Wtorek, 17 Października, 2017     ostatnia aktualizacja 17-10-2017
 
Prawda w kieliszku czyli o Konwentach i degustacjach
 
2012-06-21

Gdy w upalne przedpołudnie 24 czerwca 2006 roku na gmachu Krajowej Izby Gospodarczej przy Trębackiej w Warszawie zawisł baner z napisem „Konwent Polskich Winiarzy”, zakrawało to niemal na artystyczną prowokację. Ludzie na ulicy zadzierali głowy i nie bardzo wiedzieli, o co w tym wszystkim chodzi.
Dziś polskie wina nie wydają się już takim purnonsensem. Kilka lat, jakie upłynęły od owego warszawskiego I Konwentu, były bowiem przełomowe dla odradzającego się winiarstwa nad Wisłą i Odrą. Przybyło nam kilkaset winnic, a wina pochodzące z rodzimych upraw pojawiły się w sklepach i restauracjach (jakkolwiek wciąż niełatwo je tam spotkać) i przywiozły dwa tuziny medali z międzynarodowych konkursów. W medialnych zaś doniesieniach zaczęły ukazywać się informacje o sukcesach i bolączkach polskich winiarzy.



Te zmiany znajdowały również swój wyraz w kolejnych wydaniach Konwentu Polskich Winiarzy, które odbywały się co roku w różnych miejscach Polski. Od samego też początku stały się one najważniejszymi cyklicznymi spotkaniami naszego środowiska winiarskiego, a przynajmniej tej jego części, która pokłada nadzieję w mniej lub bardziej profesjonalnej produkcji i sprzedaży wina. Dlatego dzisiaj, w przededniu VII Konwentu przypomnijmy sobie poprzednie jego edycje. Warto zwłaszcza przyjrzeć się konwentowym degustacjom, bo one więcej mówiły nam o zmianach jakie w tym czasie zaszły w polskim winiarstwie, niż jakiekolwiek statystyki i podsumowania.
 
Warszawa 2006
Konwent Polskich Winiarzy narodził się jako wspólna inicjatywa Magazynu WINO i Polskiego Instytutu Winorośli i Wina. Autorami tego pomysłu byli nasi warszawscy koledzy i współpracownicy: Wojciech Bońkowski, Wiktor Bruszewski i Wojciech Włodarczyk, których zasługą jest też do organizacja jego pierwszej edycji. Cel Konwentu był od początku jasno określony – dać winiarzom z różnych regionów Polski możliwość spotkania się w jednym miejscu, porównania swoich win i porozmawiania o wspólnych problemach. To założenie ziściło się już za pierwszym razem, gdy w sali przy Trębackiej zebrali się przedstawiciele 46 polskich winnic, z których 13 przedstawiło do degustacji 32 swoje wina. Z dzisiejszej perspektywy liczby te nie robią wrażenia, ale był to bodaj pierwszy tak szeroki przegląd dorobku polskiego winiarstwa. Nie liczby były tu jednak najważniejsze. Uczestnicy konwentu – podobnie jak szersza publiczność, która mogła tych win spróbować wieczorem w barze Roberta Mielżyńskiego – mieli wtedy okazję przekonać się, że w Polsce mogą powstawać całkiem smaczne, a nawet dobre wina.

Nie brakowało bowiem takich przykładów podczas konwentowej degustacji. Swoją jakością i klasą zaskoczyły nas między innymi wina Wiktora Bruszewskiego z Winnicy Kolonia Rusek, Jerzego Siemaszki (Winnica Villa Nova) i Wojciech Włodarczyka (Winnica Pańska Góra). Najbardziej znany polski winiarz Roman Myśliwiec (Winnica Golesz) pokazał swoje starsze roczniki, a także bardzo udane próby z produkcją win likierowych. Jednak prawdziwym objawieniem I Konwentu stał się debiutancki rocznik Barbary i Marcina Płochockich (Winnica Płochockich) – te profesjonalnie zrobione i stylowe wina dawały nadzieję, że nasze winiarstwo wcale nie musi odbiegać poziomem od średniej klasy europejskiej. Tego dnia obalono więc parę utartych stereotypów o polskim winie.

