W dniach 21-23 marca w Dusseldorfie odbyła się kolejna edycja targów
ProWein. Przemierzając pawilony, degustując, słuchając prelekcji jeszcze słyszało się oczywiście na wiele sposobów odmieniane słowo „kryzys”. Padało ono jednak już w trochę innych kontekstach. Po wcześniejszych narzekaniach i zapaści zaczęto raczej debatować jak i komu skutecznie udało się odbić od dna, jakie nadzieje wiąże się z przyszłością, etc. Słowem – nie było wcale ponuro a targi

ProWein wypadły w tym kontekście od jak najlepszej strony, wyczuwało się dobrą energię i pewne ożywienie rynku wina.
Rekord
Targi ProWein konsekwentnie się rozwijają i cieszą coraz większym uznaniem. W tegorocznej edycji przez trzy dni wystawiało się 3300 wystawców z 50 krajów! ProWein pobił więc kolejny rekord. W Dusseldorfie pojawili się zarówno producenci wina, jak i przedstawiciele branży destylatów, rumów, likierów, wódek i spirytusów, whisky, grappy czy bardziej egzotycznych, jak cachaça.
ProWein odwiedziło około 35 tysięcy gości z branży winiarskiej i gastronomicznej. Dopisali również goście z dalszych stron .Nowy Świat był reprezentowany przez 260. wystawców! Co ciekawe, kraje takie jak Argentyna, Kalifornia, Chile, Nowa Zelandia i Południowa Afryka zainicjowały po raz pierwszy wspólne miejsce na targach i połączoną kampanię PR –degustacje, prezentacje, etc. Poświęcę temu za chwilę osobny akapit. Po raz pierwszy na targach ProWein pojawiły się też prawdziwie egzotyczne propozycje - wina z Tajlandii czy Peru. Kto nie miał planu na spotkania i odwiedzanie poszczególnych stoisk mógł szaleństwu degustacyjnemu dać upust w specjalnie zaaranżowanej, centralnej powierzchni, gdzie wystawiono ponad tysiąc próbek win, odpowiednio posegregowanych wedle roczników albo odmian.
Pod znakiem orła
Można się było spodziewać, że Niemcy jako gospodarze wystawią najliczniejszą drużynę wystawców. Tak było w istocie – pojawiło się ich 800, co spowodowało, że był to wiodący kraj na targach, obok takich państw jak Francja, Hiszpania, Austria czy Portugalia.
Fenomenalnie spisało się niemieckie VDP (
Verband Deutscher Prädikatsweingüter). To stowarzyszenie (powstałe w 1910 roku) najlepszych, wyróżnionych winiarni niemieckich przeżywało w hali nr 4 prawdziwe oblężenie – piękny dowód na to, jak ważne jest przywracanie dobrego imienia rieslingowi i winiarskiej klasyce. „Najlepsze wina z najlepszych lokalizacji” – to właśnie takim hasłem zorganizowano tę wystawę. Tłumaczy ono w zasadzie wszystko.

Nie dziwiła obecność wielu gości i zagranicznych dziennikarzy przy tych stoiskach. W chwili obecnej prawie 200 posiadłości winiarskich należy do VDP, choć powierzchnia tych wyróżnionych winnic w sumie nie jest zbyt duża – stanowi zaledwie 4% powierzchni wszystkich niemieckich winnic, to jednak nie o ilość a o jakość tu chodzi. Należące do VDP winiarnie to posiadłości utrzymujące tradycyjny styl, specjalizujące się zazwyczaj w rieslingu. Wiele winnic uprawianych jest przez nie w ekstremalnych niemal warunkach – na bardzo pochylonych stokach, kto miał okazję widzieć dolinę Moseli i ukształtowanie terenów na jakich tam przychodzi pracować, wie o czym piszę. Ograniczone zbiory, świetne ekspozycje winnic i ciężka, ręczna praca w winnicach i piwnicach owocują winami wysokich lotów (nomen omen znakiem stowarzyszenia jest orzeł, najlepsze wina VDP mają jego wizerunek na kapsule). Członkowie VDP poddawani są kontrolom sprawdzającym czy zachowane są standardy produkcji. Nie są to tylko formalne działania. Dość wspomnieć, że z powodu zaniżenia jakości bądź nie zachowania wymogów, od 1990 roku wyleciało ze stowarzyszenia 67 winiarni (przybyło 104).
