Smak morza
Oczywiście nie ma w Chile większych kłopotów na bardziej „międzynarodowy” sposób zaspokojenia głodu – w miastach dość łatwo znaleźć pizzerię, knajpki z kuchnią chińską czy wpaść gdzieś do parillas na lomo a lo pobre - duży stek na którego wierzchu zwykło się umieszczać sadzone jajka albo spożyć w przydrożnej knajpce pożywne pastel de choclo - warzywa zapiekane w kukurydzy z kurczakiem i wołowiną. A quiche – to przypominające trochę tortillę, krojone ziemniaki zapiekane w jajku, z serem, szynką lub grzybami. Jako przegryzkę w małych naczynkach podaje się często pebre – bardzo drobno posiekane pomidory, cebula, czosnek, wymieszane z kolendrą i pokropione winegretem, znakomite jako dodatek do dobrego tutejszego pieczywa. Oczywiście osobne pole do kulinarnych szaleństw i eksperymentów stanowią wszelkiej maści większe i mniejsze place targowe.
Wybierających się do Chile z pewnością ucieszy fakt, że dobre restauracje i modne knajpy są dostępne na kieszeń nawet średnio zamożnego turysty.
Typowe dania chilijskie to empanada, polenta, zupy z soczewicy, dania na bazie fasoli (porotos), ryż z wołowiną, kurczak w rosole z dynią i ziemniakami (cazuela), kurczak z ryżem (pollo con arroz) i wszelkiej maści mięsa, jednak tym, z czego Chile słynie są ryby i rozmaite
owoce morza. Małże, ostrygi, ośmiornice, kraby, tłuste węgorze morskie (znakomita chupe de congrio gęsta zupa gulaszowa na bazie tej ryby), kruche łososie, przegrzebki (locos), sola i cała masa innych ryb i morskich stworzeń odławianych wzdłuż ciągnącego się na kilka tysięcy metrów wybrzeża, są w stanie zaspokoić nawet najbardziej wybrednych koneserów morskich delicji. Nawet proste, gęste zupy (sopa de mariscos, cazuela de mariscos) są w stanie rozkochać w sobie niejedno podniebienie. Nic dziwnego, że z owoców morza Chile słynie na cały świat.
Wśród deserów dominują ciasta, lody i wspaniałe, soczyste owoce, np. melony czy awokado, których produkcja koncentruje się na żyznych glebach w centralnej części kraju.
Jedynym słabszym punktem końca posiłku może okazać się kawa. Choć coraz częściej w dobrych restauracjach serwuje się dobrą, mocną – serwowaną z dobrych ekspresów to nierzadko otrzymamy w filiżance po prostu kawę rozpuszczalną.
Wina pija się w Chile oczywiście sporo i z jego kupnem nie ma zbyt wielu kłopotów, dobre butelki w restauracjach kosztują śmiesznie mało (za kwotę 30-50 zł byliśmy w stanie zamówić do obiadu naprawdę solidne wino). Chilijczycy chętnie pijają również piwo (jedno z bardziej popularnych jest „Escudo”) i ulubiony drink - pisco.
Statystyki wskazują, że konsumpcja wina w Chile spadła, jeszcze kilkanaście lat temu wynosiła ona około 80 litrów na głowę, dziś wynosi 13 litrów per capita. Nie ma jednak wielkich powodów do niepokojów. Choć wina generalnie pije się mniej to jednak ilość przeszła tu w jakość, konsumenci decydują się po prostu na wina lepsze, co zasadniczo odzwierciadla tendencje jakie panują obecnie w wielu miejscach na świecie.