 
Zielona Góra 2007
II Konwent Polskich Winiarzy zagościł w dniach 9 i 10 czerwca 2007 roku w Zielonej Górze, mieście, które może się poszczycić najbogatszymi tradycjami winiarskimi w naszej części Europy. W ostatnich latach tradycje te stara się wskrzesić Zielonogórskie Stowarzyszenie Winiarskie, które było współorganizatorem tamtej edycji Konwentu. Podobnie jak przed rokiem, najważniejszy punkt tej imprezy stanowiła ogólna degustacja, podczas której wina zgłoszone przez uczestników były komentowane przez panel Magazynu WINO i Polskiego Instytutu Winorośli i Wina. Owe degustacje weszły do „żelaznego kanonu” kolejnych Konwentów i stały się chyba najbardziej wyczekiwanym dorocznym wydarzeniem w środowisku polskich winiarzy.


Zielona Góra. II Konwent Polskich Winiarzy

Tym razem do udziału w Konwencie zgłosiło się 50 winnic, a 19 z nich przedstawiło swoje wina do degustacji. Ogółem w wielkiej sali lubuskiego Urzędu Marszałkowskiego –położonego tuż pod miejską winnicą i słynnym domkiem winiarskim Augusta Gremplera – zaprezentowano 47 win. W Zielonej Górze pojawili się nowi, ważni gracze. Swoje pierwsze wina zaprezentowała duża lubuska Winnica Pałac Mierzęcin, do dziś zaliczająca się do ścisłej polskiej czołówki. Debiutowała tam również należąca do Uniwersytetu Jagiellońskiego Winnica Nad Dworskim Potokiem.
Nie brakło także udanych win z mniejszych winnic. Jednym z najlepszych win Konwentu było w powszechnej opinii Rondo 2006 z pomorskiej Winnicy Anna de Croy Feliksa Karnickiego. Po raz pierwszy pojawili się na Konwencie Elwira i Wiktor Szpakowie z podjasielskiej Winnicy Jasiel, którzy już wcześniej, przy innych okazjach dali się poznać z bardzo dobrej strony, a teraz zaprezentowali trzy świetne wina białe. Nie zawiedli także faworyci znani już z warszawskiego Konwentu, jak Winnica Płochockich, Kolonia Rusek, Winnica Pańska Góra, czy Winnica Golesz, które potwierdziły swoją klasę kolejnymi udanymi winami.
Po konwentowej degustacji nasuwało się parę ogólniejszych wniosków. Jako najbardziej aktywny region winiarski zaprezentowało się Podkarpacie, skąd pochodziło najwięcej (13) uczestniczących w Konwencie winnic i ponad 40 procent spośród wszystkich zaprezentowanych tam win! Silną reprezentację wystawili także gospodarze – z lubuskiego pochodziło bowiem 10 winnic, z których aż 6 przedstawiło do degustacji swoje butelki (łącznie 10 win). Spośród nich wyróżniały się wina Kingi Kowalewskiej-Koziarskiej i Roberta Koziarskiego z Winnicy Kinga (którzy, jako jedyna z tego regionu prezentowali się też na I Konwencie). Znakiem miejsca było pojawienie się w degustacji dwóch win z „czystych” szczepów Vitis vinifera.


Białe, różowe, polskie...

Poziom win prezentowanych w Zielonej Górze był w powszechnym odczuciu lepszy, niż przed rokiem w Warszawie. Miał na to niewątpliwie wpływ znakomity rocznik 2006, ale też trudno było nie zauważyć, że nasi winiarze coraz lepiej radzą sobie ze swoją robotą. Zmniejszył się procent win z ewidentnymi wadami technicznymi, przybyło natomiast tych poprawnie zrobionych, dobrych i ciekawych. A co istotne – najlepszym winnicom I Konwentu udało się także w kolejnym roku utrzymać równie wysoki poziom. 
 