Piszę o tym dlatego, że jest to dobry przykład pokazujący wielką pracę nad jakością i zachowaniem klasy, rzecz chwalebna wobec psującej się miejscami reputacji światowego rynku wina. Sposób, w jaki konsekwentnie doprowadzają Niemcy do renesansu rieslinga w kraju i za granicą jest naprawdę godny podziwu. Robią to mimo kryzysu i przeciwności. Nie dziwią tłumy i zainteresowanie prawdziwych fanów wina podczas rozmaitych imprez i targów.
Ku ziemi
Podczas ProWein odbyło się ponad 250 rozmaitych prezentacji i degustacji. Oczywiście cała masa większych i mniejszych seminariów, podczas których można było zapoznać się z ciekawymi winami, z wyjątkowych miejsc. Dużo interesujących win i zmian jakie poczynili winiarze można było zauważyć na zbiorczych stoiskach takich europejskich krajów jak Gruzja, Chorwacja, Rumunia, Turcja, Grecja czy Czechy.
Godnie i – jak wspomniałem - wspólnie wystawił się Nowy Świat: Kalifornia, Urugwaj, Argentyna, Chile czy Brazylia. Wspomniane kraje, rozczarowane słabym odzewem po wystawianiu się na bordoskim Vinexpo, zdecydowały się zaprezentować po raz pierwszy pod wspólnym szyldem „Down to earth”. Fajne seminaria i przeglądowe degustacje popisowych win z tych krajów były zachętą do odwiedzin. Właściwie każdy smak, stylistyczne oczekiwania mogły

znaleźć tu swoje zaspokojenie. „Down to earth” to dość ciekawa akcja. Nie dość, że Nowy Świat w ogólnych statystykach sprzedaży wina do Europy wygląda całkiem dobrze, to przyjęcie strategii wspólnej promocji na taką skalę, warte jest odnotowania. Co na to Europa?
Pomysły
Na ProWein znalazło się coś jeszcze dla fanów rieslinga. Deutsche Wine Institute zorganizował otwartą degustacją pod tytułem „Topowe Wina generacji rieslinga”. To kolejna akcja mająca w zamiarze wesprzeć rodzimy, królewski szczep i wina z niego powstające. Degustacja cieszyła się również się dużym zainteresowaniem.
Z kolei zainteresowani winami organicznymi również mieli przegotowane coś ekstra i mogli liczyć na specjalny serwis - osobną powierzchnię degustacyjną, z przygotowanymi i drobiazgowo opisanymi próbkami tych win z całej Europy. Pod całością podpisało się stowarzyszenie winiarzy produkujących takie właśnie wina (Club of European Organic Vinters). To było trafne posunięcie organizatorów - dobra odpowiedź na zainteresowanie rynku tego rodzajem win.
Były też i inne ciekawe pomysły, np „wino i delikatesy”. 30. rozmaitych firm zorganizowało show i wystawę prezentującą najlepsze połączenia między winem a rozmaitymi specjałami (czekolada, praliny, oliwa z oliwek, przyprawy, sery, galaretki). Odwiedzający mogli sprawdzić jak smakowitości współgrają z odpowiednio do nich dobranymi winami. Wykorzystanie tego elementu na fali mody i popularności tematyki łączenia wina z potrawami wydaje się również bardzo dobrym rozwiązaniem.
