Niedziela, 23 Lipca, 2017     ostatnia aktualizacja 17-07-2017
 
ProWein 2016 czyli zawrót głowy
 
2016-05-12

13-15 marca 2016 roku w Dusseldorfie odbyło się kolejne wielkie święto wina. Targi ProWein po raz udowodniły, że ich wypracowanej silnej pozycji będzie konkurentom coraz trudniej zagrozić. Dobra lokalizacja (w tej części Europy), znakomita organizacja, standardy obsługi imprezy, stawiają poprzeczkę naprawdę wysoko. Są to coraz większe i bardzo przekrojowe targi wina, ściągające rzeszę wystawców i odwiedzających (55 tysięcy gości). Już na wejściu przeżywa się schizofreniczne uczucie radosnej ekscytacji a jednocześnie pewnego smutku (przynajmniej ja tak mam...). Ekscytacji, bo masz wrażenie, że oto dostajesz niemal cały winiarski świat na tacy. Smutku, bo wiesz, że nie spróbujesz wszystkiego (ej tam! - wszystkiego!, wiesz, że nie spróbujesz nawet ułamka...). Stąd pewność niezaspokojenia „głodu” i wynikające z niej przygnębienie.


ProWein 2016. Odwiedzających i wystawców przybywa /fot. materiały prasowe/

Niech przemówią liczby
ProWein rośnie, puchnie, z roku na rok przybywa mu nowych pawilonów. Statystyki robią wrażenie – 6200. wystawców z 59. krajów świata. Niezliczone ilości degustacji (tych większych, oficjalnych było ponad 300), seminariów, debat oraz bogaty program towarzyszący „na mieście” po oficjalnych dniach targowych („ProWein goes city”). Najliczniej stawili się Włosi (1500 wystawców) Francja (1400), Niemcy (1000), Hiszpania (550), Austria (320) i Portugalia (500), 30 wystawców reprezentowało środkowy wschód (Izrael, Liban, Armenia).
Nie sposób nie wspomnieć o również szybko powiększającym się co roku sektorze destylatów. W tym roku pojawiło się tam 400. wystawców z 30. krajów, reprezentujac naprawdę szeroką gamę rozmaitych mocnych alkoholi. W tym roku przyjechali reprezentanci tak egzotycznych krajów jak Korea Południowa czy Mauritius.
O ból głowy mogła przyprawić liczba pokazów, statystyk, prezentacji. I oczywiście samych win i alkoholi. Można było poznać nowości, trendy, nowe roczniki, słowem – czego dusza zapragnie. Nic więc dziwnego, że coraz więcej producentów, importerów, ludzi z branży ceni ProWein jako jedną z najważniejszych (jeśli nie najważniejszą) imprez tego typu w Europie. Jak wspomniałem, wielkość imprezy i nadmiar idących za nią możliwości może być nieco paraliżujący, kto nie ma sprecyzowanego, ułożonego planu, może się w tym naddatku, w masie propozycji pogubić. Ja jednak dokładnie wiedziałem na co w tym roku postawię.


W labiryncie wystawców /fot. materiały prasowe/

Wino z Kraju Kwitnącej Wiśni
Jedną z najbardziej egzotycznych degustacji zorganizowali Japończycy. Zaprezentowali przekrojową prezentację win z odmiany koshu – endemicznej odmiany japońskiej (osobno pezentowano również sake). Koshu ma lekko różowawa skórkę, niezłe taniny i dość wysoką kwasowość (pisałem o nim tutaj). Daje wina lekkie i świeże, o odelikatnej, kruchej budowie, ale którym nie brakuje świeżości i charakteru. Odmiana ta uprawiana jest w różnych zakątkach Japonii, jednak najbardziej słynie z niej prefektura Yamanashi (znajdująca się niedaleko Fuji). Korzystne warunki - dobre wulkaniczne gleby, duża ilość słońca sprzyjają tu uprawom. Nic dziwnego, że to tutaj skumulowało się winiarstwo japońskie i tu powstaje zdecydowana większość win.
Japończycy są z koshu  dumni – choć uprawia się wtym kraju wiele innych odmian (jak chardonnay czy merlot) – ta jest flagową. Powstała nawet specjalna oficjalna komórka promocyjna, konsorcjum KOJ (Koshu of Japan). Co ciekawe, te na swój sposób egzotyczne wina, zdążyły już sobie zaskarbić uznanie jurorów prestiżowych konkursów, jak Decanter World Wine Awards czy International Wine Challenge. Stoisko z koshu (zaprezentowało się 15 winiarni) i sama prezentacja cieszyły się dużym zainteresowaniem.


