Niedziela, 26 Luty, 2017     ostatnia aktualizacja 21-02-2017
 
Nie dotykać zmarłych!
 
2011-11-03

Krakowskie kościoły i klasztory to osobny i bogaty temat do odkrycia – na wynajdywaniu ciekawostek, architektonicznych detali i zamierzchłych śladów historii można spędzić tutaj mnóstwo czasu. I wcale nie musi być nudno.  Skoro mamy listopad, czas zadumy, refleksji nad śmiercią... Odwiedźmy dwa sprzyjające temu klimatowi miejsca...

Sekrety Reformatów
Niezwykłą tajemnicę kryją podziemia klasztoru ojców Reformatów w Krakowie (niepozorne wejście przy ul. Reformackiej). Dla zwiedzających otwiera się tutaj czasami wejście do krypt. Kryją one zmumifikowane i bardzo dobrze zachowane szczątki ciał zakonników, rodzin fundatorów i dobrodziejów klasztoru.
Ciała chowano tutaj od 1680 do 1870 roku. Ogółem zostało pochowanych mniej więcej tysiąc osób. Nas skutek rozmaitych kolei historii, remontów i wojen, do dziś pozostało około 50 ciał, zachowanych dzięki sprzyjającemu mikroklimatowi i małej wilgotności powietrza.
W pomieszczeniach panuje surowy klimat i chłód śmierci. Wąskie korytarzyki i przejścia prowadzą do krypt, trumny poustawiane są jedne na drugich, część z nich jest otwarta i zobaczyć można spoczywające w nich dobrze zachowane szczątki ciał sprzed wielu lat. Niezwykłe wrażenie.
Ten osobliwy grobowiec jest świadectwem osobliwych losów ludzkich. Warto przytoczyć kilka z nich.
Od roku 1812 w katakumbach spoczywa żołnierz napoleoński, uczestnik wyprawy Napoleona na Moskwę. Ranny podczas odwrotu, znalazł schronienie w klasztorze, ale w wyniku odniesionych obrażeń zmarł. Dziś, pod oszklona trumną bez kłopotów można rozpoznać szarżę - pochowany został w pełnym rynsztunku grenadiera.



Podziemia klasztoru ojców Reformatów w Krakowie (fot. M. Kapczyński)

W jednej z otwartych trumien spoczywa Domicela Skalska, wyraźnie widoczne są ogólne rysy twarzy, w dobrym stanie zachował się także czepek, w którym została pochowana. Historia zakonna głosi, że Domicela zatrudniona była w klasztorze jako biedna i nieznana hafciarka ornatów i obrusów kościelnych, przez 20 lat również bezinteresownie sprzątała kościół. Zmarła w 1864 roku. Po śmierci okazało się, że należała do magnackiego rodu wołyńskiego. Z kolei w krypcie rodziny Szembeków (dziś nie wiadomo już, dlaczego nikt z tej rodziny nie został w krypcie pochowany) spoczywają ofiary epidemii, jaka nawiedziła Kraków w XVIII wieku. Zaś w innej, osobnej nawie pochowane są w trumnie ze szklanym wiekiem szczątki o. Sebastiana Walickiego, studenta Akademii Wrocławskiej, który był rycerzem walczącym po stronie króla Jana Kazimierza. Ojciec Sebastian zdecydował się wstąpić do zakonu w czasie rekonwalescencji po ciężkich ranach, jakie odniósł podczas bitew. Przyjął święcenia kapłańskie w wieku 32 lat. Umarł w 1732 roku mając 88 lat. Wiele osób otrzymało łaski duchowe za jego pośrednictwem, dlatego w 1890 roku przeniesiony został do osobnej krypty.
Niezwykłe losy wiążą się z pochowaną tu starościną barcicką - Urszulą Moroszkowską. Spoczywa pochowana w dość niezwykłej, jak na pogrzebową okoliczność, szacie – białej sukni ślubnej, typowej dla XVIII wieku. Według smutnej legendy starościna została otruta przez rodzinę w dniu ślubu za popełnienie mezaliansu.


Podziemia klasztoru ojców Reformatów w Krakowie (fot. M. Kapczyński)

