Salute - la gioia di bere vino
Wtorek, 22 Maja, 2012     ostatnia aktualizacja 21-05-2012
 
Somlo. Jesienna sonata
 
2012-01-26

W południowo-wschodniej części Kisalföld czyli Małej Niziny Węgierskiej, nieco ponad 50 km na północ od Balatonu, na równinie wyrasta góra. Nie sposób jej nie zauważyć. To wulkaniczne Nagysomló, (432 m n.p.m). Często tę górę - ze względu na kształt - nazywa się "pozostawionym kapeluszem Boga". Jej zimne, wygasłe wulkaniczne stoki dają niebywały charakter winom rodzącym się z uprawianych tu winorośli.



Życie na wulkanie

Choć góra Somló - zwieńczona charakterystycznymi ruinami XI-wiecznego zamku - jest tu najważniejsza, to pamiętać trzeba, że w apelacji mieszczą się także mniejsze i trochę mniej cenione Kis-Somló („małe Somló”) i Ság. Są to obszary spokojne, wiejskie bardzo naturalne, choć może niektórzy pamiętają, że 2010 roku region dotknęła katastrofa ekologiczna. Miasto Ajka i okolice zalała czerwona, toksyczna maź. Dziś po katastrofie niemal nie ma już śladu. Rząd włożył dużo pieniędzy i energii, by zniwelować jej skutki. Tylko plamy na murach i nowe zasadzone drzewa w parku przypominają o nieszczęściu jakie się tu wydarzyło.
Kiedy wąskimi nierzadko bitymi drogami wjeżdża się w zbocza Somló, widać niezwykły charakter tego miejsca – bardzo małe parcele winnic, skromne tarasy i maleńkie domki – przypominające działkowe budki lub skromne dacze. Jest coś na rzeczy. Ziemie te należały kiedyś do kościoła, zostały później w czasie komunistycznej dominacji uwłaszczone, podzielone i przyznane robotnikom. Stąd dzisiejsze rozdrobnienie i silne rozparcelowanie góry.



Somló to najmniejszy spośród wszystkich regionów winiarskich Węgier. Jednak w tej maleńkości drzemie moc
i charakter kształtujący się właśnie w małych winnicach i rodzinnych przedsięwzięciach. Na nieco ponad 830. hektarach gospodarzy niemal 3 tysiące winogrodników! Wielu z nich to zwyczajni hobbyści lub dorabiający lokalną sprzedażą wina. Kto chce większego biznesu - musi powiększyć areał produkcji. Wtedy – czasem w wielkim trudzie – skupować trzeba i łączyć niewielkie winnice.

Piknik pod wulkaniczną skałą
Choć wulkan jest wygasły, ognia i charakteru winom tym na pewno nie brakuje.
Na górze dominują miałkie, miękkie tufy, gleby bazaltowe i kamieniste. W winach da się to zauważyć w gęstej, lekko oleistej strukturze, żwawości i mineralności oraz niezwykłej palecie aromatów i smaków. Nic dziwnego, że to cenne siedlisko eksploatowane jest ze wszystkich stron. Dosłownie. Winorośl uprawia się tu bowiem także na północnej stronie góry. Panuje tu umiarkowany klimat, bez ekstremów, choć jest bardziej chłodny i wietrzny niż nad Balatonem. Nasłonecznienie Somló jest spore, jednak wysokość i chłodzące wiatry robią swoje - winom nie brak szczypiącej kwasowości.
Uprawy na zboczach i tarasach sięgają nawet 350 m.n.p.m. Im niżej, tym bardziej robi się płasko - dosłownie i w przenośni -  siedlisko traci na swym wyrazie. Przybywa glin i piasków, coraz trudniej jest w winach poczuć „smak wulkanu”, są przez to mniej cenione. Łatwo te różnice sprawdzić porównując wina z różnych – wyższych i niższych - lokalizacji.
Somló nie jest miejscem tętniącym życiem, ma dość słabą infrastrukturę, co zapewne nieco odciska sie na jego wizerunku turystycznym. Nie ma tu sklepów, restauracji, panuje spokój, cisza i klasycznie wiejskie klimaty. Nie uświadczy się tu wypasionych hoteli, ekskluzywnych SPA czy czyhającej na każdym rogu super oferty rekreacyjnej.
I bardzo dobrze. To w sumie niezwykłe, że tak niesamowite winiarskie miejsce jeszcze zachowało swoją naturalność
i rustykalny charakter. Z drugiej strony ta naturalna izolacja ma oczywiście również swoje słabsze strony. Pozwala to jednak spojrzeć na  Somló jako samotną, wyrosłą na równinie górę, na której jak w soczewce skupiają się problemy współczesnego winiarskiego świata.




