizzę– Formaggi z mozzarellą, serem owczym i serami pleśniowymi. Oprócz pizzy można tu zjeść inne klasyczne włoskie dania: spagetthi, tortellini, czy lasagne. Szkoda jedynie, że tak słabo tutaj z ofertą win. Ale, kto wie? Może niebawem to się zmieni...?

Poza klasycznymi kuchniami można w Krakowie śmiało pomyszkować za bardziej egzotycznymi specjałami. Skusić może kuchnia afrykańska: (restauracja i pub Kassumay przy ulicy Piłsudskiego 25) zjeść tu można, np. fataya - pierożki senegalskie z nadzieniem mięsnym albo rybnym, lub akara - afrykańskie zraziki na bazie fasoli.

Nieźle wypada Ipanema (ul. św. Tomasza 28 ) chyba jedyna w Krakowie restauracja serwująca regionalne potrawy brazylijskie. Z tej racji nie mogło więc zabraknąć tu dania feijoada – potrawy uznawanej za narodowe danie tego kraju. Jest to ryż z czarną fasolą i mięsem wieprzowym oraz farszem z manioku i pomarańczami. Smaczne jest churasquinhos - odpowiednio podgrilowane rozmaitego rodzaju gatunki mięsa, podawane z czarną fasolą. Panqueca - brazylijskie naleśniki z różnymi rodzajami farszu są również warte grzechu. Na deser można zamówić podawany w łupinie orzecha kokosowego sorbet de coco albo ciasto bananowe, koniecznie z kawą Santos lub Minas. Z trunków można zamówić wino (z Hiszpanii, Portugalii, Urugwaju) lub caipirinhę - wódkę z trzciny cukrowej z miodem, limonkami i cukrem.

Nie od rzeczy będzie spróbować kuchni meksykańskiej - Taco Mexicano. Casa Suzana (Rynek Główny 19) to coś na naprawdę dobry ostry początek. Pieczę nad wyrazistością i wiarygodnością kuchni zapewnia tutaj meksykanka, Susana Osorio (żona Sławomira Mrożka). Miejsce warte polecenia.

Prostszą i tańszą wersją serwowania meksykańskich specjałów zajmuje się Taco Mexicano(ul. Poselska 20) - latynoamerykańskie wnętrza i muzyka tworzą już na wstępie dobry nastrój, by zjeść coś naprawdę ostrego, klasycznie meksykańskiego. Czeka na nas tutaj enchilada, buritto czy chili con carne oraz zestaw różnych tequilli.

Niezły klimat orientalno-kulinarny zapewnią z pewnością miejsca serwujące kuchnię indyjską, np. Bombaj Tandoori (ul. Mikołajska 11). Miejsce, gdzie króluje pikantny styl i aromat egzotycznych przypraw, smaczna jagnięcina w sosie bhuna lub curry, pierś z kurczaka w bardzo ostrym sosie Madras, lamb biryani - jagnięcina pieczona z ryżem i indyjskimi przyprawami, tandoori chicken - kurczak z pieca tandoori, są także dania wegetariańskie oraz desery, np. gulbjamun – słodkie kulki z mleka w syropie.

W całej tej międzynarodowej pstrokaciźnie nie ginie oczywiście kuchnia polska. Kto jeszcze nie skorzystał z swojskich uroków tejże może zaglądnąć do Chłopskiego jadła (choć pewnie niewielu takich, którzy tu jeszcze nie byli). Dni największej sławy Chłopskie jadło ma już chyba za sobą, ale dla neofity, rozkochanego w zwierzęcym tłuszczyku w postaci różnych przyjemnych gastronomicznych wariantów, może to być bardzo interesujące miejsce. Urządzone w klasycznym chłopskim stylu, wiejskim klimatem i prostotą (lokale przy ul. św. Agnieszki 1, ul. Św. Jana 3, a także w Głogoczowie przy trasie Kraków-Zakopane). Kuchnia Chłopskiego jadła ma swoje lepsze i gorsze momenty, bywalcy narzekają czasem na obsługę. Jednak, trzeba to przyznać, można tu naprawdę solidnie i smacznie zjeść: oprócz bardzo dobrze sprawionych mięs warte uwagi są: bigos, micha pierogowa, smażone rydze, gołąbki, knedle z owocami i śmietaną oraz herbata z konfiturą na finał biesiady.

Pod Aniołami (Grodzka 35) – to ceniona restauracja usadowiona w starej, XIII-wiecznej kamienicy. We wspaniałych, stylowych wnętrzach pełnych bibelotów i kunsztownych elementów wystroju, należy spróbować przede wszystkim okrytych gastronomiczną chwałą dań z grilla, np. grillowanego oscypka od Muliców, steku cielęcego marynowanego w ziołach, który podaje się tu z leśnymi kurkami i zielonymi szparagami oraz masłem czosnkowym oraz wybornej dziczyzny - wszystko to powstaje na specjalnym ruszcie, opalanym bukowym drzewem. To jeszcze nie koniec, polecenia godne są borowiki, kurki, maślaki duszone z cebulką na białym winie, wędzony dziki łosoś bałtycki na liściach sałaty lodowej z sosem vinegrette, lub – dla wielbicieli staropolskiej klasyki - bigos staropolski na bazie siedmiu mięs i wina. Naprawdę wielkie smaczności, ale dość drogo.