Koshu... /fot. M. Kapczyński/

Nie wiem kiedy i gdzie będziecie mieli okazje tych win spróbować, nie wiem czy planujecie odwiedzić Japonię. Ale gdyby przydało się wam troszke rekomendacji, oto one.
(4+) Lumiere Koshu brut Hikari 2014 sparkling
metoda klasyczna. 6 miesięcy na osadzie. Aromat delikatny jabłkowy, świeży. W ustach kwasowe, czyste, lekkie. Wino odświeżająe, w pełni wytrawne, bardzo żwawe, chude. Solidna kwasowość i lekka słoność w posmaku. Biała poreczka, agrest, jabłko. Fajny zielonkawy styl. 11 €.
(5-) Koshu private reserve 2014, Grace Winery, 11,8% Przejrzyste i czyste, lekkie, przyjemnie zachęcające świeżym owocem, jest też bez, stokrotki, siano. Czyste, lekko limonkowe, piaskowe. Zwiewne i mineralne. Ma lekko słonawy posmak. Bardzo ciekawa propozycja.
(5-) Koshu 2011, Mercian, 11%. Limonkowo, grejpfrutowo, lekko mineralnie. W ustach kwasowe, jabłkowe, odświeżające. Grejpfrutowe pestki, limonka. Fajna struktura, czyste wykonanie.
(5-) Koshu Kayagatake 2014, Grace Winery, 11,5% Zrobione lekko, bardzo świeżo i mineralnie. Żywe, lekko limonkowe.  Dobre. Smaczne i transparentne.
(4) Sol Lucet Koshu 2013, Kurambon. Znowu słony, lekki i mineralny styl. Mirabelki, białe porzeczki. Trochę chropawy finisz. Lekko kościste, ale pije się z przyjemnością.
(4+) Soryou Koshu 2014. Warzywne, koperkowo-jabłkowe, czyste i kwasowe. Jabłko i agrest. Zbalansowane, bardzo przejrzyste, mineralne.
(5-) Koshu 2014, Hikari. Atrakcyjne, mineralnie, z lekkim akcentem „pomarańczy”. Jest w nim fajny nerw, żywość, owocowe i świeże nuty. Dobre, podoba mi się, ma w sobie coś indywidualnego. Smaczne i długie, mineralne.

Nieśmiertelna klasyka czyli Chateau Musar
Planowałem tu wizytę w nieco innym czasie, ale przechodząc zauważyłem, że stoisko legendarnej winiarni Chateau Musar akurat nie ma żadnych gości. „To jest ten moment” – pomyślałem i ruszyłem, by się przywitać. To była dobra decyzja, to co działo się później zapamiętam na długo. Najpierw zacząłem rozmowę z jednym „chłopaków od sprzedaży i marketingu”, wydawał się znudzony – nalał wina, wypowiedzial kilka zdawkowych informacji i odallił się. Jednak w pobliżu przechadzał się enolog - Tarek Sakr. Wystarczyło zagadnąć. I się zaczęło. Byłem w dobrych rękach. 


Tarek Sakr, enolog z Chateau Musar (fot. M. Kapczyński)

Winnice należące do Chateau Musar uprawiane są w najważniejszym libańskim regionie winiarskim - Bekaa Valley, około 40 km na północ od Beriutu. W winnicach na wysokości około 1 tys. m.n.p.m. rośnie cabernet sauvignon, cinsault, grenache, carignan oraz obaideh (chardonnay) i merwah (semillon). Styl tych win jest niełatwy, dla niektórych wręcz dyskusyjny. To jest punkt ważny, bo ja na przykład zupełnie nie wiem, nie rozumiem, dlaczego, się je za takie uznaje. Nic kontrowersyjnego w tych winach nie znajduję.
Winiarnię założył Gaston Hochar w 1930 roku po powrocie i winiarskich doświadczeniach w Bordeaux. Współczesną legendę win tworzył jego syn - Serge Hochar, który w 1959 roku po powrocie enologicznych z studiów w Bordeaux, został oficjalnym enlogiem. Odcisnął się na stylu. W latach 70. wina te z entuzjazmem „odkryto” w Europie. Od tego czasu sława zataczała coraz szersze kręgi budując międzynarodowe „stowarzyszenie” wyznawców tej winiarni.
Styl win jest unikalny, nieprzekombiniwany, delikatny i złożony, starowiecki w najlepszym sensie tego słowa. Serge jednoznacznie deklarował, że wina potrzebują dłuższego czasu dojrzewania (zarówno białe jak i czerwone) - pozwalał dojrzewać im przez co najmniej parę lat w piwnicach, dopóki nie uznano, że są gotowe do wypuszczenia na rynek. Wina potrafiły się wspaniale za ten czas odwdzięczyć. Niestety, w roku 2014 Serge zmarł (Hochar był wtedy z rodziną na wakacjach w Meksyku, w Acapulco). Miał 75 lat. Legenda jednak trwa a wina w kolejnych rocznikach, miejmy nadzieję, ją podtrzymają. Opowieść jaką raczył mnie Tarek Sakr każe w to wierzyć. Na okrasę swoich argumentów wyciągał coraz to starsze butelki a ja z każdą kolejną popadałem w coraz więskze zachwyty.