Jasło 2008
Rok ten miał być przełomowy. Oto właśnie producenci wyrabiający wino z własnych winogron zostali zwolnieni z uciążliwego obowiązku prowadzenia tzw. składu podatkowego, który dotąd skutecznie ich zniechęcał do rozpoczęcia oficjalnej produkcji. Wydawało się, że po zniknięciu tej bariery nasze winnice jedna po drugiej zaczną rejestrować swoją działalność, a polskie wina już niedługo staną się łatwo dostępne w sklepach i restauracjach. Jak się później okazało, były to oczekiwania na wyrost, ale III Konwent Polskich Winiarzy przebiegał w takiej właśnie euforycznej atmosferze.
Tym razem impreza zawędrowała do podkarpackiego Jasła, które powszechnie jest uważane za kolebkę współczesnego odrodzenia polskiego winiarstwa. Technicznej organizacji Konwentu na miejscu podjęło się prężnie działające Stowarzyszenie Winiarzy Podkarpacia. Termin tego wydarzenia – 30 sierpnia – zbiegał się z organizowanymi tuż za rogiem III Międzynarodowymi Dniami Wina, co w tych dniach czyniło z Jasła niekwestionowaną winiarską stolicę Polski. Znów pobite zostały rekordy: w III Konwencie uczestniczyło 78 winnic, a podczas degustacji zaprezentowano 75 win, dostarczonych przez 29. producentów.


Jasło. III Konwent Polskich Winiarzy

Jak można się było tego spodziewać, degustacja została całkowicie zdominowana przez gospodarzy. Z Podkarpacia pochodziły bowiem aż 43 wina, co stanowiło 55 procent wszystkich zaprezentowanych tego dnia butelek! Także od strony jakości i stylu wyglądało to całkiem ciekawie. Nie zawiedli weterani poprzednich Konwentów. Winnica Płochockich (która wówczas bazowała jeszcze na swoich „starych” plantacjach w Gliniku pod Jasłem) potwierdziła swoją pozycję czołowej polskiej posiadłości, prezentując serię czysto i zgrabnie skrojonych win odmianowych.
Winnica Golesz pokazała miedzy innymi ciekawe próby z odmianami Vitis vinifera, a także świetną likierową Jutrzenkę 2004, wino iście międzynarodowej klasy. Ster tej najstarszej polskiej winnicy objęło młodsze pokolenie w osobie Bartłomieja Myśliwca, co było widać choćby po zmianie stylu win czerwonych. Dobry poziom win białych i czerwonych prezentowała Winnica Jasiel, a ciekawe, zwłaszcza czerwone wina pochodziły również z Winnicy Zacisze Pawła Szynala i Winnicy Pod Dębem Wacława Matłoka. Wśród podkarpackich debiutantów za największą niespodziankę uznana została Winnica Vanellus Barbary i Mariusza Czajków, z dobrej strony wyróżniały się też: Winnica Dwie Granice Marka Nowińskiego i Winnica Węgierka Jerzego Steckiego.
Spośród lubuskich producentów, którzy w sumie zaprezentowali 9 win, wyróżniała się znana już z poprzednich lat Winnica Kinga z serią ciekawych butelek, opartych tradycyjnie o szczepy mieszańcowe. Nie zachwycały natomiast wina z odmian Vitis vinifera, których kilka przywieźli winiarze z zachodniej Polski. Czołowi winiarze z północy kraju – Feliks Karnicki (Anna de Croy) i Wiktor Bruszewski (Kolonia Rusek) – jak zwykle dotrzymali pola najlepszym, pokazując świetne wina czerwone.


Jasło

Ładnie pokazali się producenci z Małopolski. Maciej Kaplita z Winnicy Comte przedstawił naprawdę dobre i interesujące wina z odmian europejskich, Robert Nowak z Winnic Małopolskich pokazał udane wina białe, a Agnieszka i Adam Krzanowscy z Winnicy Zielona – dobre Rondo z trzech roczników. Tym razem większą grupą zjechali winiarze z Małopolskiego Przełomu Wisły, którzy przywieźli ze sobą w sumie 6 win. Swoje debiutanckie, skromne jeszcze butelki zaprezentował wtedy Maciej Mickiewicz z Winnicy Solaris, dziś jeden z najlepszych winiarzy w kraju, ale prawdziwą klasę regionu pokazały dopiero znakomite wina białe Wojciecha Włodarczyka (Pańska Góra) oraz Aleksandry i Pawła Wieczorków (Winnica Wieczorków), które zaliczały się do najlepszych win III Konwentu.
Pomimo słabszego, niż poprzedni, rocznika 2007 jasielska degustacja wypadła chyba jeszcze ciekawiej, niż rok wcześniej w Zielonej Górze. Przy czym chodzi tu nie tylko dalszą poprawę jakości technicznej prezentowanych win, ale także większą otwartość na eksperymenty wychodzące poza podręcznikowe szablony. Więcej, niż dotychczas było prób z odmianami Vitis vinifera, użyciem dębu, czy też maceracją jasnych winogron, dzięki czemu wina były bardziej różnorodne i zajmujące. Nieraz też dało się zauważyć lepsze wyczucie marketingowe winiarzy i staranniejszy dobór win do degustacji. Sporo producentów deklarowało wtedy rychłe podjęcie komercyjnej produkcji wina i choć nie wszyscy wytrwali w tym zamiarze, był to wyraźny znak nowych czasów.