Kolejny lokal, choć niezbyt blisko od Rynku, wart jest odwiedzin. Restauracja Ogniem i mieczem (plac Serkowskiego 7), dla miłośników kuchni staropolskiej proweniencji jest miejscem wartym odwiedzin. Specjalnością jest tu goleń świński z chrupiącą skórką i ziemniak czeladny, ale to jeszcze nic - posłuchajcie błogiej melodii, jaką roztacza menu: polewka leśna na borowikach z łazankami; żeberka z metra w miodzie, mięsiwo spod tatarskiego siodła zeskrobane, dla smakoszy żółtkiem przyozdobione; kotlet chłopski ze schabu z cielęcą parówką, podwędzanym szpekiem zawijany w kwaszonej kapuście z pieczonymi kartofelkami podawany, decha pieczystych, wybornie zgrillowanych mięs z podpiekanymi ziemniakami... I co? Nie urzeka was ta melodia? Jeśli nie, to pozostaje tylko posłuchać dawnej muzyki ukraińskiej, polskiej i litewskiej, jaka w Ogniem i mieczem puszczają. W nadchodzące coraz zimniejsze wieczory, możecie liczyć tutaj na ciepło bijące z rozpalonych kominków. I nie tylko na to - niewykluczone, że poczęstują was tu jakimś zacnym trunkiem, na przykład miodulą – specjałem przygotowywanym na miodzie pszczelim, wyrabianym jedynie dla potrzeb restauracji. Tyle wykwintności. Jeśli jednak ktoś ma ochotę na tanie i proste jedzenie, otoczone jednocześnie aurą kultowości, powinien koniecznie sprawdzić dwa miejsca (opisywane już gdzieniegdzie, więc tylko dotknijmy tematu, bo pisać o tym należy). Pierwszy z nich to obowiązkowe, rytualne już kiełbaski pod Halą Targową (ul. Grzegórzecka, niedaleko wiaduktu kolejowego, zresztą każdy łatwo je tam w nocnej porze znajdzie...). Niby zwykły ruszt, postawiony w przypadkowym miejscu. A jednak... Może tajemnica dobrego smaku kiełbasek tkwi w mięsie? Nie są to bowiem zwykłe pęta zwyczajnej, ale jak wieść gminna niesie, kiełbasy przygotowywane w masarni na specjalne zamówienie. Zachwycał się nimi Robert Makłowicz i z właściwą sobie swadą, niezwykle celnie uchwycił istotę omawianego fenomenu. Pozwólmy sobie więc na krótki cytat:[Kiełbaski] już od lat gromadzą liczną publiczność rozmaitej konduity. Na stojąco, przy wysokiej drewnianej ladzie, w skwar straszliwy i ziąb przerażający jedzą je z ochotą policjanci, taksówkarze, drobni przestępcy, dyplomaci, kobiety nierządne, profesorowie uniwersytetu i ci wszyscy, jakże liczni w Krakowie, co dopiero w nocy czują prawdziwy sens istnienia. Złączeni w niezwykłym misterium wspólnej konsumpcji pod gołym niebem, miażdżą zębami przypaloną wieprzową skórkę, popijają landrynkową oranżadę wprost z butelek i pogryzają bułki ślimaczki z sąsiedniej piekarni. Te kiełbaski, przy których słynne monachijskie wursty z Oktoberfest powinny skomleć o litość, zamówić też można taksówką przez telefon. W tym fragmencie powiedziane zostało właściwie wszystko., przeto nic więcej na ten temat dodawał nie będę.

Drugim miejscem jest, zupełnie z wyglądu nieefektowny, niewielki bar Endzior znajdujący się na Kazimierzu, w targowym okrąglaku na Placu Nowym (nazywanym również Żydowskim). Endzior to jeden ze współczesnych kazimierzowskich barów-pionierów, zanim pojawił się wysyp modnych knajp, już tu był. Trzeba zapomnieć o miłych oku wystrojach i luksusach. Rekompensuje to kuchnia. Można tu za małe pieniądze (dania oscylują w okolicach kilku, kilkunastu złotych) naprawdę smacznie zjeść, za co poklask i glorię zbiera właściciel - Andrzej Kamiński. Należą mu się one bez wątpienia. U Endziora nie ma zbytków, ale do legendy przechodzą żeberka z kapustą, golonka (lub, po krakowsku - golonko), flaczki, grochówka i wielkie niczym babciny beret schabowe. Słowem - porządna, smakowita i oczywiście bardzo niezdrowa kuchnia. Polecam.