Wina z kultowej posiadłości Chateau Musar (fot. M. Kapczyński)

(5-) Hochar 2012, 14,4%. Typowy oldskul. Znakomity styl, jak za starych dobrych czasów – wino o dojrzałym, dotartym charakterze. Niby mocne, wyraziste, ale jest w nim świetna harmonia, równowaga, świetny owoc. Bardzo długie.
(5) Chateau Musar 2009. Tu dominują dzikie klimaty - skóra, stare futro, pieprz, ziemia, warzywniak, piwnica, jagody. Taniny wyraziste, ale nieagresywne. Długie i wybornie „nieokrzesane” wino.
(5-) Chateau Musar 2008. Bardziej gładkie, ułożone, już bez tej dzikości. Są jeżyny, pieprz, nuty wędzone i dymne oraz warzywne. Świetna kwasowość, będąca spoiwem wszystkich elementów. Bardziej ułożone, wyprofilowane. Wibrujące. Intensywne i długaśne.
(5) Chateau Musar 2003. To był deszczowy rocznik, ale nie odcisnął się tu na jakości. Dominują nuty tytoniowe, skórzaste, korzenne, balsamiczne. Świetne taniny, piwnica, pieprz, marmolada i dżem jeżynowy. Kwasowe, delikatne i eleganckie. Długie i piękne wino.
(5+) Chateau Musar 1966. Bardzo delikatne nuty, pieprzu, czekolady, starej cegły, pigwy, truskawki, czereśni. W ustach ciche, wycofane, z ciągle dobrą kwasowością. Wino w świetnej kondycji, bardzo rozwinięte, dotarte, muślinowe.
Na koniec spróbowałem dwóch białych. W niczym nie przeszkadzało, że pite były po czerwonych, dały radę.
(4+) Chateau Musar 2007 white. Skromne, proste, delikatne. Lekko pigwowe, jest biała porzeczka, pieprz, wosk, śmietana, biszkopt. Stateczne i poważne jak angielska królowa.
(5-) Chateau Musar 1986 white. Wyważone, ma świeże mirabelki, troszkę orzechów laskowych, masło, piasek, oliwa, suche kwiaty. Elegackie, mineralne. Świeże i w dobrym sensie staromodne.