Ogniste wino

W XVIII wieku, kiedy tokaj budował swą reputację doskonałego i poważanego wina, porównywano go wtedy do win szomlońskich. Nic dziwnego, bo wina z Somló w tym właśnie czasie regularnie trafiały, np. na stół papieski oraz dwór Habsburgów (zwłaszcza za panowania Marii Teresy).
Wina te, ze względu na unikalny charakter i styl, inspirowały i zachwycały. Węgierski pisarz i filozof , Béla Hamvas (1897–1968) w swojej słynnej książce „Filozofia wina” (tłum. Tadeusz Olszański, Warszawa 2001) dał wyraz miłości do tego właśnie wina. Pisał: Ogniste wino z góry Somló, w której pobliżu nie uświadczysz wody, pochodzi jednak z wulkanicznej gleby. Na samym środku równiny wznosi się góra w kształcie korony. Ze wszystkich węgierskich win, wino z Somló jest najwspanialsze. I zaraz powiem, dlaczego. (...) Somló jest solarnym barytonem, a będąc jednocześnie symfonicznym, jasnowłosym męskim trunkiem, zawiera też stężone spirytualne aromaty dane mu przez Stwórcę. I chociaż uważam także, iż wszystkie wina są towarzyskie i najlepiej im w dużym gronie, to jednak wino z Somló jest również napojem samotności. To wino, nasycone niezwykle oszałamiającymi aromatami, należy pić w głębokiej ciszy, w samotności. Chciałbym dodać jeszcze jedno: wszystkie poważniejsze wina górskie odpowiadają raczej dojrzałym mężczyznom po czterdziestce, a nie płochej młodzieży, ale wino z Somló jest po prostu winem starców. Jest winem mędrców, ludzi, którzy posiedli najważniejszą życiową wiedzę – pogodę ducha.  To moja osobista prawda, której nie powinienem zdradzać. Doszedłem do niej drogą medytacji w Szigliget (…). Oszałamiające wino z Somló pozwoliło mi być jak najbliżej owej wielkiej pogody ducha, mądrości oraz stanu niezwykłego odurzenia, dzięki któremu powstał świat. Ładnie, choć może nieco wzniośle napisane. Faktem jest, że niezwykłe wulkaniczne podłoże daje na Somló efekty niezwykłe.




Owczy ogon i terroir
Jak wspomniałem, w przeszłości mocarne, nieco zoksydowane wina szomlońskie bez problemu stawały w szranki z innymi madziarskimi winami i trafiały na królewskie stoły. Ich dobrą reputację w tym czasie podnosiła również pewna legenda. Nazywano je bowiem "winami nocy poślubnej" - ich picie gwarantować miało spłodzenie potomka płci męskiej. Jak wiadomo - była to rzecz na królewskich dworach bezcenna. Uznać to można za ówczesny całkiem sprytny zabieg marketingowy (niektórzy współcześnie próbują używać go w kontaktach z chińskim rynkiem...). Dzisiejsze szomlońskie wina są nieco inne w stylu - bardziej świeże, przejrzyste i czyste.
W winnicach Somló zdecydowanie dominują odmiany białe: furmint, juhfark, hárslevelű, olaszrizling, traminer, chardonnay. Dają wina nietypowe, o "własnym" charakterze. Nie ma wątpliwości, że to wina niezwykłe, unikalne, prawdziwe dobrodziejstwo i skarb winiarskiej kultury. Tu nie ma ściemniania i okrągłych pseudoopowieści o terroir. Kto chce je poczuć i zaznać różnicy niech po prostu spróbuje win, ta cenna cecha siedliska zyskuje w nich bowiem niebywałego wzmocnienia. Terroir faktycznie i dobitnie się tu zaznacza.