Inna historia wiąże się z Niszą Śmierci – wg zakonnej legendy bracia, którzy czuli zbliżającą się śmierć udawali się na Srebrną Górę (znajduje się tam klasztor o. Kamedułów, o nim za chwilę), aby zabrać specjalne kamienie wapienne. Były one potrzebne jako „pokutne poduszki” służące do podłożenia pod głowę po śmierci. Dzisiaj te kamienie wypełniają jedną z nisz w ścianie, a za nią spoczywają szczątki zmarłych zakonników i wszystkich pochowanych w podziemiach zmarłych, których ciała zostały zniszczone. W katakumbach jest również wydzielone miejsce, w którym widać spoczywające wprost na ziemi ciała zakonników, z kamieniem pod głową – jest ich czterech, pochowanych tu w 1703 roku.
Podziemia podzielone są na kilka wydzielonych krypt: rodziny Wielkopolskich, gdzie spoczywa książę Jan Wielkopolski 1688 z Pieskowej Skały, kryptę rodziny Kałuskich (XVII-XVII wiek) - rodziny fundatorów klasztoru i ogrójca. Są tablice upamietniające familie i dobrodziejów klasztoru.
Zastygłe rysy twarzy, wypłowiała skóra, wyblakłych kości, szybko uruchamiają eschatologiczne refleksje. Trudno nie nabrać w takim miejscu kontemplacyjnego nastroju, nie poddać się przedziwnej atmosferze miejsca, uczuciom, jakie się tutaj rodzą. Trumny, zasuszone zwłoki nieuchronnie zmuszają do refleksji nad życiem i śmiercią...
W krypcie Modrzejewskich spoczęła 12 letnia dziewczynka. Widać dobrze zachowane rysy twarzy, które układają się w jakiś smutny grymas. Reszta ciała przysypana jest piaskiem. Mikołaj Gostkowski, zmarły w 1827 roku burgrabia krakowski pochowany w kontuszu szlacheckim również spoczywa w otwartej trumnie. Trumien stoi tu naprawdę sporo – często zupełnie skromne i proste, ale jest też wiele obijanych aksamitem, z kunsztownymi okuciami. Najprostsze i zwykłe są oczywiście trumny zakonników. Jak informuje, czuwający tego dnia w kryptach nad porządkiem, brat Andrzej - biały, czarny lub czerwony aksamit ozdabiający niektóre trumny wskazuje, że pochowane w nich zostały kobiety. Jeśli chodzi o zakonników, to - wedle relacji opiekuna grobów - w podziemiach klasztoru chowano ich do 1864 roku, później pogrzeby odbywały się na cmentarzu Rakowickim i tak jest do dziś.


Podziemia klasztoru ojców Reformatów w Krakowie (fot. M. Kapczyński)

Nie wszyscy od razu wyczuwają powagę miejsca. Nie dotykajcie ciał zmarłych! – ostrzegał wchodzących do krypty młodzianów zakonnik. Musi to być jakaś dziwna, ale stała przypadłość wśród zwiedzających, bo w głębi grobowca widzę tabliczkę z ponowną prośbą: "Prosimy nie dotykać ciał zmarłych". Może ludźmi kieruje jakaś chęć fizycznego otarcia się o tabu, pośredniego dotknięcia tego, co znajduje się po drugiej stronie...?
Brat Andrzej, choć zadumany, chętnie udzielił mi kilku historycznych i funeralnych informacji. Na przykład takiej, że książeczka umieszczona w rękach nieboszczyka wskazywała, że zmarły był człowiekiem mocno wierzącym, pogodzonym z Bogiem. Rozmawiający ze mną zakonnik prezentował spokój ducha, życzliwość i szczyptę czarnego humoru, którym czasem raczył przybyłych turystów, lekko ich pesząc, ale jednocześnie lekkim żartem-upomnieniem wprowadzając ich w nastrój i powagę miejsca. To moje małe działanie ewangelizacyjne – mówił uśmiechając się. Ale nie zawsze zachowywana zostaje powaga miejsca: Wielu zapomina, że to nie muzeum, ale po prostu cmentarz – skarżył mi się brat zakonny. Turyści często hałasują, głośno się śmieją. Utrapieniem są dzieci, które dotykają zwłok, pytają czy to manekiny, lalki. Rodzice są zazwyczaj zakłopotani, nie wiedzą, co im odpowiedzieć – opowiada. Z jego gawędy dowiaduję się, że zakonnicy starają się w miarę możliwości zadbać o niezwykłą nekropolię, co jakiś czas udostępniając krypty i pobierając dobrowolne ofiary – temu podziemnemu cmentarzowi bardzo zagraża bowiem wilgoć. Jakiś czas temu mieliśmy na rok wypożyczone specjalne urządzenie do osuszania, ale okazało się dla nas za drogie - informuje mnie zakonnik. Zagrożenie istnieje, oznaki zbyt dużej wilgotności natychmiast widać na deskach. Szczęśliwie rozstawione w kilku punktach urządzenia kontrolują jej poziom.
Dla wsparcia starań zakonników, oprócz datku, można nabyć płytę z filmem, na którym po kościele i kryptach oprowadza profesor Wiktor Zinn.


Podziemia klasztoru ojców Reformatów w Krakowie (fot. M. Kapczyński)

Kiedy już zabierałem się do wyjścia i dziękowałem życzliwemu zakonnikowi, pożegnanie przerywało czyjeś gadanie: Słuchaj stary, tutaj też jest zasięg! – emocjonował się zbyt głośno możliwościami telefonii komórkowej jakiś turysta. Zakonnik spojrzał i z właściwym sobie wisielczym humorem zareagował: Zasięg? Tutaj? Tu może chodzić tylko o zasięg śmierci. Tak. Ten zasięg jest w każdym miejscu taki sam. Zawsze i wszędzie – kiwał głową z uśmiechem podając mi rękę na pożegnanie. Niebywale sympatyczny gość.

