Niedziela, 26 Luty, 2017     ostatnia aktualizacja 21-02-2017
 
Werona i "fałszywy" balkon
 
2009-02-23
                                                   
Minęło ponad 400 lat. W styczniu 1595 roku, odbyła się premiera sztuki Wiliama Szekspira "Romeo i Julia". Romantyczna historia ciągle wzrusza i nie ustają pielgrzymki zakochanych par, by zobaczyć "ten" słynny balkon. O mieście wiecznej miłości - Weronie - pisze Joanna Kondraciuk.

Werona i jej „fałszywy” balkon?

Nad Adygą, którą przebiegał szlak bursztynu i soli – prowadzący od Adriatyku do Prus - zbudowano jedno z najpiękniejszych włoskich miast, Weronę.
Należy koniecznie odwiedzić to niezwykłe miasto, tak umiejętnie łączące w sobie różnorodność atrakcji kulturalno-turystycznych. Obecnie jest to największe miasto lądowe Veneto zaś pierwsze wzmianki na jej temat pochodzą już z V wieku p.n.e. Przez wielu określana jest miastem średniowiecznym i romańskim, barbarzyńskim i świętym, nowoczesnym i międzynarodowym. To też miasto Julii, mały Rzym oraz bastion muzyki. Nie można przemilczeć również faktu, że Werona była od zawsze uwielbiana przez artystów, malarzy i muzyków. “Znać Weronę, to znaczy pokochać ją!”- tak pisał pewien humanista z XV wieku. Tutaj poczujecie się otoczeni 2 tysiącami lat historii wśród monumentalnych pomników, wąskich uliczek starego miasta z pozostałościami dawnych rezydencji. Rozpoznacie unoszący się w powietrzu charakterystyczny zapach odległych czasów.

Urocze miasto
Poznawanie tej włoskiej metropolii najlepiej rozpocząć od Piazza Brà. Popularnego deptaku nazywanego „liston” przy którym wznoszą się malownicze pałace, sklepy sławnych firm, liczne kawiarnie i restauracje. W XVII wieku był to tak zwany „salon Werony”. Jeszcze dzisiaj, kiedy wchodzimy na piazza, nasz wzrok od razu kieruje się w stronę Areny – symbolu i dumy miasta. Zaraz po rzymskim koloseum jest to największy z istniejących na świecie amfiteatrów, zaś swoja nazwę zawdzięcza piaskowi (rena lub arena), który pokrywał parter kolosa.
Związana z Areną jest pewna legenda cytowana w książce „Leggende medioevali” Artura Grafa. Opowiada ona, o pewnym mieszkańcu Werony, który chcąc uniknąć kary śmierci za dokonane morderstwo przyrzekł wykonanie każdego polecenia. Kazano mu skonstruować w ciągu jednej nocy budynek przeznaczony na spektakle, który pomieścił by wszystkich mieszkańców. I tak rzezimieszek  poprosił o pomoc diabła dając mu w zamian swoją duszę. Niestety, czart nie dokończył dzieła. Musiał szybko zniknąć w czeluściach piekielnych usłyszawszy poranne „Ave Maria”. Potwierdzeniem tego ma być tak zwana „Ala”.
Jednak powróćmy do faktów. Amfiteatr, osadzony w centrum Werony niczym kamień szlachetny, został wykonany z marmurowych bloków. Jego powstanie datuje się na I w. n.e. czyli koniec panowania Augusta i początek władzy Klaudiusza. Niestety, wskutek trzęsienia ziemi (1183 rok) zewnętrzny pierścień budowli uległ zniszczeniu. Dzisiaj możemy wyobrazić sobie jego pierwotną wysokość (30metrów) podziwiając tak zwaną „Alę” wznoszącą się dumnie nad Areną. Imponujący jest widok przejść, siedzeń-stopni oraz  galerii o wysokich sklepieniach z szeregiem strzelistych filarów podtrzymujących tę gigantyczną konstrukcję. Jak wszystkie amfiteatry romańskie i ten został zaprojektowany, aby gromadzić ogromne rzesze publiczności, która mogła bawić się oglądając walki, zapasy oraz pokazy zręczności i siły gladiatorów. Wielu młodzieńców tutaj oddało swoje życie ku uciesze rozbawionej gawiedzi. Ale dopiero w 1913 roku Arena została nareszcie odkryta z innego powodu. Jako najważniejszy amfiteatr liryczny na świecie pamiętną „Aidą”. Od tego momentu rozpoczęła się długa seria sukcesów oraz niekończąca się promocja śpiewaków i muzyków z Marią Callas włącznie. Wszystko to, sprawiło porównanie z mediolańską La Scalą i określenie: „La Scala na wolnym powietrzu”. Dzisiaj werońskie koloseum znane jest głównie ze względu na organizowane w sezonie letnim spektakle muzyki lirycznej oraz koncerty różnych zespołów przyjeżdżających tutaj z całego świata.
Przemierzając via Mazzini dotarłam do tak zwanego „pulsującego serca Werony”, czyli Piazza delle Erbe. Jak wskazuje sama nazwa handlowano tutaj ziołami i warzywami. Jak dawniej tak i obecnie znajduje się tutaj targ z mnóstwem charakterystycznych, kolorowych straganów będących nadchnieniem  malarzy. Nad placem góruje Torre dei Lamberti z wierzchołka której możemy podziwiać przepiękną panoramę miasta. W tej najwyższej wieży Werony – mierzącej 83m - są dwa interesujące dzwony: Marangona i Rengo. Oba pochodzą z XII wieku. Pierwszy z nich dzwonił na zakończenie dnia, natomiast drugi aby zwołać ludność. W mieście jest mnóstwo  budynków wartych uwagi, jak chociażby Palazzo del Comune często nazywany Palazzo della Ragione, ponieważ przez pewien czas znajdował się tutaj sąd. Jest też interesująca Casa dei Giudici, barokowy Palazzo Maffei oraz wieża Gardello. W centrum placu usytuowana jest urocza fontanna „Madonna Verona” zamówiona przez Cansignorio della Scala w XIII wieku i od tego momentu – symbol miasta. Zaraz obok, znajduje się zadziwiająca niezwykłą harmonią konstrukcji Piazza dei Signori - centrum władzy miasta. Jest też Palazzo del Capitano wybudowany na zlecenie Cansignorio Della Scala oraz Loggia del Consiglio – przykład architektury Odrodzenia. Warto zwrócić uwagę na przepiękny gzyms optycznie  podwyższony dzięki umieszczeniu rzeźb przedstawiających wielkich tego miasta z czasów rzymskich jak: Catullo, Plinio, Emilio Macro, Vitruvio i Cornelio Nepote.
Potwierdzeniem wielkiego znaczenia w Weronie rodu Della Scala są Arche Scaligere. Jest to wyrafinowany grobowiec rodziny otoczony palisadą z kutego żelaza i ozdobiony motywem drabiny (scala-drabina), która była herbem rodu. Tutaj spoczywają m.in. Cangrande I (Wielki-pies), MastinoII (Dog angielski), Cansignorio (Pies-senior) uwiecznieni w pięknych rzeźbach. Bez wątpienia jest to oryginalny sarkofag, godny podziwu, ze względu na swoją wręcz wojskową prostotę.

