Czwartek, 12 Grudnia, 2019     ostatnia aktualizacja 11-12-2019
 
winny bieńczyk
2019-11-25
Nowy felieton Marka Bieńczyka. Na tapecie Chandler, szaty w różnych barwach, wina naturalne oraz... whisky i samochodowe lusterko.
 
2019-10-29
"Z pewnego punktu widzenia picie wina można podzielić na dwie kategorie: picie w obecności jego wytwórcy i picie, gdy go nie ma, gdy człowieka nie znamy; gdy nie mamy pojęcia jak wygląda, lub co najwyżej widzieliśmy kiedyś jego zdjęcia" - Marek Bieńczyk o pewnym osobistym i zasadniczym podziale degustacji. 
 
2019-09-13
"O Woody Allenie pisałem nieraz, bo go lubię. Co gorzej, lubię to, co o nim w związku z winem napisałem. Tak się do niego przywiązałem, że nie przeszkadzają mi jego słabsze filmy. Nawet gdyby jego bohaterowie pili wina półsłodkie, albo przebeczkowanego merlota z Doliny Casablanca, nic by mi nie przeszkadzało" - kolejny felieton Marka Bieńczyka.
 
Archiwum
Douro, rekonesans >
"Pierwsza przygoda ludzkości z Douro trwa kilkaset lat i nie ma się czego doczepić, no, może z wyjątkiem kiepskich ruby porto sprzedawanych za parę groszy w supermarketach. Druga przygoda trwa ćwierć wieku i jeszcze nie do końca wiadomo, co o niej sądzić. Wyrok wydadzą za kilkadziesiąt lat nowe pokolenia, jeśli jeszcze będą piły wino...". O przyszłości Douro i wielkiej degustacji tamtejszych win pisze Marek Bieńczyk.
 
Côtes de Bourg czyli zachwyt początków >
"Wstałem dziś całkiem rano, spojrzałem w lustro, niepotrzebnie, duży błąd, i przypomniała mi się pewna młodziutka para z miasteczka w Wielkopolsce, którą poznałem niedawno na niezbyt dużym, ale bardzo przyjemnym targu winiarskim w Hiszpanii. Dowiedzieli się o nim z prasy, wcześniej jeździli odwiedzać producentów i wydawali się bardzo podekscytowani..." - kolejny felieton Marka Bieńczyka.
 
Ticino: w obronie merlota >
Białe merloty, PIWI, odmiana divico, no i wszędzie pod górę - Marek Bieńczyk raportuje z winiarskiej Szwajcarii.
 
Hiszpańskie trzy po trzy >
"Po raz pierwszy do Hiszpanii poleciałem, gdy byłem małym (dosyć) chłopcem, w 1974 roku. Skończyły się mistrzostwa świata w Niemczech (Federalnych), z dumą obnosiłem się z naklejką "Poland" na bluzie. Przy wyjściu z plaży czatował lokalny, młody, sympatyczny z wyglądu żebrak..." - felieton Marka Bieńczyka.
 
Piękny, brzydki, odrażający >
"Winiarze często opowiadają o błędach, jakie popełniają degustatorzy, opisując bukiety czy nosy win. Mówiąc najkrócej, błędy polegają najczęściej na uznawaniu wady za zaletę." - Marek Bieńczyk pochyla się nad trudnym zagadnieniem olfaktorycznej oceny win.
 
Dzień, w którym wypłynie ryba >
Nie wiem, które pytanie jest trafniejsze: dlaczego jest tak dobrze, skoro jest tak źle? Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Mówię o bordeaux, znowu o bordeaux, bo znowu zdarzyło się to samo: idę na jedną przyjacielską degustację, na drugą i wiem, że nie mogę przynieść ani medoka, ani nawet pomerola. „Bo my bordeaux nie pijemy” - czy świat obraził sie na Bordeaux? Odpowiedzi szuka Marek Bieńczyk.
 
Stary Telegraf >
"Czasami jedna butelka idzie z nami czy za nami przez kawał życia. Trochę jak kuzyn z Ameryki pojawia się raz na kilka lat, po czym znika i zapominamy o niej do chwili, gdy ponownie zapuka do drzwi. Mówię „jedna butelka”, ale tym razem chodzi o dwie. Dwie butelki Starego Telegrafa z roku 1998...". Legendarne wino z Châteauneuf-du-Pape - zachwyty a może rozczarowania? - czyli Marek Bieńczyk znowu nadaje! 
 
Spowiedź promocyjna >
"Wierzyłem wówczas w każde wypowiedziane i napisane słowo. To, co mówił sprzedawca albo klient w sklepie, wydawało się prawdą wszystkich prawd. Kupowałem przewodnik za przewodnikiem, a każdy był jak Biblia. Z przewodnikiem Hachette`a ganiałem do francuskich supermarketów w Warszawie i sprawdzałem wino po winie: jest czy nie ma" - Marek Bieńczyk spowiada się ze swoich początkowych fascynacji winem.
 
Doktorek >

Przez chwilę gapili się na siebie jak w miasteczku Twin Peaks. Albo jakimś bardziej westernowym, gdzie jest jedna tylko ulica, dla rewolwerowców. Pierwszy wystrzelił Pierre. „Co słychać u wytwórcy najdroższych win?”. Doktorek milczał, lecz patrzył jeszcze bardziej dokładnie. Wydawało mi się, że sala z dwustu stolikami degustacyjnym zamarła, że ręce nalewające wokół wino zastygły w powietrzu, że woda w kubełkach na powrót się zmroziła... - oto nowy tekst Marka Bieńczyka, który to felieton wejdzie w skład nowych, zebranych "Kronik wina".

 
W Gryzonii po swoje >
"Graubünden jako apelacja obejmuje wina z różnych rozproszonych miejsc, miałem sposobność przyjrzeć się winom położonym wokół - bardzo malowniczych, przypominających burgundzkie village. Jest tu niemało win, które sprawiają przyjemność. Jeśli tylko nie stłamsi się pinota nieudanym zastosowaniem drzewa, nowej beczki przede wszystkim. Co zdarza się tutaj jeszcze dość często." Przeczytajcie winiarskie impresje Marka Bieńczyka, który wybrał się do... Gryzonii.