Niepołomice 2009

Nie był to najlepszy czas dla naszych winiarzy. Najpierw musieli oni zmierzyć się z deszczowym wrześniem, który sprawił, że rocznik 2008 był jednym z najgorszych we współczesnej historii polskiego winiarstwa. Następnie okazało się, że tak głośno fetowane zwolnienie ze składów podatkowych, to dopiero początek trudnej drogi do uzyskania przyzwoitych warunków prawnych dla komercyjnej produkcji win gronowych. Ci bowiem, którzy podjęli taką działalność dość szybko przekonali się, że nasi urzędnicy z reguły nie lubią polskich winiarzy, a do tego nadal znajdują liczne paragrafy, aby skutecznie zatruć im życie, wykazując w tym względzie zadziwiającą pomysłowość. A to komuś nakazano mycie winogron, komuś innemu wlepiono sporą karę za błąd na etykiecie, którego nie było, a gdzie indziej zażądano dokumentów, które od dawna już nie są obowiązujące. Symptomatyczne było już choćby to, że spośród 35 winnic, które w owym roku zgłosiły zamiar oficjalnej produkcji, zaledwie trzy były w stanie dopiąć wszelkich formalności.


Niepołomice. IV KOnwent Polskich Winiarzy

IV Konwent Polskich Winiarzy nie zapowiadał się więc wesoło. Humoru uczestników nie poprawiła nawet iście królewska oprawa zamku w podkrakowskich Niepołomicach, który w dniach 20 i 21 czerwca 2009 oddano do wyłącznej dyspozycji polskich winiarzy. Wszyscy byli co nieco sfrustrowani i ta duszna atmosfera przeniosła się także konwentową degustację, która teraz miała przyjąć bardziej profesjonalną, techniczną formułę. Wcześniej bowiem padały zarzuty, że panel zbyt oględnie obchodzi się z degustowanymi winami, unikając jak ognia prawdziwie krytycznych wobec nich wypowiedzi.
Mówiono, że skoro polskie wina są już w oficjalnej sprzedaży, to nie powinno się wobec nich stosować żadnej taryfy ulgowej. Przyjęto więc, że wnioski z degustacji powinny być szczere, a jeśli będzie to uzasadnione wadami danego wina – odpowiednio surowe. Zważywszy jednak realia rocznika, z którego pochodziła większość degustowanych win takie szczere uwagi nieraz okazywały się wręcz szokujące i okrutne dla winiarzy (wszak wygłaszane były publicznie). Kiedy więc panel oczyścił się z zarzutów o brak krytycyzmu, zaraz pojawiły się posądzenia o napastliwość i stronniczość.
W tym roku frekwencja była nieco gorsza, niż poprzednio – w IV Konwencie wzięło udział 71 winnic, a podczas degustacji zaprezentowano 70 win pochodzących od 31 producentów. I znów liderem okazało się Podkarpacie, skąd przyjechało do Niepołomic aż 31 win. 13 win pochodziło z Małopolskiego Przełomu Wisły, 10 z lubuskiego, 5 z dolnośląskiego, po 3 ze świętokrzyskiego i śląskiego oraz 2 ze środkowej i północnej Polski. Na tym tle gospodarze dali prestiżową plamę, gdyż producenci z Małopolski – a było ich razem szesnastu – zaprezentowali zaledwie... 6 win.