Daleki przeskok
Miałem smak na kolejne klasyki. Z Bliskiego Wschodu postanowiłem ruszyć ku Nowemu Światu. Na cel wziąłem dwie winiarnie z Argentyny. Pierwsza - Achaval Ferrer. Jedna z najciekawszych butikowych winiarni (piszę „butikowych”, choć działają na prawie 100 ha), założona w 1998 roku przez grupę przyjaciół, którą tworzyli Argentyńczycy i Włosi – Santiago Achával, Roberto Cipresso (enolog), Manuel Ferrer i Tiziano Siviero. Winiarnia działa w Mendozie (Lujan de Cuyo). Dysponują kilkoma rozmaitymi lokalizacjami wśród których są stare, prawie 70-letnie winnice. Wina stąd są starannie „obymślone”, wycyzelowane, brak tu może miejsca na spontaniczne podejście, ryzyko, ale to dobry, świeży i skoncentrowany styl. Przy całej swej ekstraktywności wina te zachowują owocową soczystość i lekkość (brak męczących, duszących wino, nut beczkowych). Nacisk położony jest oczywiście na odmianę flagową – malbec i przyznać trzeba, że każda butelka niesie nową jakość i ciekawy charakter, szczególnie te z pojedynczych winnic (finca). Winiarnia zdobyła międzynarodowy rozgłos. Warto tych win spróbować. W Polsce znajdziecie część z tych win np. w Podkowa Wine Depot.
(4+) Malbec expresion 2014. Owoce z różnych winnic na różnych wysokościach. Troszkę chłopskie, skoncentrowane, kwasowe i owocowe. Pełne dojrzałych wiśni. Świeże i smaczne. (4+) Quimera 2013. Syrah, merlot, caberet franc, petit verdot. Rok w beczce. Więcej wiśni, śliwki, czekolady. Jest kwasowo, żywo świeżo, dobra jakość i świeżość. Przyjemne i żywe wino, mocno skoncentrowane, ale kwasowosć trzyma je w pionie. (5-) Finca Mirador Malbec 2013. Wyważone, bardziej stonowane, mineralne, eleganckie i mineralne. Dobry balans. (5-) Finca Bella Vista Malbec 2013. Stara winnica, ponad 100-letnia. Wino wyważone i ciekawe. Jest jałowiec, ziemia, fiołki, ściółka. Masa tu owocu, ale jest też i równowaga. Skromne i atrakcyjne wino. (5-) Finca Altamira Malbec 2013. Więcej ziemistych nut, rustykalnych, skórzastych, piwnicy, warzyw, pieprzu. Wino z klasą europejską. Złożone, długie i intensywnie powłóczyste.
(5) Finca Mirador 2007. Wyważone, pikantne, delikatne, lekko pieprzne. Prawdziwie wyrafiniwane. Gładkie, o aksamitnych taninach. Eleganckie wino. (5) Gran Malbec Finca Altamira 1999. Warzywa, skóra, stara piwnica, świetna kwasowośc. Pieknie złożone, niczym stare bordo. Koncentracja i pikantnosć, wędzone mięso. Troszkę dobrej mokki, gorzkiej czekolady. Świetne taniny, ziemiste tło. Długie i naprawdę z klasą. To ciagle młodziak, może się starzeć.

Naturalnie

Kolejny skok wykonałem niedaleki w odległości (bo zostałem w Mendozie, w Luján de Cuyo), ale w inne rejestry stylistyczne. Alpamanta to bowiem winiarnia biodynamiczna, której serce bije z rytmem natury i faz księzyca. Właścicielem jest Andrej Razumovsky mający korzenie ukraińskie. W 2005 roku założył winnicę, wsparli go – pochodzący z Mendozy z rodziny winiarskiej Mario Toso oraz Álvaro Espinoz enolog z Chile. Był to jeden z pierwszych projektów biodynamicznych w Mendozie. Winiarnia jest mała (35 ha) bardzo naturalna, w pełni organiczna, biodynamiczna.  Winom tym nie brakuje indywidualnego charakteru. Tym bardziej, że Andrej ciągle eksperymentuje. Ostatnio wypuścił dwa bardzo „naturalne”, mętne wina Breva.



(5-) Breva rose
. 100% syrah. W ustach przyjemne, gładkie, bardzo delikatne, ujawnia troszkę dzikości. Zrobione czysto. To zgrabne i delikatne wino. Gładkie, bardzo przystępne. (5-) Breva Sauvignon blanc 2015. Agrest i jabłko w żwawym wydaniu. Smaczne i czyste wino, z lekką soczystą strukturą. (4+) Sauvignon blanc Natal 2014. Znowu jabłko, agrest, zioła. Jest w nim sympatyczna, „naturalna” surowość. Pieprz, pestki, troche piasku. Wyważone. Smaczne i niebalnalne wino. (4+) Petit Verdot Natal 2014. Wino sprężyste, z fajnymi taninami, żywe. Ma świetny charakter petit verdot, bez agresji tanin i fajną, leśną owocowością i pieprznością. Stylowe  i bardzo dobrze zrobione wino. (5-) Alpamanta Cabernet Franc 2013. Wyraziste, z leśnym owocem. Elegancki, ziołowy styl, jest tez czerwony pieprz, dym, czekolada. Bardzo dobry franek. Konsekwentne wino, świetne wydanie odmiany. (5) Alpamanta terroir malbex 2011. Skoncentrowane, świeże, z masą owocu. Eleganckie i zbalansowane. Bardzo dopracowane. Aż chce się pić.
Spróbowałem też win z organicznej winiarni z Chile – Odfjell (właściciela poznałem przy okazji degustacji w Alpamanta). To winiarnia stylowa, naturalna stawiajaca wysoko poprzeczkę. Właścicielem jest urodzony w Norwegii Dan Odfjell.


