Niedziela, 26 Luty, 2017     ostatnia aktualizacja 21-02-2017
 
Narty i wino w Południowym Tyrolu
 
2009-03-01

S
chodzimy z nart po kilku godzinach intensywnej jazdy. Bolą nas mięśnie i szczypią zmarznięte policzki, ale nie zastanawiamy się ani chwili, gdy pada propozycja samochodowej przejażdżki z narciarskiej Selvy do winnic w Magré.
Zima w PołudniowymTyrolu dopisała w tym roku, a górale nie pamiętają, kiedy ostatnio TAK sypało. Prawie dwa metry śniegu, mistrzowsko „wyratrakowane” gwarantują dobrą zabawę. Szerokie trasy pozwalają wyszaleć się fanom carvingu, a stromizny dostarczają wrażeń bardziej wymagającym narciarzom. Pierwszego dnia na rozgrzewkę zaatakowaliśmy Alpe di Siusi - czyli Masyw Sciliar. W sam raz na na przeczekanie śnieżycy. Po południu wychodzi słońce i w końcu zza chmur pojawiają się imponujące widoki. zaczyna być cokolwiek widać z wyciągu. Wokół nas otulone białym puchem przestrzenie. Drewniane chaty zasypało prawie kompletnie – podobnie jak skaliste szczyty. W przerwie rozgrzewa nas grappa z Górnej Adygi w zabytkowej baicie.
Wieczorem, w małej przytulnej salce w naszym pensjonacie winiarski specjalista opowiada więcej o tym, co można poczuć pijąc tutejsze trunki – niecodzienne surowe jak górskie powietrze pinot noir i urzekającego pieprzowego gewurztraminera oraz wszechobecną i nie wiedzieć czemu tak popularną wśród tyrolskich producentów mało wdzięczną i cienkuszowatą schiavę. Próbujemy na własnych nosach – mieszając wina w kieliszkach. Degustacja ma nieformalny charakter, humory dopisują. Pozwalamy sobie na żarty z lekko snobistycznego języka winomaniaków. Trudno się martwić kryzysem i rosnącym kursem złotówki do euro w tej urokliwej górskiej scenerii. Tyrolskie pieczywo, aromatyzowane koprem włoskim i wędzona nad jałowcowym dymem szynka (speck) zaostrzają apetyty przed kolacją. Kuchnia włosko-austriacka zaskakuje. Włoska zupa jarzynowa sąsiaduje w karcie z austriacką zupą z knedlem i tyrolską zupą pęczakową. W knajpkach na stoku można zjeść zarówno pasty, jak i sznycla wiedeńskiego, popijając piwem, winem albo doskonale gaszącym pragnienie – radlerem, czyli piwem ze spritem.
Następnego dnia ruszamy na podbój tras narciarskich w Val Gardena. A trzeciego decydujemy na atak na Sellarondę. Trzeba korzystać, dopóki jest słońce i nie wieje. Inaczej zamykają przełęcze i z wyrawy  nici. Po drodze udaje nam się jeszcze zaliczyć lodowiec spływający z  Marmolady Czeka nas tam prawdziwa walka z żywiołem, muldami i stokowymi maruderami, których trzeba litościwie omijać. Wracamy na trasę i okazuje się, że za chwilę zamykają wyciągi. Musimy gnać dosłownie na złamanie karku, żeby zakończyć szczęśliwie naszą podróż wokół imponującego masywu Sella. Wyczerpani, ale i dumni wracamy do samochodów. W nagrodę czeka nas wycieczką w dolinę Adygi. Tam, gdzie swoje siedziby ma większość tutejszych producentów win. Choć wydaje się nam, że nie mamy siły, już w pierwszej cantinie w Appiano sulla Strada del Vino, czujemy, że entuzjazm powraca. Sympatyczny starszy pan częstuje wszystkim, o co poprosimy i cierpliwie udziela wyjaśnień. O subapelacji Santa Maddalena i o nagrodach, które dostał ich „gewurz” na VinItaly w Veronie, za swoją wyjątkową mineralność. Kupujemy kilka butelek i ruszamy w stronę Magre. Cel – winoteka Paradeis Aloisa Lagedera. Po drodze mijamy jeszcze sklep Erste & Neue w Caldaro, gdzie próbujemy jak wyjaśnia Piotr win dostępnych także w Polsce. Tyle, że tutaj smakują inaczej. Trudno wytłumaczyć ten fenomen, ale łatwo go sprawdzić. Po powrocie robimy eksperyment z Gewurztraminerem od Erste & Neue. Smakuje PRAWIE tak samo…
Rozbawieni i pełni współczucia dla naszych kierowców, którzy nie mogą cieszyć się z podróżnych degustacji w równym, co my stopniu (zmuszani są do plucia!), docieramy do miasteczka Magré. U Lagedera wita nas Daniel i zaprasza do stolika. Wnętrze jest surowe, ale eleganckie – nasze stroje narciarskie bardzo się na tym tle wyróżniają. Nie było czasu ich zmienić – ale że Daniel nie domaga się wyjaśnień, przechodzimy do zabawy w degustację. Wybieramy z karty trzy białe wina. Pinot Blanc, Moscato Giallo i oczywiście Gewurztraminera. Daniel przynosi nam dodatkowo jeszcze jeden kieliszek –zagadkę, testując nas pytaniem co w nim jest. W ciągu tego wieczora, zada nam jeszcze kilka innych łamigłówek. O dziwo, w miarę degustowania, jesteśmy w nich coraz lepsi! Lista win do spróbowania wydawała się nie mieć końca. Porównywaliśmy kilka roczników Pinot Noir z linii „Selection”, w tym niesamowicie aksamitny rocznik 2000 – nie do dostania w sklepach. Na koniec najmocniejsze uderzenie – Lagrein z pojedynczej winnicy Lindenburg. Pachniał jak nic, co piliśmy wcześniej. Jak ekscytująca tajemnica, moment przed daleką podróżą i udane wakacje sprzed kilku lat. Nie dało się tego opisać żadnym znanym terminem degustacyjnym. Już myśleliśmy, że na tym koniec, kiedy Daniel nalał nam do kieliszków Merlota MMIII. To idealna ilustracja elegancji w winie. Wino satynowe, miękkie, na granicy rozbuchania, ale ostatecznie pięknie układające się na podniebieniu, doskonale skonstruowane … Tak nam się wtedy wydawało. Chyba będziemy musieli powtórzyć tę próbę, bo wynik ostatniej degustacji mógł być zafałszowany mnogością wcześniejszych doznań. Wszak winami od jednego z najlepszych włoskich producentów grzech pluć!

J.H.


(informacja prasowa)
Na wycieczki po winnicach na szlaku winnym w Górnej Adydze zabiera narciarzy firma WinnEskapady (www.winneskapdy.pl). Zajęcia na stokach i lekcje jazdy na nartach zapewniają instruktorzy Fabryki Narciarzy. W sezonie wiosennym, letnim i jesiennym Winneskapady oferują „szyte na miarę” wyjazdy do Europejskich i światowych regionów winiarskich.


Komentarze

A.Grzyb - 2009-08-13 16:28:44