Niepołomice

Na konwentowej degustacji położył się cieniem wyjątkowo słaby rocznik 2008, z niego bowiem pochodziło niemal 85 procent zaprezentowanych wtedy butelek. Sporo więc było win zielonych w aromacie i nadmiernie kwasowych, albo karykaturalnie zmienionych przez nieudolne interwencje. Wystarczyło parę deszczowych jesiennych tygodni, aby objawiły się najsłabsze strony wielu polskich winnic: kiepskie lokalizacje, przypadkowo dobierane odmiany, brak odpowiedniego sprzętu oraz – to chyba najważniejsze – niewielkie doświadczenie i wiedza winiarzy. Niemniej część producentów jakoś sobie poradziła z tą niełatwą sytuacją, co tylko świadczy o ich klasie. Wszak wiadomo, że nie ma w tym względzie lepszego sprawdzianu, niż kiepski rocznik.
Honoru Małopolski broniły uniwersytecka Winnica Nad Dworskim Potokiem i Winnica Zadora Zofii Michałowskiej, które pokazały naprawdę przyzwoite wina. Obronili się także niektórzy producenci z Podkarpacia, choć generalnie region ten wypadał zielono i kwaśno. Winnica Golesz zaproponowała przyjemny biały kupaż z arcyodpornych krzyżówek amerykańskich. Natomiast Winnica Jasiel przywiozła całkiem dobre wino z wczesnej i niewymagającej aurory (to jedna z niewielu winnic, która potrafi coś zrobić z tego pośledniego szczepu).
Klasą dla siebie była Winnica Płochockich, która pokazała wina ze swojej starszej parceli w Gliniku, jaki i nowej w Darominie pod Sandomierzem (te drugie wypadły lepiej). Mimo słabego rocznika Płochockim udało się utrzymać dobry poziom wszystkich prezentowanych win. Jako jedyni wpadli oni na pomysł, aby w 2008 robić wino różowe zamiast czerwonego, co w owym roczniku było chyba najlepszym wyjściem. Wiele bowiem spośród najgorszych butelek tamtej degustacji narodziło się z mariażu niedojrzałych ciemnych winogron z długą maceracją i dębowymi wiórami.



Egzamin z trudnego rocznika zdali także winiarze z Małopolskiego Przełomu Wisły. Świetne wina białe – szczególnie te na bazie hibernala – przyjechały z Winnicy Pańska Góra, Winnicy Słowiczej (Mieczysław i Daria Słowikowie) i Winnicy Solaris, a Rondo 2008 z Winnicy Wieczorków było jednym z najciekawszych win czerwonych degustacji. Symptomatyczne było natomiast, że ponad połowa win pochodzących z lubuskiego i Dolnego Śląska, jakie były prezentowane na IV Konwencie, zrobiona była ze szczepów Vitis vinifera. Wprawdzie w tak chłodnym roczniku odmiany te nie mogły rozwinąć w pełni swoich możliwości, ale pokazuje to pewną tendencję. Dotyczy to zresztą nie tylko zachodniej Polski: także Płochoccy przywieźli na Konwent udane wino z zweigelta.

Kraków 2010
Po kwaśnym – dosłownie i w przenośni – IV Konwencie nadszedł czas na głębszą refleksje nad formułą tej imprezy. Trudno było bowiem zignorować uwagi uczestników dotyczące sposobu oceny win podczas degustacji, a także – co również się pojawiło – posądzenia o stronniczość panelu oraz faworyzowanie niektórych regionów i producentów. Niektórzy twierdzili wręcz, że Konwent wyczerpał swoją formułę. Padały argumenty, że winiarze oczekują teraz bardziej jednoznacznej, konkursowej oceny swoich win, a rolę edukacyjną i integrującą środowisko w coraz większym stopniu spełniają regionalne stowarzyszenia i organizowane przez nie lokalne imprezy. Na to nałożyły się problemy czysto organizacyjne. Planowany w Krakowie V Konwent Polskich Winiarzy miał być bowiem finansowany z kasy małopolskiego samorządu, ale po groźnych czerwcowych powodziach obiecana dotacja została w ostatniej chwili przeznaczona na inne cele. Impreza ta była więc już prawie odwołana, ale w typowo polski sposób uratowało ją pospolite ruszenie. Uniwersytet Jagielloński udzielił darmowej sali, a członkowie Polskiego Instytutu Winorośli i Wina przynieśli z domów własne kieliszki, zrobili składkę, na wodę, lód, serwetki i powielenie materiałów, a na koniec sami wszystko posprzątali. I udało się.


