Poniedziałek, 24 Lipca, 2017     ostatnia aktualizacja 17-07-2017
 
Święto piwa po polsku
 
2017-07-13

Choć mają historię liczącą zaledwie kilka lat, zdobyły już bardzo liczne grono fanów i zbudowały sobie silną pozycję. Jak Polska długa i szeroka, od Bałtyku aż po Tatry, w cieplejszej porze roku rozlega się brzęk kufli i szklanek, któremu towarzyszą tajemniczo brzmiące rozmowy z przewijającymi się słowami takimi jak IBU, IPA, AIPA, RIS, plato czy sztos. Panie i panowie, przedstawiamy wydarzenia, na których to piwo jest najszlachetniejszym z trunków!




Piwna rewolucja, nawet jeśli nadal to zaledwie mała część piwnego rynku, na pewno jest już dobrze widoczna. Półki nawet w zwykłych, „osiedlowych” sklepach pełne są piw craftowych/rzemieślniczych, niegdyś dostępnych jedynie w wyspecjalizowanych placówkach odwiedzanych przez wąskie grono wtajemniczonych. Internetowe fora i walle aż huczą od emocji wywoływanych przez dyskusję, czy cena 25 lub 50 zł za półlitrową butelkę piwa to już za dużo, czy raczej jeszcze poziom akceptowalny. Zgadza się, to nie błąd w druku, chodzi o 25 czy 50 zł, bo ceny w przedziale 10-15 zł (w sklepie!) już raczej nikogo nie dziwią.
Nie wszystkie piwa z „nowej fali” jest jednak łatwo kupić, nawet jeśli się ma zasobny portfel
(i wyjątkowo wyrozumiałego życiowego partnera). Osoby pamiętające czasy PRL mogą mieć uczucie déja vu, kiedy usłyszą, że na niektóre piwa prowadzone są zapisy, a sklepy i producenci wręcz toczą walkę z piwnymi spekulantami wykorzystującymi popularność i małą dostępność niektórych produktów.
Jeśli ktoś nadal jednak powątpiewa w piwną, craftową falę przelewającą się właśnie przez nasz kraj, powinien na własne oczy zobaczyć jedno z wydarzeń, które zbiorczo możemy nazwać festiwalami piwnymi. Ich mnogość przyprawia o zawrót głowy. Ten fenomen liczy sobie dopiero kilka lat, bo i cała piwna rewolucja w naszym kraju ma historię krótszą niż dekada. Wydarzenia te, aczkolwiek bardzo młode, mają już jednak rzesze oddanych miłośników, którzy gotowi są przejechać cały kraj, aby spróbować licznych piwnych premier.



Festiwale piwa to nazwa może niezbyt fortunna, bo wielu osobom kojarzyć się będzie raczej z przaśnymi imprezami plenerowymi, organizowanymi pod auspicjami któregoś z koncernów piwnych, gdzie w równorzędnych rolach głównych występują przeraźliwie zimne piwo w plastikowym kubku, spalone na węgiel kiełbaski na papierowej tacce i przygrywający gdzieś w tle zespół disco polo. O tym, jak bardzo nieprawdziwy byłby to obraz, najlepiej jest się przekonać osobiście, do czego Czytelników oczywiście zachęcamy. Wymówką nie powinna być lokalizacja (bo tego typu wydarzenia odbywają się już wszędzie, zarówno w dużych, jak i w małych miastach) czy cena (bo oprócz imprez biletowanych są także imprezy darmowe). Jeśli ktoś w 2017 r. chce się uważać za znawcę piwa, to naprawdę musi odwiedzić przynajmniej jeden festiwal. Wraz z nadejściem cieplejszej pory roku rozpoczyna się sezon, podczas którego co tydzień gdzieś w Polsce można spróbować najlepszych piw.

Kto przychodzi na festiwale piwa?
Na festiwalu piwa nawet mniej zaawansowany (wiedzą, a nie ilością wypitego trunku) miłośnik znajdzie coś dla siebie. Jak zauważa Agnieszka Wołczaska-Prasolik, reprezentująca Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa (WFDP): – Wśród uczestników procentowo więcej jest na pewno osób mniej zaawansowanych – takich naprawdę znających się na piwie wcale nie ma tak wiele. Ale po naszej imprezie to zaawansowanie zdecydowanie wzrasta.