Wydarzeniem, dostępnym tylko nielicznym grupom, była prezentacja bordoskich grand cru z rocznika 2007. Choć oczywiście producenci z Bordeaux na ProWein wcześniej już przyjeżdżali, to taka zbiorcza degustacja, przygotowana w osobnym miejscu, odbyła się po raz pierwszy - mocno dotknięci przez kryzys Francuzi postanowili wyraźniej zaznaczyć się na targach. Tę ekskluzywną prezentację poprzedzała specjalna konferencja prasowa. Przedstawiano na niej aktualną kondycję słynnego regionu i próby przezwyciężenia kiepskiej sytuacji. Trudno jednak przewidzieć jak dalej toczyć się będą losy rocznika 2007. Uczestnicząc w degustacji nie miałem poczucia jego wyjątkowości, raczej solidnej poprawności i zachowanej niezbędnej równowagi. Powstaje pytanie, jak będzie wyglądać bordoska polityka cenowa? Wielu importerów, konsumentów na całym świecie zadaje sobie to pytanie, w ostatnich czasach ceny bardzo mocno zwyżkowały.
Siła dobrej organizacji
Można czasem na niektórych targach spotkać ludzi z obłędem w oczach poszukujących właściwego stoiska, serwisu kieliszkowego, centrum prasowego czy toalet, widać snujących się zrezygnowanych dziennikarzy lub importerów, którym jest już wszystko jedno. Co boli najczęściej każdego wizytującego? – brak oznaczeń, informacji, zagubienie w gąszczu stoisk, w ogromnych powierzchniach hal wystawienniczych łatwo o pogubienie, chaos i rozstrój nerwowy. Pod tym względem ProWein spisuje się jednak bardzo dobrze - z roku na rok bierze się tu odpowiednie poprawki i wzorowo usprawnia organizację. Nie brakowało więc map, tablic, folderów, punktów informacyjnych, słowem - dobra jakość i ilość na bieżąco aktualizowanych informacji.
ProWein naprawdę rozwinął skrzydła. Przy okazji targów odbyło się ponad 200 rozmaitych imprez towarzyszących. Jeszcze takiej intensywności i poszerzenia oferty chyba nie było. Licznie przybyli znani sommelierzy, dziennikarze, międzynarodowa prasa. Nie dziwi więc, że na targi ProWein wybiera się coraz chętniej i coraz więcej producentów wina. Choć rozmach jest nieco mniejszy niż na Vinitaly czy Vinexpo to wystawiający się podkreślają właśnie dobrą organizację i efektywność. Wiadomo, że każde targi mają własną specyfikę, mikroświat i reguły, dają

fantastyczną możliwość spotkania „pod jednym dachem” producentów z naprawdę całego świata, czasem z jego najbardziej egzotycznych zakątków. Odwiedzając takie miejsca niemal za każdym razem ma się poczucie nadmiaru, nieogarnięcia całości. Chyba właśnie dlatego niektórzy producenci wyrażają przekonanie, że to nie wielkość targów (bo i tak często są one „za duże”) decyduje o ich jakości i klasie, ale to jak poprzez organizację, dodatkowe imprezy organizatorzy są w stanie zachęcić importerów, prasę i innych ciekawych wystawców. Dlatego docenia się sprawność ProWeinu w spełnianiu oczekiwań i wszelkich branżowych standardów. Wszystkie te elementy sprawiają, że w ostatnich latach targi w Dusseldorfie budują sobie je sobie coraz mocniejszą pozycje a producenci wina i wystawcy coraz częściej wymieniają te targi jako najchętniej odwiedzane. Również wielu importerów, dziennikarzy i ludzi z branży winiarskiej w Polsce potwierdza tę opinię.
ProWein wieńczył targowe dni dobrą, nocną rozrywka. W Dusseldorfie nie tylko restauracje i bary oferowały specjalne imprezy - w tym roku oprócz tradycyjnych winiarsko-kulinarnych, przygotowano również imprezy kulturalne, jak „tematyczne” filmy czy sztuki teatralne. Po trudzie wielogodzinnych targowych degustacji, spotkań i rozmów można było trochę odsapnąć.
Mariusz Kapczyński
Fotoreportaż z Targów ProWein 2010 znajdziesz TUTAJ.