Czwartek, 23 Listopada, 2017     ostatnia aktualizacja 09-11-2017
 
Najbardziej piwny kraj...
 
2014-01-14

Analizując średnią wielkość spożycia na dorosłego mieszkańca nie mamy wątpliwości, że najbardziej piwnym narodem są Czesi z niezwykle wyśrubowanym wynikiem około 150 litrów w ciągu roku. Dlatego też Republika Czeska jawi się nam jako piwny raj, gdzie wszyscy znają się na piwie i piją je z pasją i umiłowaniem. Sporo w tym prawdy, jeżeli jednak spojrzymy na różnorodność to Belgowie biją naszych południowych sąsiadów na głowę, zaś pod kątem prawdziwych piwnych cech a więc chmielowego aromatu i goryczki palmę pierwszeństwa należało by oddać Anglikom. A co z Niemcami? - ktoś zapyta. Faktycznie, grzechem byłoby pominąć ich w rozważaniach o piwnym raju. My Polacy także nie mamy się czego wstydzić, chociaż różnorodność nie jest jeszcze naszą silną stroną to o piwie wiemy coraz więcej i jako naród coraz więcej znaczymy na mapie piwnych terytoriów. Sprawdźmy więc ile prawdy jest w opowieściach o krainach piwem płynących.

Republika Czeska – miłość od pierwszego wejrzenia

Czesi kochają piwo. Miłość to najlepsze słowo opisującę relacje pomiędzy piwem i Czeskim piwoszem. Po nalaniu oglądają pianę, odczekują chwilę, piją długimi łykami. Nalewają powoli, stawiając szklankę pod nalewakiem, dzięki czemu rytuał nalewania wydłuża się dodatkowo generując pragnienie. Istnieje teoria, że ich zacny wynik w ilości wypijanego piwa jest pochodną cierpliwego oczekiwania na nalanie piwa. Rytuał ten bowiem tak mocno zwiększa pijalność piwa, że nie sposób później skończyć na jednym czy nawet dwóch kuflach. Kufle zaś , z których piją nie mają w sobie nic z wyrafinowanch kształtów belgijskich pokali. Bardziej zgrzebna od nich jest chyba tylko prosta szklanica do angielskiego Ale, którą Angielscy piwosze wznoszą toasty za wyższość angielskiego piwa nad francuskim koniakiem. Wracając jednak do Czechów – nie budują oni kultury piwa opisując sposoby serwowania czy dobierania piwa do potraw. Robią to raczej inuicyjnie, całymi sobą – po prostu z miłości.


Belgia – od przybytku głowa nie boli?
Belgia od lat wymieniana jest jako najbardziej piwny kraj na świecie. Ilość spotykanych tu gatunków piwa może przyprawić o zawrót głowy nawet doświadczonego piwosza. Warto tu jednak podkreślić, że cyfry jakie widzimy na szyldach piwnych barów tyczą się z reguły ilości serowowanych marek a nie gatunków piwa. Tak czy inaczej piw jest tam całkiem sporo. Ta różnorodność wymogła na Belgach rodzaj znawstwa, który pozwala im omijać Strong Golden Ale w upalne dni, raczyć się za to lekkimi Witbier. Od Flemish red nie oczekują zaś stonowanych nut słodyczy tak samo jak nie liczą na orzeźwienie nad pokalem trapista. Każde piwo ma tu wsój czas i miejsce. To właśnie dlatego Belgowie zasłużyli na miano piwnych ekspertów. Są jednak opinie, że jest to nie tyle wynik edukacji co ewolucji...