Podobnego zdania jest Daniel Mielczarek z Beer Geek Madness odbywającego się we Wrocławiu, który wyjaśnia, że: – Każdy festiwal rzemieślniczy ma swoją własną formułę i co za tym idzie – inną grupę docelową. Nie każda impreza tego typu przyciąga tylko i wyłącznie tzw. beer-geeków, czyli prawdziwych miłośników piwa rzemieślniczego. Duże festiwale kierowane są również do osób, które po prostu poszukują nowości i od czasu do czasu chcą spróbować czegoś nowego.
Tego typu wydarzenia mają także oczywiście charakter branżowy i biznesowy. – Dla właścicieli barów i barmanów to dobra okazja, żeby w jednym miejscu popróbować wielu piw i podjąć decyzje, od kogo warto kupować – wyjaśnia Agnieszka Wołczaska-Prasolik. Ten sam aspekt wyróżnia Daniel Mielczarek z Beer Geek Madness, według której: – Tego typu wydarzenia to doskonała okazja do spotkania dla całej branży – festiwale przyciągają właścicieli browarów, piwowarów (również tych domowych), właścicieli lokali, w których serwowane jest piwo rzemieślnicze, barmanów.
Warto podkreślić międzynarodowy charakter najważniejszych piwnych festiwali w naszym kraju. W Beer Geek Madness uczestniczą miłośnicy piwa rzemieślniczego m.in. z Niemiec, Czech, Litwy, Skandynawii, Ukrainy, a wśród wystawców są także wystawcy z zagranicy, w tym roku ze Szwecji, Estonii, Danii i Niemiec. Podobnie jest na Wrocławskim Festiwalu Dobrego Piwa, na którym swoje piwa beczkowe i butelkowe prezentują także browary z Czech, Belgii, Ukrainy, Niemiec, Danii, Holandii, Anglii i Szkocji. Podobnie międzynarodową reprezentację można zobaczyć i na innych festiwalach piwa w naszym kraju.




Festiwal piwa to coś więcej niż picie piwa… chociaż piwo jest najważniejsze
Co tak bardzo przyciąga odwiedzających – zarówno tych bardziej, jak i mniej zainteresowanych? Oczywiście nie będzie odkryciem stwierdzenie, że tym czynnikiem jest piwo. Nie jest to jednak przeciętny „koncerniak”, jak o produktach wielkich koncernów wyrażają się miłośnicy piw craftowych. – Staramy się, żeby były u nas tylko takie piwa, których naprawdę warto spróbować. Dzięki temu nasi goście, z których nie wszyscy są przecież piwnymi koneserami, mogą odkryć, jak wiele smaków do tej pory ich ominęło – podkreśla Agnieszka Wołczaska-Prasolik. – Wiele piw w jednym miejscu, konkursy, panele dyskusyjne, koncerty – to wszystko razem tworzy klimat, choć oczywiście bez piwa nie byłoby całej reszty. Podobnego zdania jest Daniel Mielczarek: – Dla uczestników festiwalu najważniejsza jest możliwość spróbowania wyjątkowych piw. Jak zapewniają organizatorzy Warszawskiego Festiwalu Piwa: – Udział w festiwalu to doświadczenie, po którym nie ma powrotu do świata pozbawionego smaku „piwa dla każdego”.




Większość festiwali piwa oferuje coś więcej niż tylko możliwość spróbowania piwa. Warsztaty, pokazy, premiery, wykłady – to wszystko elementy, które podnoszą rangę festiwalu i dodają mu atrakcyjności. – Elementy takie jak strefa gastro, dodatkowi wystawcy, warsztaty czy koncerty, bo Beer Geek Madness to aż trzy sceny muzyczne, stanowią dodatkową atrakcję, podobnie jak dobre jedzenie – food trucki przygotowują dla nas specjalne festiwalowe dania. Strefa Beer is Art to również wernisaże. Uczestnicy Beer Geek Madness mają również możliwość kupienia wyjątkowych rzemieślniczych produktów i usług – wylicza Daniel Mielczarek. Nie wszystkie te elementy są jednak dostępne dla każdego odwiedzającego. – Są wydarzenia, które odbywają się na scenie otwartej, przeznaczone dla wszystkich zainteresowanych – wyjaśnia Agnieszka Wołczaska-Prasolik. – Są również wykłady specjalistyczne, odbywające się w zamkniętych pomieszczeniach, przeznaczone dla grup zainteresowanych danym tematem – tam są ograniczenia do ok. 50 osób na wykładach lub 30 osób na szkoleniach sensorycznych, degustacjach. Mamy też Warsztaty Piwowarskie dla piwowarów domowych oraz zamknięte spotkanie tychże piwowarów, na które co roku od 14 lat, bo Warsztaty są imprezą starszą niż sam Festiwal Dobrego Piwa, gromadzą około 100 piwowarów domowych z całej Polski. Ciekawy pomysł na uatrakcyjnienie wydarzenia ma festiwal Beer Geek Madness, który organizuje konkurs na przygotowanie piwa inspirowanego motywem przewodnim festiwalu. W tym roku browary biorące udział w Beer Geek Madness będą warzyć piwa inspirowane smakami Północy.

