Wtorek, 01 Grudnia, 2020     ostatnia aktualizacja 28-11-2020
 
winny bieńczyk
Archiwum
Slow Pinot >
"Z pewnego punktu widzenia picie wina można podzielić na dwie kategorie: picie w obecności jego wytwórcy i picie, gdy go nie ma, gdy człowieka nie znamy; gdy nie mamy pojęcia jak wygląda, lub co najwyżej widzieliśmy kiedyś jego zdjęcia" - Marek Bieńczyk o pewnym osobistym i zasadniczym podziale degustacji. 
 
Château w Nowym Jorku >
"O Woody Allenie pisałem nieraz, bo go lubię. Co gorzej, lubię to, co o nim w związku z winem napisałem. Tak się do niego przywiązałem, że nie przeszkadzają mi jego słabsze filmy. Nawet gdyby jego bohaterowie pili wina półsłodkie, albo przebeczkowanego merlota z Doliny Casablanca, nic by mi nie przeszkadzało" - kolejny felieton Marka Bieńczyka.
 
Douro, rekonesans >
"Pierwsza przygoda ludzkości z Douro trwa kilkaset lat i nie ma się czego doczepić, no, może z wyjątkiem kiepskich ruby porto sprzedawanych za parę groszy w supermarketach. Druga przygoda trwa ćwierć wieku i jeszcze nie do końca wiadomo, co o niej sądzić. Wyrok wydadzą za kilkadziesiąt lat nowe pokolenia, jeśli jeszcze będą piły wino...". O przyszłości Douro i wielkiej degustacji tamtejszych win pisze Marek Bieńczyk.
 
Côtes de Bourg czyli zachwyt początków >
"Wstałem dziś całkiem rano, spojrzałem w lustro, niepotrzebnie, duży błąd, i przypomniała mi się pewna młodziutka para z miasteczka w Wielkopolsce, którą poznałem niedawno na niezbyt dużym, ale bardzo przyjemnym targu winiarskim w Hiszpanii. Dowiedzieli się o nim z prasy, wcześniej jeździli odwiedzać producentów i wydawali się bardzo podekscytowani..." - kolejny felieton Marka Bieńczyka.
 
Ticino: w obronie merlota >
Białe merloty, PIWI, odmiana divico, no i wszędzie pod górę - Marek Bieńczyk raportuje z winiarskiej Szwajcarii.
 
Hiszpańskie trzy po trzy >
"Po raz pierwszy do Hiszpanii poleciałem, gdy byłem małym (dosyć) chłopcem, w 1974 roku. Skończyły się mistrzostwa świata w Niemczech (Federalnych), z dumą obnosiłem się z naklejką "Poland" na bluzie. Przy wyjściu z plaży czatował lokalny, młody, sympatyczny z wyglądu żebrak..." - felieton Marka Bieńczyka.
 
Piękny, brzydki, odrażający >
"Winiarze często opowiadają o błędach, jakie popełniają degustatorzy, opisując bukiety czy nosy win. Mówiąc najkrócej, błędy polegają najczęściej na uznawaniu wady za zaletę." - Marek Bieńczyk pochyla się nad trudnym zagadnieniem olfaktorycznej oceny win.
 
Dzień, w którym wypłynie ryba >
Nie wiem, które pytanie jest trafniejsze: dlaczego jest tak dobrze, skoro jest tak źle? Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Mówię o bordeaux, znowu o bordeaux, bo znowu zdarzyło się to samo: idę na jedną przyjacielską degustację, na drugą i wiem, że nie mogę przynieść ani medoka, ani nawet pomerola. „Bo my bordeaux nie pijemy” - czy świat obraził sie na Bordeaux? Odpowiedzi szuka Marek Bieńczyk.
 
Stary Telegraf >
"Czasami jedna butelka idzie z nami czy za nami przez kawał życia. Trochę jak kuzyn z Ameryki pojawia się raz na kilka lat, po czym znika i zapominamy o niej do chwili, gdy ponownie zapuka do drzwi. Mówię „jedna butelka”, ale tym razem chodzi o dwie. Dwie butelki Starego Telegrafa z roku 1998...". Legendarne wino z Châteauneuf-du-Pape - zachwyty a może rozczarowania? - czyli Marek Bieńczyk znowu nadaje! 
 
Spowiedź promocyjna >
"Wierzyłem wówczas w każde wypowiedziane i napisane słowo. To, co mówił sprzedawca albo klient w sklepie, wydawało się prawdą wszystkich prawd. Kupowałem przewodnik za przewodnikiem, a każdy był jak Biblia. Z przewodnikiem Hachette`a ganiałem do francuskich supermarketów w Warszawie i sprawdzałem wino po winie: jest czy nie ma" - Marek Bieńczyk spowiada się ze swoich początkowych fascynacji winem.