Wino z organicznej, chilijskiej winiarni Odfjell (fot. M. Kapczyński)

Tu warto spróbować (5) Carignan 2014, ze 100-letnich winnic; starannie wyselekcjonowane i naprawdę dobre. (5) Aliara 2011 to malbec, cabernet sauvignon, syrah, carignan (to wino naprawdę wymiata); koniecznie weźcie też do ust lekkiego i soczystego (5) Odfjel Cabernet cauvignon 2012. Te wina udowadniają, że to naprawdę stylowy producent.

Dalej, głębiej, inaczej
Oczywicie na tych wizytach się nie skończyło. To ledwie ich ułamek. Szalałem też na stoisku Bośni i Hercegowiny. Tu polecam Podrumi Vukoje. Winiaria z 30 hektarami. Skupieni na lokalnych odmianach. Co warte uwagi mają też 10 pokoi gościnnych, jest też konoba z tradycyjnym jedzeniem i restauracja z bardziej wyrafinowaną kuchnią. Włąsna, organiczna farma dostarcza do nich produkty. Z win fajna jest mineralna, kamienista (4+) Zilavka 2015; wino o „czarnym podniebieniu” czyli (5-) Vranac 2012. Jest też rasowe, dymne, jałowcowe i owocowo głębokie (5-) Selection cuvee red 2008.
Z kolei powstała w 2005 roku winiarnia Anđelić, znajduje się na południu, w pobliżu starego, średniowiecznego miasta Mičevac. Ujęli mnie żywą, lekko wapienną, mineralną (5-) Żilavką 2015, bardzo smaczny był też (4+) Vranac 2012 - był pieprzny mięsny, jałowcowy.
Uwagę mą zwróciła też Vina Zadro, 52-hektarowa winiarnia. Dają tu solidne wina z charakterem, ale lekkie, nie przedobrzone, jest w nich umiar. Właściciel jest też producentem serów. Z wielką frajdą odświeżałem tu sobie kubki smakowe: (5-) Domano Brut NV – bąbelkami z zilavki. Jest to podobno jedyny producent w Bośni i Hercegowinie, który robi zliavkę musującą. Dojrzewa ona 12 miesięcy na drożdżach, jest żwawa, bardzo świeża, ziołowa, lekko wapienna (muszle), odświeżająca, z przyjemnym finiszem. Również inna lokalna odmiana (4+) Blatina selection 2010, pokazała klasę, wino było treściwe, bardzo leśne i pikantne. Niezbyt ciężkie.
Z przyjemnością spędziłem też czas u Słoweńców, u których zawsze jest ciekawie i smacznie. Tu np. polecam uwadze winiarnię – Erzetič. 16 ha. gospodarstwo, właśnie przechodzące na pełną certyfikowaną ekologię. Ciekawostka - mają tu gruzińskie amfory (12 sztuk). Dobre są: (4+) Sentio 2012 (100% rebula) czy (4+) Rebula 2015, (5-) Amfora belo 2011 (80% rebula + pinot blanc), czy trzymane 6 miesięcy na skórkach (5-) Merlot/cabernet sauvignon 2011.



Podczas targów ProWein odwiedziłem Rumunię, Bułgarię, skromny, ale ciekawy stand z winami z Kosowa (o nich innym razem), Turcję – z bardzo jakościowo zróżnicowanymi winami (tu uwagę zwróciła winiarnia Suvla). Analizowałem też wina pomarańczowe z Frankonii (niejaki Manfred Rothe robi np. blauer zweigelta i silvanera w kwewri, gruzińskich amforach zakopanych w ziemi). Tak, hedonistycznie tarzałem się też w niemieckiej rieslingowej mineralności Fritza Haaga i Heyman Lowensteyna. Wymieniać mógłbym jeszcze długo...
ProWein - znakomita kondensacja degustacyjnych wrażeń, nowe znajomości, fantastyczne spotkania z winiarzami. Następne piękne wyzwania – za rok.

Mariusz Kapczyński

Tekst ukazał się wcześniej w `Rynkach Alkoholowych`
ZapiszZapiszZapisz