Piwo to biznes
Z jakim wydatkiem trzeba się liczyć, wybierając się na piwny festiwal? Samo wejście może być za darmo, jak to jest w przypadku Wrocławskiego Festiwalu Dobrego Piwa, na którym biletowane są tylko niektóre elementy (np. degustacje pod pieczą doświadczonego kipera). Inaczej jest w przypadku Beer Geek Madness, na który bilety są dostępne w różnych wariantach cenowych (129 PLN/149 PLN/169 PLN) i jest to wejściówka uprawniająca do nieograniczonej degustacji piw dostępnych na festiwalu (w tym roku będzie ich ponad 60), goście otrzymują także pamiątkowe szkło festiwalowe. Ta właśnie formuła („płacisz raz, degustujesz ile chcesz”) niewątpliwie wzbudza duże zainteresowanie.
Oczywiście na festiwalu trzeba się liczyć także z wieloma wydatkami nie tylko na piwo. Pamiątkowe szklanki, różnego rodzaju gadżety piwne, koszulki – to wszystko dodatkowe koszty, na które portfel każdego piwosza musi być przygotowany. Warto jednak ponieść taki wydatek. Dzięki możliwości spróbowania wielu piw można odnaleźć te, które nam naprawdę pasują, unikając całkiem przecież drogiego kupowania piwa craftowego w sklepach.




Jak to wygląda z perspektywy wystawiającego się browaru rzemieślniczego, craftowego, kontraktowego czy restauracyjnego? Udział w festiwalu to świetna okazja do promocji swoich produktów. W ciągu kilku festiwalowych dni można mieć kontakt z tysiącami gości, którzy być może później sięgną po dane piwo na sklepowej półce bądź zamówią je w barze. Z zaledwie kilkoma wyjątkami piwna nowa fala to przecież mikrofirmy, których nie stać na inne formy promocji niż udział w festiwalach. Na rynku trudno się przebić ze swoimi produktami, bo, jak wynika z danych podanych przez serwis Piwna Zwrotnica, w 2016 r. w Polsce było 1561 premier piwnych (licząc piwa rzemieślnicze, regionalne, kontraktowe, koncernowe, z minibrowarów)!

Przyszłość i wyciąganie wniosków

Jak wygląda przyszłość festiwali piwa? Wydaje się, że są to wydarzenia, które na stałe zagoszczą w naszym kraju. Wynika to z rosnącego zainteresowania piwem wysokiej jakości, tworzonym przez małe, nastawione na innowacje smakowe browary. Stan obecny oraz przyszłość bardzo optymistycznie postrzega Daniel Mielczarek: – Rynek piwa rzemieślniczego w Polsce bardzo dynamicznie się rozwija. Na przestrzeni ostatnich 6 lat, czyli od początku piwnej rewolucji w Polsce, powstało prawie 170 kraftowych browarów, a kolejnych 80 jest w budowie. Szacuje się, że w ciągu najbliższych 10 lat powstanie jeszcze 500 nowych browarów, warzących nie więcej niż 3 tysiące hektolitrów piwa rocznie. Polska jest liderem piwowarstwa rzemieślniczego w Europie Środkowo-Wschodniej. Takie kraje jak Niemcy, Czechy, Słowacja czy Rumunia są daleko za nami. Konsumenci coraz częściej sięgają po piwa rzemieślnicze, czyli takie, za którymi stoi konkretny piwowar znany im z imienia i nazwiska. Piwa, które mają smak i zapach, a do ich produkcji zostały użyte naturalne składniki.



Wydarzenia piwne to ciekawa lekcja do odrobienia dla krajowych producentów wódki. Oczywiście trudno sobie wyobrazić podobną imprezę w przypadku tego znacznie mocniejszego alkoholu, ale sam fakt, że na piwne festiwale przybywają tysiące osób z najdalszych zakątków kraju, a także liczni goście z zagranicy, powinien dawać do myślenia. Na polskich festiwalach można spotkać osoby zarówno z bliższego, jak i dalszego sąsiedztwa naszego kraju, co oznacza, iż zarówno festiwale, jak i polskie piwa są wystarczająco ciekawe, dobre, nowatorskie, aby ich przyciągnąć. Okazuje się, że w ciągu zaledwie kilku lat, oddolnie, bez dużych nakładów na reklamę, można stworzyć produkt jednocześnie masowy i elitarny, nastawiony na rozrywkę i dobrą zabawę, a także na edukację i kształtowanie świadomego konsumenta. Można tylko życzyć równie dużego zainteresowania Muzeum Polskiej Wódki, które – miejmy nadzieję – kiedyś w końcu rozpocznie działalność.   

Tekst: Bartosz Bełkowski

Zdjęcia: StockPhoto, Pixabay


Tekst ukazał się wcześniej w Rynkach Alkoholowych
ZapiszZapiszZapiszZapiszZapisz