Fałszywy balkon?
Czy możnaby podważyć mit Romea i Julii rewelacją, że balkon pod którym wzdychał młodzieniec  jest fałszywy? Kontynuuję mój spacer w kierunku domu Julii (Casa di Giulietta ) znajdującego się przy Via Cappello. Jest to średniowieczny  budynek z cegieł, które ściemniały wskutek mijających stuleci. Wchodząc na dziedziniec od razu mój wzrok kieruje się w stronę balkonu pod którym fantazja Szekspira umieściła zakochanego Romea. Fantazja, ponieważ „występ” ten został dobudowany dopiero w 1935 roku. Panuje tutaj dziwna cisza przerywana od czasu do czasu odgłosem aparatów fotograficznych. Może dlatego, że ktoś oczekuje nagłego pojawienia się Julii na balkonie? Jak tu nie wierzyć w baśnie skoro zaraz obok widnieje tablica pamiątkowa z wyrytym cytatem z tragedii: „(...) co za blask strzelił tam z okna!/Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem!” Wzniesiono też pomnik z brązu ku czci nieszczęśliwej dziewczyny. Jej smutne oczy wydają się szukać Romea, który w legendarną noc nie bacząc na niebezpieczeństwo przybył na spotkanie ukochanej i stojąc pod balkonem błagał: ”Wnijdź, cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,/która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś/od niej piękniejsza;” Nie ma turysty, który nie zrobiłby zdjęcia przy Julii, a odchodząc dotknął jej ramienia i lewej piersi. Praktykowany zabobon ma spowodować spotkanie prawdziwej i jedynej miłości.