Kraków. Mimo wielu trudności udało się zorganizować V KPW

Z uwagi na wspomniane kontrowersje, organizatorzy postanowili w tym roku zmienić formułę degustacji. Nie było więc, jak w zeszłych latach ogólnej, krytycznej degustacji komentowanej przez panel, a winnice prezentowały swoje wina na stolikach, w konwencji przypominającej nieco targi winiarskie. Uczestnicy Konwentu mogli swobodnie krążyć miedzy stolikami, degustować wystawione wina i rozmawiać z ich producentami. Zadaniem panelu, podzielonego na „lotne patrole” było zdegustowanie wszystkich win i wybranie kilkunastu najbardziej interesujących do ogólnego omówienia.
Pod względem organizacyjnym przebiegało to dosyć sprawnie, jednak nie wszyscy uczestnicy byli z tej nowej formuły zadowoleni. Wielu z nich twierdziło, że bez owej publicznej krytyki degustowanych win Konwent stracił wiele ze swojej edukacyjnej wartości. Ci natomiast, którzy wystawili się ze swoimi winami narzekali, że byli zbyt zajęci przy swoich stolikach, by znaleźć czas na spróbowanie tego, co przywieźli inni winiarze. Sprawa przyszłej formuły degustacji pozostała więc otwarta.
Pomimo niesprzyjającego terminu podyktowanego dostępnością użyczonej sali, 25 września zebrali się w nowoczesnej auli uniwersyteckiego Auditorium Maximum przedstawiciele 56 winnic, z których 32 przedstawiły do degustacji 84 wina. Padł więc kolejny rekord w ilości prezentowanych win, podkreślano też ich ogólnie lepszy poziom, niż na poprzednim spotkaniu. Niewątpliwie przysłużył się temu dobry rocznik 2009, ale w dużej mierze brało się to z lepszego poziomu technicznego tych win. Nie powinno to dziwić, gdyż w Krakowie wyjątkowo licznie pokazali się ze swoimi winami więksi producenci, także ci, którzy już rozpoczęli oficjalną sprzedaż. Średnia powierzchnia winnicy uczestniczącej w V Konwencie wynosiła ponad półtora hektara, a to już nie jest skala amatorska!


V KPW. Przeformułowanie imprezy na degustacje stolikowe...

Wreszcie pokazał na Konwencie swoje wina największy polski producent Winnice Jaworek z podwrocławskiej Miękini. Spośród komercyjnych winnic pojawiły się także Winnica Pałac Mierzęcin i Winnica Dębogóra z lubuskiego, Winnica Płochockich i Winnica Zbrodzice ze świętokrzyskiego, Winnica Nad Dworskim Potokiem z Małopolski oraz Winnica Maria Anna z Podkarpacia. W sumie była więc obecna zdecydowana większość polskich producentów, którzy rozpoczęli zarejestrowaną produkcję. Obok nich debiutowały dwa duże, ambitne – i wielce obiecujące, sądząc po winach – projekty winiarskie: Winnica Poraj-Paczków (Joanna i Marcin Biernaccy) z opolskiego i Winnice Wzgórz Trzebnickich (Rafał Wesołowski i Grzegorz Pajdos) z Dolnego Śląska.
Nie brakło też weteranów, którzy zabłysnęli na poprzednich Konwentach. Swoje wina zaprezentowały między innymi Winnica Comte, Winnica Zadora i Winnica Zielona z Małopolski oraz Winnica Golesz i Winnica Jasiel z Podkarpacia. Wśród mniejszych debiutów trzeba koniecznie wspomnieć podkrakowską Winnicę Nad Dobrą Wodą Katarzyny Hameli, która zaprezentowała dwa pyszne, bezpretensjonalne wina. Żałowano natomiast grupowej absencji winiarzy z Małopolskiego Przełomu Wisły. Dzięki sprzyjającemu rocznikowi i obecności wielu dobrych producentów konwentowa degustacja przedstawiała bardzo optymistyczny obraz polskiego winiarstwa. Poziom prezentowanych win był oczywiście różny i trafiały się wśród nich także ewidentnie słabe lub wadliwe butelki, ale to nie one nadawały ton całości. Sporo było natomiast win zrobionych całkiem profesjonalnie od strony technicznej. Wiadomo skądinąd, że kilku większych producentów skorzystało z usług zawodowych enologów (m.in. Piotra Stopczyńskiego, który zrobił wina dla trzech obecnych na Konwencie winnic) i to wprowadziło na nasz grunt zupełnie nową jakość. Przejawem tych aspiracji i możliwości była choćby rosnąca liczba udanych win z odmian Vitis vinifera, pochodzących nie tylko z zachodniej Polski, ale też z Podkarpacia (Winnica Anna Maria) i spod Sandomierza (Winnica Płochockich).