Ścieżka kontemplacji
Pod Krakowem, na Bielanach, na szczycie Srebrnej Góry, znajduje się klasztor Ojców Kamedułów. Pięknie położony pośród drzew i bujnej roślinności. Kasztanowa aleja prowadzi do ogrodzonego murem, zakonnego kompleksu budowlanego. Tworzy go wspaniała późnobarokowa świątynia, zabudowania gospodarcze i maleńkie domki – eremy (jednak na terenie eremów obowiązuje ścisła klauzula).
Zakonnicy zamieszkują wzgórze od 1610 roku (wcześniej, przez kilka lat mieszkali po drugiej stronie Wisły). Sprowadził ich tutaj marszałek wielki koronny Mikołaj Wolski. Drugi kamedulski klasztor w Polsce znajduje się w Bieniszewie.
Surowość zakonnej reguły powoduje, że wstęp na teren klasztoru nie jest swobodny. Mężczyźni mogą wejść, zwiedzić kościół i jego otoczenie, ale braci zakonnych w zasadzie się nie spotyka. Kobiety mają wstęp na teren klasztoru kilkanaście razy w roku, podczas wielkich świąt, są to miedzy innymi: Boże Narodzenie (25 grudnia), dzień Zwiastowania Pańskiego (25 marca), Wielkanoc, święto Królowej Polski (3 maja), w niedzielę zesłania Ducha Świętego, święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (15 sierpnia) i święto Narodzenia Najświętszej Marii Panny (8 września).
W podziemiach bielańskiego klasztoru znajdują się krypty, gdzie od początku jego istnienia chowani są zmarli bracia. Są to proste i wąskie nisze w ścianach, do których na zwykłej desce wsuwa się ciało zmarłego zakonnika i zamurowuje otwór. Na ścianie umieszcza się kilka skromnych napisów: imię mnicha oraz informacje o wieku i czasie służby w zakonie. Co jakiś czas kości i prochy dawno pochowanych zakonników przenosi się z nisz do wspólnej mogiły, która znajduje się pod kapitularzem - czyni się tym samym miejsce na pochówek dla następnych braci...
Do Kamedułów naprawdę warto się wybrać. Piękne położenie klasztoru, tajemnicze otoczenie, niezwykły nastrój miejsca przynieść mogą wiele ciekawych emocji.


`Memento mori` w kamedulskim klasztorze

Są też liczne ciekawostki, oto jedna z nich: na terenie klasztornego budynku znajduje się komnata akustyczna. Specjalna konstrukcja sklepienia w tej sali pozwala na przeprowadzenie niezwykłego „eksperymentu”. Dwie osoby, które staną twarzą do ściany (każda osoba w rogu po przekątnej pomieszczenia), mogą ze sobą rozmawiać nawet bardzo cichym szeptem. Głos naszego rozmówcy, wspaniale niesiony po łukach sklepienia wydobywa się na przeciw nas, jakby wprost ze ściany. Jest słyszany czysto i wyraźnie. Niezwykłe wrażenie!
Odgrodzeni od świata zakonnicy z Bielan borykają się z różnymi problemami. Brak funduszy i odpowiedniego nadzoru doprowadził do wielu zniszczeń w budynkach. W ostatnich latach podjęto prace renowacyjne, w szczególności domków eremitów. Bracia zakonni myślą też o zmianach, chcą zburzyć stare, drewniane pomieszczenia gospodarcze i postawić budynek, w którym mógłby być prowadzony nowicjat. Jednak ciągle brakuje pieniędzy...
Koniecznie wspomnieć trzeba, że na mocy specjalnej dzierżawy i umowy z zakonnikami na przyklasztornym wzgórzu posadzono piekną winnicę.


Widok winnicy na Bielanach rok po nasadzeniach. Dziś powstają tu już pierwsze wina (fot. M. Kapczyńśki)

Na Bielanach czas jakby stanął w miejscu. Jedna z najsurowszych reguł zakonnych, zupełne odosobnienie eremitów, wyrzeczenie się spraw doczesnych powodują, że Kamedułów otacza nimb tajemniczości i podziwu.
Podczas jednego z dni, kiedy furta klasztoru była otwarta dla wszystkich, jeden z braci zakonnych mówił: Jesteśmy ludźmi, którzy spędzają swój czas w zupełności oddani Bogu - w ciszy i samotności. Cieszymy się, kiedy ktoś nas odwiedza, ale jeszcze bardziej cieszymy się, kiedy odwiedzający opuszczają nasze progi.

© Tekst i zdjęcia: Mariusz Kapczyński

Tekst ukazał się wcześniej w dziale "Turystyka" na stronach Polskiego Radia



Galeria