Swój niepowtarzalny urok ma również jadłodajnia U Stasi (ul. Mikołajska 16), w ascetycznych wnętrzach, ramię w ramię (bo czasem solidna ciasnota tu panuje...) z innym zgłodniałym fanem przyjaznej kuchni, można pochłonąć tu tanie, wspaniałe, niemal domowe obiady. Podobnie jest u Babci Maliny,(ul. Sławkowska 17), gdzie dania maja naprawdę swojski smak. Sami sprawdźcie.

Nie sposób przemilczeć o kawiarniach, pubach i knajpach. Temat rzeka. Trunkowo-kulinarne serce Krakowa zasilają dwie główne, solidnie tętniące komory – Rynek Główny i - bardzo modny obecnie - Kazimierz. Lokali jest setki. Niezwykły klimat, wnętrza, muzyka. O którym pisać? W okolicach Rynku większa część krakowskiego życia imprezowego odbywa się pod ziemią, „przegląd” piwnic może przyprawić o zawrót głowy i nie chodzi tu tylko o konsumpcję bogactwa oferowanych alkoholi. Na Kazimierzu klasykami są już Alchemia i Singer. Inne klimaty ma Mleczarnia i Kolory cały szereg innych miejsc, po których można się włóczyć długo i nie specjalnie wysilając się na szukanie. Wieczorami, głównie w weekendy i tak towarzystwo przebywające w pubach przy Placu Żydowskim wylewa się na plac targowy i tworzy barwny, knajpiany tłumek, pod gołym niebem, okupujący krawężniki istoliki handlowe. Co jakiś czas nadchodzi, przywołana skargami mieszkańców okolicznych kamienic, policja - ostrzega, daje upomnienia i grzywny. Ludzie wracają do pubów, by po jakimś czasie znowu wyjść i przysiąść na kramikach... I tak to się kręci.

Przy okazji - skoro już jesteśmy na Kazimierzu – warto spróbować tradycyjnej kuchni żydowskiej. Można zaglądnąć do Klezmer Hois (ul. Szeroka 6). Jest tu wszystko, co być powinno, świetna, tradycyjna kuchnia (np. czulent, nadziewane gęsie szyjki), muzyka i klimat „tamtych”, starych czasów...

Z kolei klasyka Rynku i okolic to Dym (św. Tomasza 13), Vis a vis (Rynek Główny 29), rozmaite błąkające się dusze, złaknione wrażeń, schodzą nocami do Free Pubu (ul. Sławkowska 4), Roentgena (plac Szczepański 3), Klubu Kulturalnego (ul. Szewska 25), Pięknego Psa (ul. św. Jana 18) lub - na przeciwko - do słynnych od jakiegoś czasu Stalowych magnolii (św. Jana 15) – tutaj napatoczyć się można na interesujące jam session, w którym udział bierze na przykład Nigel Kennedy.

Przy okazji – niektóre bary z muzyka na żywo: w Harris Piano Jazz Bar (Rynek Główny 28), U Muniaka (ul. Floriańska 3), U Louisa (Rynek Główny 13), Jazz Club Indigo(ul. Floriańska 26), Klinika 35 (ul. św. Tomasza 35), Stare Konie (ul. Kobierzyńska 175).

Jeśli ktoś szuka typowej winiarni może udać się na przykład do Vinoteki i Tapas Baruprzy ulicy Sławkowskiej 12.

Poza tym wszystkim - sporo jest również uroczych dziupli, gdzie rano można wpaść na kawę i pyszne kanapki a wieczorem na piwo i dobrą muzykę. Wdzięcznym pod tym względem miejscem jest pomysłowy i nieduży Pierwszy Lokal na Stolarskiej po lewej stronie idąc od Małego Rynku (ładna nazwa, prawda? Adres dla formalności – ul. Stolarska 6). Miejsca mało (na potrzeby toalety zaadoptowano tu duży, stary, kaflowy piec...), ale jest klimat i przyjaźni ludzie. Dlatego warto zaglądać.

 Propozycje można mnożyć.

Jak wszędzie panują w Krakowie trudno uchwytne reguły decydujące o popularności czy kultowości danego lokalu oraz o odebraniu mu takiegoż miana. Rytm dzienny i rytm nocny rozpoznawania tych wszystkich przestrzeni ma własną specyfikę i charakter, inne zapachy, smaki i dźwięki. I cóż... cały urok po prostu tkwi chyba w restauracyjnych podróżach i knajpianych przelotach po nieznanych miejscach. Przedstawione propozycje to ułamek doświadczeń, zaledwie wycinek kulinarnego dobrodziejstwa, jakie można w Krakowie napotkać... Bo jest to zaiste miasto stworzone dla, szukających swojego szczęścia, gastronomicznych utracjuszy, kulinarnych libertynów, hedonistów i birbantów wszelakiej maści...
Mariusz Kapczyński
 tekst pierwotnie opublikowany na stronach Polskiego Radia

Komentarze

obs - 2008-05-25 18:06:34