Środa, 26 Stycznia, 2022     ostatnia aktualizacja 18-01-2022
 
Degustacja Le Colture. Prosecco z wyższej atmosfery
 
2021-11-30

Kilka lat temu Andrzej Stasiuk z ironią wyrażał się o naszych turystach czy „turystach” z wielkich miast, głównie „libkach” ciągnących do Włoch, lub imitujących Włochy w Polsce, że mają tylko jedno na ustach przez cały dzień, „prosecco i expresso”, „expresso i prosecco”. Ironia pisarza mnie w miarę bawiła, lecz przede wszystkim dowodziła, że prosecco trafiło u nas pod strzechy. Krytyk winiarski, że tak siebie dumnie określę, niezbyt często pod strzechę zagląda; ale te nieliczne wypady przekonały go, czyli mnie, że expresso owszem, jak najbardziej, lecz z prosecco są pewne kłopoty, mimo jego fantastycznej popularności w ostatnich latach (która, dodajmy, ma również negatywne skutki ze względu na niepohamowane rozprzestrzenianie się winnic poza strefę DOCG). No ale po degustacji trzech butelek z posiadłości Le Colture kłopoty z prosecco przestały być moją specjalnością i mogę przez chwilę choć nawijać bezkarnie „expresso i prosecco”, „prosecco i expresso”.
Czy raczej – bądźmy szczerzy - „Le Colture i expresso”, „expresso i Le Colture”. Bo też Le Colture to wyższa jazda prosecco, jesteśmy tu daleko od jego kawiarnianych i bankietowych inkarnacji, które krytyka nie rajcują  i mamy do czynienia z bąbelkami, jak mówi mój znajomy, „z wyższej atmosfery”. Wina Le Colture są w Polsce dostępne, choć nie wszystkie, gama jest w miarę szeroka; całość produkcji to 750 tysięcy butelek, a już wkrótce będzie milion. Rodzina Ruggieri rozpoczęła produkcję w roku 1983, ale z winem jest związana - w Stefano di Valdobiadene (miasteczko i okolice od 2019 należą do dziedzictwa UNESCO) - o wiele dłużej, od drugiej wojny. Po rodzicach ster przejmuje trójka dzieci, jesteśmy w światku rodzinnym od początku do końca. Jak wiadomo, rodzina nie jest tylko podstawową komórką społeczeństwa, jak  pisały podręczniki do wychowania obywatelskiego, ale też podstawową komórką winiarstwa, jak lubimy, my winomani, myśleć.



Dzisiaj własnością Cesarego Ruggieri i młodych (Silvia, Alberto i Veronica) jest około 45 hektarów winnic (jego brat po podziale posiadłości w roku ma swoje odrębne hektary) o zróżnicowanej kompozycji gleb, w każdym przypadku wysokiej lub co najmniej dobrej jakości. To, co najlepsze – z jednym wyjątkiem, o którym za chwilę – koncentruje się oczywiście w apelacji Prosecco Valdobiadene Superiore oraz w wydzielonym, słynnym cru - Cartizze (obejmującym ok 100 hektarów i wielu producentów); ponadto rodzina Ruggierich ma winnice w regionie Montello oraz agroturystyczną (dużej klasy) willę. Sposoby uprawy podchodzą w większości zabiegów pod winiarstwo organiczne; winifikacja odbywa się według metody Martinottiego/Charmata. Wszystkie wina musujące powstają z glery; tylko różowe rocznikowe z gron merlota i chardonnay uprawianych we wspomnianym Montello.  
Rodzina Ruggieri przedstawiła w degustacji on-line, ale z próbkami dostarczonymi dziennikarzom, trzy wina musujące w najnowszych wersjach, obecnych na rynku lub na rynek wchodzących.




Valdobiaddene Prosecco Superiore Brut „Fagher”. 11,5% alk, 9 gramów cukru resztkowego. Z wapiennych i gliniastych gleb w san Pietro di Faletto oraz kamienistych gleb w Valdobiaddene. Bardzo atrakcyjne i wyraziste prosecco; z wybitnie aromatycznym nosem (którego wielu prosecco tak brakuje) i odpowiednim zapasem świeżych nut cytrusowych, które równoważą słodsze nuty brzoskwiniowo-morelowe. Bardzo smaczne i bardzo klasowe, idealne na pogodnego sylwestra w dobrym stylu.




Valdobbiadene D.O.C.G. Spumante Superiore di Cartizze. 11% alk, 23 gramów cukru resztkowego. „Obiektywnie” Cartizze jest głębsze, pełniejsze, bardziej złożone i ewidentniej terroirystyczne od poprzedniego, pod słodyczą kryje się chłodniejszy rys „mineralny”; ale wolę jednak prostszą, lecz wytrawniejszą wersję wina poprzedniego. Idealne na eleganckiego sylwestra w dobrym stylu. Oba na **** w pięciogwiazdkowej skali odnoszącej się do prosecco.

Incalmo Frizzante
, wino bez apelacji, między innymi dlatego, że do zamknięcia nie używa się korka, a kapsel z plastikowym dinksem. Wino, pochodzące z wapiennych i piaszczystych gleb w Valdobiaddene, jest cenowo podobne do Faghora i ma równie niski alkohol. Należy do kategorii „cloudy wines”; fermentacja odbywa się tu w butelce i metoda produkcji podobna jest do tego, co we Francji określa się słowem „ancestrale”, czyli, w wolnym przekładzie, starodawna. To moje ulubione wino degustacji, podobnie jak kilku innych jej uczestników. Ta mgiełka w kieliszku, nawiązując do odległej tradycji ma w sobie coś aktualnego, pewno podobieństwo aromatyczne i smakowe z pet-natami. Aromaty jeszcze drożdżowe po chwili ustępują, by odsłonić mocno wytrawny owoc, trudno się powstrzymać przed kolejnym kieliszkiem; niewielka słodycz jest świetnie wtopiona. Dla mnie bomba i coup de coeur, jak to określają degustatorzy, czyli, powiedzmy, drgnięcie serca. Bardzo dobrze się trzyma w lodówce przez trzy dni. Wino wygląda na koneserskie – tak powiedziałbym w każdym razie parę lat temu, ale przy zmianie gustów, która się obecnie dokonuje, może trafić do mniej opitych podniebień, nie tylko hipsterskich. Idealne na kampowego sylwestra w dobrym stylu. ****♥


Marek Bieńczyk

Marek Bieńczyk - pisze o winach od 20 lat. Wydał dwa tomy "Kronik wina"; wraz z Wojciechem Bońkowskim stworzył pierwszy polski przewodnik winiarski "Wina Europy". Prozaik, tłumacz, historyk literatury. W roku 2012 otrzymał Nagrodę Literacką Nike.