Dojrzewający juhfark z rocznika 2011

Odmianą najbardziej kojarzoną z Somló jest juhfark ("owczy ogon"), rdzennie lokalna odmiana, dająca bardzo specyficzne, wulkaniczno-ziemiste nuty, czasem w  tonacji orzecha, rustykalnej nuty glinianej polepy czy starej piwnicy. Szomloński juhfark świetnie nadaje się do dłuższego przechowywania. Ma dobrą, wysoką kwasowość. Jest wrażliwy na przymrozki i pleśnie (na szczęście występujące tu wiatry dobrze osuszają winnice). Choć przypisany
i kojarzony z Somló, nie zawsze daje najlepsze rezultaty - wydaje się, że harslevelu czy furmint całkiem często w jakości i potencjale go pokonują. Jednak juhfark w dobrym wydaniu niesie rzeczy niebywałe: mineralne, surowo-kwasowe, chłopskie i słono-wapienne nuty. Niektórzy konsumenci odkrywają je w winach po raz pierwszy.
Kwasowość juhfarka jest żwawa, bardzo wysoka, wymaga odpowiedniego prowadzenia winorośli oraz idealnie trafionego mementu zbiorów. Młody juhfark w butelce jest dość naturalny, świeży, z czasem staje się coraz bardziej złożony, rozłożysty - widać, że świetnie odmiana "zgrała się" z bazaltowymi glebami i jest dobrym "przenośnikiem" terroir. Juhfark ładnie dojrzewa w dużych beczkach, poddany delikatnej mikrooksydacji, rozwija strukturę, nabiera elegancji i "zrzuca" trochę kwasowości. Nabiera wtedy ciekawych, bardzo charakterystycznych cech aromatycznych, które znacząco wyróżniają go na tle innych odmian.



Wielki mały region
Bardzo dobrze w tutejszych winnicach przyjął się też furmint. Jeśli odpowiednio dojrzeje potrafi dać wina obfite, rozłożyste, o dobrej teksturze - kompleksowe i niebagatelne. Nie brak mu przy tym kwasowości i mineralnego podbicia. W winie dominują aromaty miodowo-pigwowo-gruszkowe. Troszkę inaczej niż w Tokaju, w Somló furmint przeznaczony jest przede wszystkim na wina wytrawne. Czas również mu pomaga, wydobywając ciekawą mineralność. Na pewno warto porównać sobie wytrawne wersje furminta z Somló i z Tokaju. Podobnie jak furmint, bardziej od juhfarka obliczalne jest harslevelu - wyważone, intensywne i też ciekawe.
Część węgierskich odmian uprawianych na Somló nie przetrwało ataku filoksery. Juhfark omal nie zniknął z upraw - odtworzono go z sukcesem niemal w ostatniej chwili. W winnicach podczas ich restytucji numerem jeden stał się olaszriesling. Dziś ceni się go za żwawe, przejrzyste i kwasowe wina, o dobrej podstawie, utrzymane w zielono-kwiatowej tonacji oraz typowo piaskowe nuty mineralne. To wina, które mają potencjał. W zależności od rocznika mocniej lub słabiej odczuwa się w nich charakter siedliska. Choć, jak wspomniałem, w Somló dominują niemal wyłącznie odmiany białe, to już widać pierwsze nieśmiałe wyłomy w tym ampelograficznym murze – pojawiły się pierwsze nasadzone odmiany czerwone (np. syrah u Krainbachera).
Winiarze w Somló robią swoje wina w oparciu o naturalne, nie selekcjonowane drożdże - stąd są też smaki są takie "wulkaniczne", momentami nieokrzesane, dzikie, pełno tu mało spotykanych w innych winach aromatów.