 

Krakowski Konwent zapamiętamy też, jako miejsce publicznego debiutu pierwszych od wielu, wielu lat polskich win musujących. Nie ma wątpliwości, że takie wina powinny stanowić znaczącą część naszej produkcji winiarskiej – podobnie jak to jest w innych krajach leżących w zbliżonej odległości od równika – jednak ze względu na trudności techniczne nikt wcześniej na poważnie nie zajął się u nas taką produkcją. Dlatego dużą niespodzianką było pojawienie się na Konwencie dwóch win uzyskanych klasyczną metodą wtórnej fermentacji, pochodzących od naprawdę niewielkich producentów: małopolskiej Winnicy Smykań (Marcin Lorek) i podcieszyńskiej Winnicy Kępa Wiślicka (Bożena i Jacek Chrobak). Nie były to może wina nadmiernie złożone (przydałoby im się dłużej poleżeć na drożdżach) ale całkiem poprawnie zrobione, czyste i smaczne.

Zielona Góra 2011
Wprawdzie rocznik 2010 był jednym z najgorszych za naszej pamięci, ale nie popsuło to ogólnej atmosfery i VI Konwent Polskich Winiarzy, który w dniach 18 i 19 czerwca zagościł w Zielonej Górze, trzeba zaliczyć do najbardziej udanych. W roli współorganizatorów i gospodarzy Konwentu wystąpiły zgodnie obydwa miejscowe stowarzyszenia winiarzy – Zielonogórskie Stowarzyszenie Winiarskie oraz Stowarzyszenie Wspólnota Kulturowa Winnice Lubuskie. Frekwencja dopisała lepiej, niż przed rokiem: do udziału w Konwencie zgłosiło się 60 winnic, z których 37 zgłosiło też swoje wina. Łącznie do degustacji przedstawiono 82 próbki i to był kolejny rekord.
Tym razem silniejszą, niż kiedykolwiek reprezentację wystawiła zachodnia Polska, gdyż niemal połowa wszystkich obecnych na Konwencie winnic i połowa zaprezentowanych tam win pochodziła z regionu lubuskiego, dolnośląskiego i wielkopolskiego. Niewątpliwie miała na to wpływ sama lokalizacja imprezy, ale trudno też nie zauważyć, że to właśnie na tych obszarach powstaje ostatnio coraz więcej dużych i ambitnych projektów winiarskich. O aspiracjach tamtejszych winiarzy świadczy już choćby to, że co drugie ich wino pokazane na degustacji było zrobione w całości lub w dominującej części z gron Vitis vinifera.
W sumie na Konwencie zaprezentowano aż 23 wina z odmian europejskich, z czego tylko dwa pochodziły spoza dorzecza Odry! To tylko odzwierciedla coraz głębszy podział Polski na dwie odrębne krainy winiarskie – zachód, który stara się czerpać z doświadczeń tradycyjnych regionów winiarskich (głównie niemieckich i czeskich) oraz pozostałą część kraju, która poszukuje „własnej drogi” w oparciu o odporniejsze odmiany mieszańcowe. Nie jest to, broń Boże, podział wartościujący i wśród najlepszych polskich win jest co najmniej tyle samo rond, hibernali i jutrzenek, co traminerów, pinotów i dornfelderów, ale te regionalne różnice stają się coraz wyraźniejsze.
Dużą zasługą gospodarzy było przeforsowanie nowej formuły degustacji, która – jak się wydaje – pogodziła różne punkty widzenia w tej kwestii i zapewne przyjmie się też na kolejnych Konwentach. Powrócono do ogólnej, komentowanej degustacji, jednak tym razem wina były serwowane „w ciemno” z zakrytych butelek a degustujący mogli poznać ich tożsamość dopiero po omówieniu serii próbek z danej winnicy. Rozszerzono także skład panelu, w którym teraz (obok redaktorów Magazynu WINO oraz członków Polskiego Instytutu Winorośli i Wina) zasiedli również przedstawiciele zielonogórskich winiarzy, a także zaproszona przez organizatorów najbardziej znana polska enolożka Agnieszka Wyrobek-Rousseau.
Nowa formuła została bardzo dobrze przyjęta przez uczestników. Degustacja „w ciemno” ucięła dyskusje na temat stronniczości ocen, a komentatorzy, którzy nie musieli teraz patrzeć w przerażone i błagające oczy autorów omawianych win, pozwalali sobie na bardziej krytyczne – a nierzadko wręcz okrutne – oceny. Zdarzyło się nawet, że jeden z winiarzy, nie poznawszy swojego wina ocenił je surowiej, niż inni! Nie bawiono się w oględne eufemizmy i można było teraz usłyszeć więcej rzeczowych uwag dotyczących jakości i stylu prezentowanych win. Wszelka krytyka panelu była przyjmowana z atencją i pokorą, także dzięki obecności Agnieszki Rousseau, cieszącej się sporym autorytetem wśród naszych winiarzy. Pewną wątpliwość budziła tylko duża liczba win degustowanych w ciągu jednego dnia, ale organizacyjnie nie dało się tego przeskoczyć.


