Większości Polaków miody pitne kojarzą się głównie z rodzimym miodosytnictwem. Z pewnością na hasło „Bretania” przeciętny polski znawca trunków wszelakich nie reaguje skojarzeniem „miód”, ponieważ kraina ta, o ile w ogóle z czymś się Polakom kojarzy, to jedynie z menhirami, deszczem i cydrem. No, może jeszcze z Celtami i galijskim cwaniakiem Asteriksem, ale na tym zazwyczaj kończą się wszelakie asocjacje. Dlatego wielu z pewnością otworzy szeroko oczy ze zdziwienia na wieść o tym, że w Bretanii produkuje się miody pitne, i to od bardzo dawna, bo od czasów, kiedy region ten zamieszkiwali Celtowie, a wraz z nimi druidzi, wróżki, elfy i inne baśniowe postaci.
Był sobie miód, czyli jak to onegdaj bywało
Miody pitne znane były ludzkości już od czasów starożytnych, co więcej, cieszyły się wtedy niezwykła popularnością i uznaniem. Dodatkowo otaczał je nimb tajemnicy związanej z rzekomo
ukrytą w nich nadprzyrodzoną mocą. Były ulubionym napojem bogów, herosów i… nowożeńców. Dla Rzymian, którym większość produktów spożywczych kojarzyła się głównie z erotyką, miód był nie tylko alkoholem, ale przede wszystkim afrodyzjakiem. Dlatego też do tradycji należało częstowanie miodem pitnym świeżo upieczonych małżonków tuż przed ich nocą poślubną. Badacze i historycy języka twierdzą, że właśnie z tej tradycji wywodzi się obecne w wielu językach wyrażenie „miesiąc miodowy”. W starożytnej Grecji miód był napojem bogów olimpijskich i marynarzy, prawdopodobnie ze względu na jego rozgrzewające właściwości. Często nazywano go ambrozją, czyli napojem nieśmiertelności – bogów upajał, ludziom dawał wieczne życie. W kulturze celtyckiej miodem raczyli się głównie druidzi – dzięki niemu nabierali siły i wigoru, a ich kapłański żywot stawał się weselszy i bardziej beztroski. O ile piwo było atrybutem celtyckich wojowników, czyli zwykłych śmiertelników, o tyle miód pitny był rarytasem zarezerwowanym dla wyższych sfer. W celtyckiej Bretanii był natomiast ulubionym napojem elfów.
nie odpowiedział jasno i dobitnie na pytanie, czy chouchen jest miodem pitnym, winem miodowym, czy też może likierem? Według ustawodawstwa i nomenklatury francuskiej miodem pitnym można nazwać napój alkoholowy powstały w wyniku fermentacji brzeczki miodu, przy ewentualnym udziale drożdży winiarskich. Jednak bretoński chouchen nie zawsze powstaje w przepisowy sposób, tak więc według litery prawa miodem nie jest, choć faktycznie od miodu niewiele się różni. Bretońska tradycja nakazuje używać do fermentacji moszczu ze świeżo wyciskanych jabłek (klasyczny chouchen) lub cydru (chufere) – dzięki takiemu zabiegowi proces fermentacji ulega znacznemu przyspieszeniu. Do produkcji chouchen niejednokrotnie używane są też inne owoce (wszak czego jak czego, ale owoców jest w Bretanii zatrzęsienie), niektórzy przeprowadzają fermentację w winie, są i tacy, którzy do roztworu wody i miodu dodają słoną wodę morską – krótko mówiąc, każdy producent ma swój własny sekret i szczyptą tego sekretu doprawia produkowany przez siebie napój. To trochę tak, jak z zupą pomidorową – niby każdy gotuje ją tak samo, a u każdego smakuje inaczej.
koniczyny, malin oraz kwiatów polnych). Niegdyś bardzo popularny miodem był miód gryczany – związane to było się z częstotliwością i obfitością występowania tej rośliny w regionie, jednak obecnie gryka znana jest z nazwy i z widzenia jedynie najstarszym Bretończykom. Miód gryczany sprawiał, że chouchen miał ciemny, głęboki kolor i bardzo wyrazisty, długi smak. Również metody fermentacji zmieniały się na przestrzeni wieków – kiedyś chouchen osiągał nawet do 20 procent zawartości alkoholu, obecnie produkuje się trunki nieco słabsze, najwyżej 14-procentowe. Brzeczka miodowa (ok. 450 g miodu na litr wody) fermentuje bardzo szybko, podobnie jak cydr. Natomiast proces dojrzewania i stabilizacji smaku jest o wiele dłuższy – miód powinien dojrzewać przez co najmniej rok, ale prawda jest taka, że im dłużej, tym lepiej. W zależności od proporcji, w jakiej miesza się miód z wodą, otrzymać można alkohol słodki, półwytrawny lub wytrawny. Chouchen występuje we wszystkich tych wersjach, ciekawostką jest natomiast chouchen delikatnie musujący.
na dodatek zawsze na plecy. Jest nawet takie bretońskie powiedzenie: „Avec deux verres de chouchen, c’est deux pas avant et trois en arrière”- w wolnym przekładzie chodzi o to, że po wypiciu dwóch kieliszków miodu chouchen robi się dwa kroki do przodu, ale trzy do tyłu.
zwyczajny miód pitny. Zresztą umieszczonena etykiecie słowo chouchen pewnie i tak niewiele mówi przeciętnemu konsumentowi – nawet we Francji mało kto się orientuje, co kryje się pod tą nieco egzotyczna nazwą. A nazwa ta pojawiła się całkiem niedawno, bo w 1911 roku, kiedy to opatentował ją pewien prominentny bretoński pszczelarz, który bardzo chciał się wyróżniać na tle konkurencji. Nie można zapominać, że początek XX wieku to dla francuskiego winiarstwa okres szczególnej posuchy – w całym kraju panoszy się filoksera, która dziesiątkuje uprawy winorośli i tym samym powoduje ogromny kryzys na rynku winiarskim. Nic więc dziwnego, że wielu winiarzy i przedsiębiorców szukało ratunku w produkcji innych alkoholi, które miały zastąpić wina gronowe. Dziś można śmiało rzec, że wynalezienie marki chouchen było świetnym chwytem marketingowym i pomysłem na naprawdę złoty interes.
Składniki:
Urszula Szyller – romanistka, nauczyciel i tłumacz. Zajmuje się, min. przekładem testów z zakresu gastronomii i winiarstwa. Miłośniczka wina i trunków wszelakich. Niestrudzona tropicielka rzadkich alkoholi i ciekawostek kulinarnych.