Imre Gyorgykovacs - jeden z najlepszych szomlońskich winiarzy

Wina szomlońskie mogą dojrzewać długo i warto dać im tę szansę, warto na nie poczekać. Jeśli pozwolimy im się rozwinąć, na pewno odwdzięczą się za naszą cierpliwość. Kiedy są to wina młode mogą być nieco chropawe, zaskakiwać szorstkością kwasowości i aromatami, ale kiedy są bardziej leciwe, wtedy zaczynają sie prawdziwe organoleptyczne mistrzostwa... Warto wspomnieć, że starsze, dojrzałe wina z Somló na pewno warto pić w wyższej temperaturze- 12-14 stopni. Potrafią się wtedy ładnie otworzyć i uwydatnić całą pełnię aromatów. Ja sam trzymam spora ich partię w piwnicy. Czekam też na nowy rocznik, 2011 był gorący, suchy, w związku z tym można spodziewać się solidnego ekstraktu, dobrej struktury, ale też nieco niżej kwasowości.

Na własnych torach
Jak wiele regionów winiarskich, Somló miało swoje lepsze i gorsze momenty. Smętny okres komunizmu dość mocno się tu zaznaczył, na tyle mocno, by miejsce dotknęła erozja jakości i swoisty mentalny marazm. Somló szczęśliwie się z niego wydobyło. Jednak nie jest to region, który dziś uznać by można za wulkan marketingowej energii. Wszystko odbywa się tu na spokojnie, w swoiście wiejskim rytmie, a tutejsza społeczność winiarska zdaje się skoncentrowana przede wszystkim na lokalnych rynkach.
Udaje się Somló zachować naturalność, niekłamany i zdrowy wdzięk - daleki od medialnej pomady i blichtru wielkich imprez. Dlatego wyjazd do Somló jest trochę jak wyprawa do parku narodowego. Do obejrzenia jest cenny samorodek, mający wyjątkowość Tokaju, zachowujący swą odrębność i piękno. Cóż z tego, że mniej tu inwestycji, mniej turystów, mniej gwiazdorskich nazwisk i medialnych przedsięwzięć? Zachowana jednak została unikalność miejsca. Życie wiedzie się tu wiejskie ze wszystkimi jego urokami jak i słabościami. Chciałoby się czasem, żeby może miejsce bardziej drgnęło, szybciej się rozwijało, z drugiej - człek trochę drży o tę swojskość, naturalność, by nie rozpłynęła się ona w turystycznej masie i "nowoczesnych" inwestycjach. Świat wina ujednolica się i momentami traci kontury tożsamości. Na tym tle, ta wulkaniczna wyspa winiarska jest wspaniale zachowaną, bardzo naturalną cząstką.



Samo Smoló, z takim dziedzictwem, nie mogły nie objąć przepisy chroniące metody uprawy, produkcji wina etc. Region objęty jest węgierską apelacją Districtus Hungaricus Controllatus. Stawia ona dokładne wymagania jakości. Dotyczą one odpowiedniej dojrzałości gron, lokalizacji - wina mogą powstawać tylko z owoców rosnących na górze bądź w bezpośrednim jej sąsiedztwie. Wina z ogólną szomlońską apelacją muszą osiągać wydajność 80 hl/ha, te z dokładniejszym określeniem siedliska, parceli - 50 hl/ha. Wina przynajmniej pół roku powinny spędzić w drewnianych, starych beczkach. Tych ograniczeń jest więcej, dobrze profilują one styl i jakość win z Somló.
Choć miejsce o którym mowa nie leży na najbardziej popularnych szlakach Węgier, każdy miłośnik wina powinien tu zawitać. Na pewno nie pożałuje.

Tekst i zdjęcia: Mariusz Kapczyński

TUTAJ możesz pobrać plik z mapą, na której znajdują się oznaczenia lokalizacji winnic.