 

Pomimo obaw związanych ze słabym rocznikiem 2010 konwentowa degustacja okazała się całkiem interesująca również od strony prezentowanych win. Trzeba wspomnieć, że prawie połowa z nich pochodziła z poprzednich lat, ale były też ciekawe butelki z bieżącego zbioru. Brakło na Konwencie paru znaczących, komercyjnych producentów z zachodniej Polski, jak Winnice Jaworek, Winnica Adoria, czy położona tuż pod Zieloną Górą Winnica Stara Winna Góra Marka Krojciga. Już drugi rok z rzędu nie pojawił się nikt z Małopolskiego Przełomu Wisły i trudno było dłużej udawać, że to przypadek. Spośród większych, uznanych producentów nie zawiodła Winnica Pałac Mierzęcin, która pokazała parę naprawdę zgrabnie skrojonych win z rocznika 2010. Równy, profesjonalny poziom zaprezentowały także Winnica Dębogóra i Winnicy Płochockich. Nie zabrakło urodziwych win wśród zaprezentowanych przez Winnicę Nad Dworskim Potokiem, Winnicę Golesz (świetna likierowa Jutrzenka 2009) i Winnice Wzgórz Trzebnickich. Uwagę panelu i publiczności zwróciło także paru drobniejszych winiarzy i to oni chyba dostarczyli najwięcej emocji w tej degustacji.
Spore uznanie wzbudziły wina z podkarpackiej Winnicy Łany Bogdana Kasperka, wszystkie smaczne, stylowe, czysto i kulturalnie zrobione. Dobre, solidne wina pokazały także dolnośląska Winnica Jakubów Artura Pajdosa (zwłaszcza Rondo 2010, bodaj najlepsze wino czerwone tego rocznika), podkarpacka Winnica Rodziny Steckich (d. Winnica Węgierka) oraz zielonogórska Winnica Julia Romana Grada. Klasę pokazała także podkrakowska Winnica Comte, której Dornfelder 2008 był przez wielu typowany jako najlepsze wino degustacji.
Wydarzeniem VI Konwentu stały się także... wina różowe. Tym razem zaprezentowano ich nieco więcej, niż na poprzednich degustacjach, gdyż niektórzy winiarze wyciągnęli właściwą lekcję z trudnego rocznika i nie upierali się przy długiej maceracji ciemnych gron. Było tych win ledwie pięć, ale już w tej liczbie pokazały one, że mamy świetne warunki do ich produkcji, nawet w nienajlepszych latach. Agnieszka Rousseau skomentowała, że wina te „nie ustępowały w niczym reszcie Europy”.

Tekst: Wojciech Bosak
Zdjęcia: Mariusz Kapczyński