Wielka Brytania – gorzko, gorzko...!
Na gorzkie piwa jedziemy do Anglii, Irlandii lub Szkocji – nie znajdziemy tam owocowych, lekkich trunków ( poza cydrem, który zresztą nie jest piwem). Znajdziemy za to naprawdę prawdziwe piwa. Niezależnie od tego czy będzie to Pale Ale, Bitter, Stout czy Porter na pewno możemy liczyć na prawdziwą goryczkę  i chmielowe lub palone nuty. Myli się jednak ten, kto sądzi, że piwa takie ciężko się pije. Goryczka sprawia, że język cały czas jest pobudzany ostrymi akordami goryczki co powoduje nieodpartą chęć na więcej i więcej... Anglicy są absolutnie przekonani o wyższości swoich piw nad wszystkimi innymi pochodzącymi z tzw. reszty świata. Mają też bardzo specyficzną systematykę. Lager to dla nich po prostu piwo, ALE zaś to po prostu ALE – jest to więc klasyczny podział na górną i dolną fermentację, który (przynajmniej w teorii) zna już prawdopobobnie młodzież w  wieku szkolnym. Anglicy wbrew pozorom znajdują też miejsce dla piwa w sztuce kulinarnej – chociaż sztuka kulinarna i Anglicy wielu wydaje się połączeniem egzotycznym. Zrzednie jednak mina temu, kto popije stotutem smażone na maśle krewetki lub przyrządzi wędzonego łososia w porterze. Przekona się, że w Anglii można naprawdę dobrze zjeść i wypić.




Niemcy – po prostu piwo
Spędzając wakacje w Niemczech, w pewnym momencie ze zdumieniem zauważymy, że w ręce trzymamy kufel zimnego piwa, pomimo że nie będziemy mogli przypomniec sobie aktu zamawania. Wynika to z faktu, że w Niemczech wspomniany kufel jest stałym elementem krajobrazu i nikt nie myśli o tym gdzie i jakie piwo zamówić. Po prostu je pije. Podobnie jak u Czechów, nie mamy tu wyrafinowanych technik degustacji i unikalnych kulinarnych połączeń. Mimo to, na każdym kroku zauważymy głęboki szacunek, jakim Niemcy darzą piwo. Poza tym kuchnia niemiecka, została stworzona dokładnie po to, by piło się lepiej. Wszelkie precle, kiełbasy, boczki, golonki i wędzonki po prostu proszą się o popicie pilsnerem a pszeniczne weizen woła do nas z daleka obiecując orzeźwienie i dawkę drodżdżowo – bananowych aromatów. Poszukiwacze mocnych wrażeń także znajdą tu coś dla siebie – ot choćby berliner weisse. Po jednym kuflu stwierdzicie, że niemiecka kiszona kapusta jest zaledwie delikatnie kwaskowa...


Polska – do boju!

Czas na nas. Patrząc na powyższy opis mamy wiele do nadrobienia. Na szczęście nie musimy się wstydzić swoich piw, ani kuchni, która wcale nie składa się z kotletów schabowych i czerniny. Mamy naprawdę olbrzymi potencjał piwno - kulinarny, który wystarczy powoli lecz systematycznie rozwija. Coraz więcej wspólnego mamy z piwną kulturą i wygląda na to, że Polacy są gotowi by dzielić się smakiem wędzonego, mazurskiego węgorza podanego z bagietką i kuflem zimnego piwa orkiszowego, gęsiną z jabłkami w towarzystwie goryczkowego lagera czy pasztetem z dzika podanego z pokalem po brzegi wypełnionym aromatycznym, ciemnym piwem. Naprawdę mamy się czym pochwalić...


Tekst: Maciej Chołdrych

O Autorze: Maciej Chołdrych - absolwent wydziału Technologii Żywności i Żywienia na Akademii Rolniczej w Poznaniu. W latach 1997 – 2008 szef panelu degustacyjnego i koordynator struktur związanych z zarządzaniem jakością sensoryczną w Kompanii Piwowarskiej S.A. oraz członek międzynarodowego panelu degustacyjnego SABMiller Europe. Od stycznia 2009 właściciel firmy Piwoznawcy, zajmującej się niezależnym kreowaniem kultury piwa oraz usługami doradczymi dla branży piwowarskiej. Autor wielu programów szkoleniowych dla degustatorów. Prekursor tzw. sensoryki medialnej, polegającej na wykorzystywaniu cech sensorycznych do kreowania wizerunku marki. Stały współpracownik magazynów „Rynki Alkoholowe”, „Przemysł Fermentacyjny i Owocowo – Warzywny”, „Agro Gazeta”, członek rady programowej magazynu „Agro-Przemysł”.






Tekst opublikowano także w magazynie „Rynki Alkoholowe"