Florencja północy
Corso San Anastasia doprowadzi do niedokończonej fasady największego werońskiego kościoła wybudowanego między XIII-XV wiekiem. Obiekt ten, charakteryzuje się oryginalną mieszanką stylu romańskiego i gotyckiego. Do obszernego wnętrza, tego zachwycającego sanktuarium, wchodzimy przez olbrzymi portal na którym wyryte są sceny z Nowego Testamentu. Wartym obejrzenia w Świętej Anastazji jest niecodzienny fresk Pisanella przedstawiający Św. Jerzego i księżniczkę.
Chwila odpoczynku w parku zachwycając się absydami Świętej Anastazji i zmierzam w kierunku Ponte Pietra przerzuconego nad wijącą się przez Weronę, Adygą. Ten, pamiętający czasy Wielkiego Imperium Rzymskiego most podtrzymywany jest na pięciu masywnych filarach. A stąd już niedaleko do Teatro Romano z resztkami murów w formie tarasów „przyczepionych” do wzgórza San Pietro. Ten rzymski teatr jeszcze dzisiaj oferuje zwiedzającym swoją magiczną scenografię, którą zawdzięcza usytuowaniu pomiędzy rzeką a wcięciem zbocza. Obecnie odbywają się tutaj spektakle muzyczne i teatralne, które są niekończącą się mieszanką eksperymentów awangardowych scen międzynarodowych. Przy ostatnim, najwyższym rzędzie znajduje się winda, którą dojedziemy do XIV-wiecznego zakonu San Girolamo. We wnętrzach zgromadzono naczynia stołowe, mozaiki różnego pochodzenia oraz znakomitą kopię Afrodyty - dzieło Fidiasza.
Zachwycając się tą „Florencją północy” zawędrowałam do Duomo, wznoszącego się zaraz za zakolem Adygi. Podobno pierwsze miejsce kultu znajdowało się tutaj już w IV wieku. Ten, oryginalny w czerwono-białe pasy, kościół został konsakrowany w II połowie XI wieku. Interesujące jest, iż gmach ten w dolnych partiach ujawnia ślady architektury romańskiej, natomiast wyżej przechodzi w gotyk. W środku warto zwrócić uwagę na „Wniebowzięcie” Tycjana oraz grób papieża Lucio III znajdującego się po stronie chóru. Przez pewien czas w Weronie znajdowała się stolica apostolska.
Do rzymskiej Werony prowadziła Via Postumia, a kto chciał dostać się do miasta na targ musiał przejechać przez Porta Borsari i uiścić opłatę. Fasada bramy -  z II w.n.e - jeszcze dzisiaj pozwala na wyobrażenie jej pierwotnej okazałości i piękna. Dalej pojawia się Archo dei Gavi – łuk triumfalny z I wieku. I już po chwili stoję przed Castelvecchio. Ta, forteca-rezydencja została wybudowana na polecenie Cangrande II Della Scala (1354r.)  nieustannie obawiającego się buntu ludności w miejscu, które nawet przez Rzymian było uznawane za znakomity punkt strategiczny. W tamtych czasach, obiekt nazywano San Martino in Aquaro w związku ze znajdującym się tutaj kościółkiem. Imponujący jest widok podwójnych murów obronnych - z siedmioma narożnymi wieżami - otaczających zamek. Ale z upływem stuleci, wyrafinowane życie dworskie ustąpiło miejsca płótnom, rzeźbom i różnym innym dziełom artystów włoskich i zagranicznych zgromadzonych w Museo di Castelvecchio. Spacer labiryntem wąskich korytarzy i okazałych, renesansowych sal pośród dzieł Pisanella, Jacopa Belliniego czy Domenica Veneziano jest prawdziwą ucztą dla duszy. Nie można też przegapić obejrzenia płótna Rubensa “Dama delle Licnidi” oraz wizyty w armeryji z bogatą kolekcją broni (szpady, miecze, halabardy itp.).
„Romatyczna” Werona z oddaniem strzeże mitu dwojga nieszczęśliwych kochanków. I od niepamiętnych czasów tradycja wskazuje, że grób Julii znajduje się w XIII-wiecznym kościele San Francesco al Corso. Dochodzi się tutaj zadzrzewioną alejką. Po czym stromymi schodami schodzi do krypty. Tutaj umieszczono sarkofag wykonany z czerwonego marmuru, który jeszcze na początku XIX wieku leżał porzucony w ogrodzie klasztornym. Zgodnie z legendą w tej kamiennej trumnie, obecnie pozbawionej przykrycia spoczywały zwłoki dwojga nieszczęśliwych kochanków. W niszy obok grobu, licznie przybywający turyści pozostawiają karteczki z zapisanymi prośbami, bezgranicznie wierząc, że tylko Julia dokonując tajemniczych czarów miłosnych jest w stanie pomóc nieszczęśliwie zakochanym.
Opuszczając to włoskie miasto przypomniały mi się słowa  Dickens’a, który przez pewien czas gościł tutaj: „O urocza Werono! Z twoimi wiekowymi pałacami(...) z twoimi rzymskimi bramami; z kościołami ozdobionymi marmurem i okazałymi pałacami. Byłaś zawsze uroczą Weroną i taką pozostaniesz w mojej pamięci.”

Tekst: Jolanta Kondraciuk
Zdjęcia: Mariusz Kapczyński